23 maja, 2015

#7 Mali więźniowie

Autorka tej książki, Casey Watson, nie jest zawodową pisarką. Zajmuje się tymczasową opieką nad dziećmi z trudnych rodzin, więc możemy się domyślić o czym będzie historia. Pozycja znalazła się w serii "Skrzywdzone" wydawnictwa Amber, do której należą też m. in.: "Płacz niemymi łzami" Joe'go Petersa, "Czarne dni małej Sally" Sally East, czy "Mama kazała mi chorować" Julie Gregory. Część miałam okazję przeczytać, niektóre zachwyciły mnie bardziej, inne umiarkowanie, ale na Casey Watson natrafiłam po raz pierwszy.
Książkę kupiłam tak naprawdę w ciemno, ponieważ jedyną wskazówką była dla mnie wspomniana wcześniej seria, która naprowadziła mnie na temat i charakter książki. Historie o skrzywdzonych dzieciach, nastolatkach z patologicznych rodzin, ludziach z problemami, chorobami psychicznymi różnego typu i nasilenia bardzo mnie interesują, chyba od zawsze. To po części związane z moją miłością - psychologią. Mogłabym się nawet zastanawiać, czy to nie te opowiadania właśnie mnie do niej zaprowadziły. 

Nie podoba mi się to, że autorka jest na siłę porównywana do Cathy Glass, która także specjalizuje się w pisaniu historii o pokrzywdzonych dzieciach. Na każdej okładce widnieje napis: "Casey Watson, tak jak Cathy Glass opisuje najtragiczniejsze dzieciństwa swoich podopiecznych." Glass ma, ponad trzy razy więcej czytelników oraz więcej opinii (głównie pozytywnych). Wydała więcej książek, zaczęła pisać parę lat wcześniej od Watson. Żerowanie na czyjejś randze tylko z powodu zbieżności tematów to trochę nieczyste zagranie. Swój autorytet trzeba zdobyć dobrymi pozycjami. 
Co do samej zawartości, Watson może i ma talent do pomagania dzieciom, ale do pisania raczej nie. Owszem, czytając, jak zaniedbane były dzieci, budziły się we mnie oburzenie, złość, niedowierzanie, tylko że jakby tego nie przedstawić, to zawsze będzie szokujące. Kiedy Ashton i Olivia pojawiają się w domu Casey są brudne, zawszone, wychudzone, wystraszone, nie potrafią się posługiwać sztućcami i korzystać z toalety. Czy można przeczytać to z obojętnością? Chyba tylko wtedy, kiedy nie ma się serca. 
W tekście dominują proste zdania, opisy dziennych sytuacji podczas opieki nad dziećmi, trochę prywatnego życia autorki. Tutaj położono duży nacisk na zszokowanie czytelnika i może właśnie to jest powodem takiej konstrukcji tekstu, który mimo dużej ilości opisów jest zdynamizowany. Napięcie cały czas nam towarzyszy, jest dużo punktów zwrotnych, np. odkrywanie coraz to nowszych i bardziej mrocznych tajemnic wielopokoleniowej, bez wątpienia patologicznej rodziny. 
Co dobre w tej książce, to to, że wiernie oddaje trudy, z jakimi musi zmagać się opiekun takich "pociech". Autorka nie szczędzi nam niesmacznych opisów "skarbów" schowanych w pokojach Olivii i Ashtona, czy też wprawiających w osłupienie ich "zupełnie normalnych" zabaw w doktora. 
Czasami trudno nam się pogodzić z tym, co widzimy i z czym mamy styczność, Casey Watson jest niewątpliwie odważną kobietą, ma przede wszystkim wielkie serce, czego nie można powiedzieć o jej talencie pisarskim. Nie chcę Wam wmawiać, że pozycja jest absolutnie zła. Uważam, że do dzieł sztuki się nie zalicza, czytając ją miałam wrażenie, że Watson pisze dla dziesięciolatków, językiem mało skomplikowanym. Mimo tego, opowiadanie ma w sobie coś, co wywołuje w nas takie oburzenie. 
Lubicie podobne książki? Macie jakąś godną polecenia? 

3 komentarze:

  1. chętnie przeczytam. zapraszam do mnie na książkowe rozdanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie czytałam książek tego typu, ale chętnie sięgnęłabym akurat po tą. :)
    Piękny blog! Obserwuję! :)
    Pozdrawiam,
    Książkopatia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło mi :) Również obserwuję twojego bloga, świetne recenzje!

      Usuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)