01 lutego, 2017

Miasteczko Salem _ Stephen King

Któraś-tam-z-kolei książka Kinga musiała MUSIAŁA pokazać jego słabą stronę. 

Wcześniej miałam do czynienia z najmroczniejszą, najbardziej niepokojącą wersją Kinga - ryzykuję z takim stwierdzeniem, ponieważ nie wyobrażam sobie niczego bardziej przerażającego niż wannienna scena z "Lśnienia" i bardziej wynaturzonego niż postać psychopatycznej Annie z "Misery". Teraz natomiast weszłam na teren udeptany, znany raczej powszechnie, nieukrywający przed czytelnikiem, wydawałoby się, wielkich tajemnic. Wampir jako straszna postać to według mnie raczej umowa społeczna, pewien motyw i symbol niż faktyczna strzyga. Być może to ze względu na gwałtowny spadek rangi po pojawieniu się na rynku "Zmierzchów" i "Domów Nocy", a może zwyczajnie przewałkowany temat. Nie wiem jak "Miasteczko Salem" zostało odebrane w połowie lat 70., ale sądzę, że nie zrobiło furory na tle naprawdę wielu fantastycznych horrorów wypuszczanych w tamtym czasie.


26 stycznia, 2017

Tik-tak _ Dean Koontz

Szukałam czegoś, co wyleczy mnie z uzależnienia od Kinga, albo chociaż trochę pozwoli zapomnieć. Ale to nie to, nie to... Porównywać można, bo obydwaj panowie zasługują na uznanie za straszenie swoich czytelników chwytami najwyższej próby, ale wybranie lepszego nie będzie trudne. Wybacz, Koontz, i tak cię lubię.


17 stycznia, 2017

Piękny drań _ Christina Lauren

Recenzji tej książki w życiu bym Wam nie odmówiła, chociaż piszę ją bardzo bardzo po czasie. Przeczytana jakieś pół roku temu, nadal tkwi w głowie, otoczona (bardzo) przyjemnymi wspomnieniami.


29 grudnia, 2016

NIEpodsumowanie

Podsumowania są dla frajerów, którzy nie wiedzą o czym pisać, przepraszam.

Mi pod koniec roku nigdy się nie chce czytać książek, mimo tego, że jest zima, mam koc i kota, i na święta dostałam dużo fajnych herbatek (i czaderski zaparzacz). Nie ma sensu tłumaczyć się przygotowaniami do świąt, chaosem przed Sylwestrem, bo to aż tak dużo czasu nie zajmuje, a poza tym sama ciągle powtarzam, że na to, co się kocha zawsze znajdzie się czas. 
Ale spoks, nie przestałam kochać książek. 

Schyłek roku męczy, skłania do filozoficznych przemyśleń i ogólnie rzecz biorąc jest ciężkim okresem, w którym myśli się już o noworocznych postanowieniach, czyli macha się ręką na mijający rok. Ludziom brakuje teraz sumienności i silnej woli, jakby ją oszczędzali na ewentualne cele w 2k17. Nawet jeśli zarzekają się (jak ja), że żadnych konkretnych postanowień nie mają, że zamierzają po prostu żyć sobie w szczęśliwości i być dobrymi ludźmi.
I tak czekamy na 1.01 jakby to był jakiś szczególny dzień, w którym obudzimy się zaopatrzeni w nowe zasoby samokontroli, chęci i silnej woli. I dobrze, że czekamy, bo tak właśnie będzie. Człowiek jednak jest istotą dziwną, lubi powtarzalność, a jego umysł funkcjonuje w czasie cyklicznym. Dlatego od poniedziałku, od pierwszego dnia nowego miesiąca, od 1 stycznia wszystko idzie nam lepiej, łatwiej... Jesteśmy zregenerowani i zmęczenie poprzedniego roku jest już za nami. Przeszło, zniknęło. Rodzimy się na nowo z ogromnymi zasobami wszystkiego, czego potrzeba nam do wykonywania wytyczonych zadań i spełniania marzeń. 

Urocze i naiwne, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że dotyczy to prawie każdego i to co roku, a ja tak właśnie tłumaczę sobie moją niekonsekwencję w czytaniu. Z pisaniem recenzji jest jeszcze gorzej, bo, oprócz kreatywnego myślenia, wymaga myślenia logicznego, umiejętności złożenia spójnego zdania i w ogóle to trzeba określić swoją opinię i jakoś ją uzasadnić. 

Tak sobie myślę, że właśnie sprecyzowanie swojej opinii sprawia mi teraz największą trudność. Im dłużej piszę recenzje, tym mniej jestem ich pewna. Przedstawiają moją prawdę, niby jakoś tam uargumentowaną, ale wiem, że nie każdy musi się z nią zgadzać. Czasem też nachodzi mnie refleksja, że przeczytałam tak dużo, że większość wątków ma dla mnie smak odgrzanego obiadu. Jeszcze gorzej, kiedy powieść wpada w sidła schematów, a ja zmuszam się, żeby napisać 284. recenzję, która od poprzednich niczym się nie różni, a potem zastanawiam się po co ja w ogóle czytam, po co piszę, jeszcze później postanawiam zrobić sobie kilkutygodniową przerwę, ale po 2 dniach już nie wytrzymuję i lecę po jakąkolwiek książkę. 
No i tak właśnie trafiam na książki byle jakie, przeciętne i JAKIEKOLWIEK. Nie selekcjonuję ich tak jak parę miesięcy temu, nie zastanawiam się DLACZEGO AKURAT TA. Czytam mniej recenzji, rzadko bywam też na swoim blogu, a skutki są takie, że tylko się pogrążam w nieczytaniu.

Słuchajcie (czytajcie) teraz uważnie. Nie ma nic gorszego niż wyjść z (dobrej)  rutyny, czekając na "lepsze dni". Lepszych dni nie będzie. To dotyczy nie tylko czytania tudzież prowadzenia bloga, ale w ogóle wszystkiego. Nie czekajcie na przerwę w szkole / urlop / nowy rok. Zbierzcie się w sobie, róbcie to, co kochacie, nie zostawiajcie swoich dobrych nawyków. 

Ja straciłam możliwość na przeczytanie ponad 100 książek w tym roku tylko dlatego, że zupełnie odpuściłam sobie czytanie w wakacje (imprezy, praca, te sprawy), potem uznałam że "nie no, matura w tym roku" z tym że nauka do matury jakoś mi dużo czasu nie zajmuje, potem to już ten omówiony koniec roku, czas schyłku i pogrążenia w bezproduktywnym letargu. Także bierzcie się za siebie (książki), nie piszcie podsumowań, nie zamykajcie żadnych rozdziałów, bądźcie konsekwentni cały czas w tym, co robicie.

A jeśli kogoś bardzo interesuje jak mało książek przeczytałam w tym roku, to zapraszam do zakładki 'PRZECZYTANE'

13 grudnia, 2016

Lśnienie _ Stephen King

W obiegowej opinii horror wszech czasów. Mało tego - napisany przez króla horrorów, który tak czy inaczej zdobył moje serce, a teraz mógł jedynie potwierdzić swój geniusz.