13 maja, 2015

#4 Płótno

Powieść Agaty Kołakowskiej, młodej jeszcze pisarki, to jedna z tych historii, która "nas nie dotyczy". Bezpośrednio, prawdopodobnie nie, ale gdy patrzymy na to z pewnej perspektywy, w głównej bohaterce znajdziemy wiele ze swojej osoby.
Sprawy Niny toczą się coraz lepiej - jej obrazy zdobywają zainteresowanie na rynku, a w pracy pozostaje w dobrych stosunkach z szefem. W życiu prywatnym też radzi sobie bardzo dobrze -zaręcza się z ukochanym. Jednak jeden moment wystarcza, aby życie jednej osoby (oraz jej najbliższych) legło w gruzach. Nina ma wypadek samochodowy i traci czucie w prawej dłoni. Nie może już malować, potrzebuje długotrwałej rehabilitacji, która najprawdopodobniej i tak nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.
Na wstępie zaznaczyłam, że możemy utożsamić się z Niną. Twierdzę tak, ponieważ postać jest wielowymiarowa. Widać, jakie konflikty w niej narastają w trudnym dla niej czasie i jak usiłuje przesterować samą siebie. To, że popada w wielką depresję, złości się na siebie, na swoje koleżanki z pracy, na swojego narzeczonego, pozwala jej na wyrażenie siebie. Na początku jest albo bardzo rozemocjonowana, walczy o siebie, nie zgadza się na skreślenie jej osoby, albo przechodzi w melancholię, letarg, zobojętnienie. To przyzwolenie Fortunie na zabawę prowadzi do ciekawych zakamarków w labiryncie jej życia, do których być może nie dotarłaby, gdyby nie wypadek.
Bohaterka walczy ze sobą, myślę, że większość z nas również nie wiedziałaby, jak postąpić w takiej sytuacji. Obrazić się na cały świat? Poddać się? Korzystać z tego co się ma?
Jakiś czas po przeczytaniu tej książki uznałam, że chętnie do niej wrócę, bo porusza nie tylko kwestię zranionej miłości, albo przypadkowości, niesprawiedliwości w życiu. Jest wielowątkowa, wielowymiarowa i uniwersalna, tak jak jej bohaterowie. wszyscy, nie tylko Nina. Pasuje zazwyczaj do większości z nas, losy bohaterów reprezentują nasze. Czytając robi nam się ciepło na sercu. Oczywiście poza tymi momentami bezradności i stagnacji malarki.
Gdybym miała opisać historię trzema słowami, powiedziałabym; ciepła, prawdziwa, urocza. Napisana ciekawym językiem, z dobrymi metaforami i porównaniami. Autorka skupia się na akcji oraz na tym, jak to, co się dzieje wpływa na bohaterkę. Czyli fabuła oraz zmiany zachodzące w malarce wysuwają się na pierwszy plan. Rozbudowane portrety charakterologiczne postaci, bogate opisy emocji wpływają na to, że jest to raczej książka dla kobiet. Autorka nie narzuca swojego punktu widzenia, pozostawia czytelnikowi wybór stosując kompozycję otwartą. Chociaż powieść czyta się stosunkowo łatwo, to nie jest to jedna z tych historii, które przelatują nam przez głowę. Ta książka zostawiła we mnie poczucie, że nie mogę się załamywać, bo coś poszło nie po mojej myśli. Nic na świecie nic nie jest trwałe, okazuje się, że nasz talent też może nam być w pewnym sensie odebrany, więc korzystajmy z życia. Doświadczajmy jak najwięcej i opierajmy się na tym, co mamy, a nie na tym, czego nie mamy.

"Ale przychodzi taka chwila, gdy nie masz już siły krzyczeć, a i ochoty masz coraz mniej. Życie płynie, a ty zdajesz sobie sprawę, że twoja sytuacja się nie zmieni. Ewentualnie może być jeszcze gorzej... Więc zatrzymujesz się i łapiesz każdą chwilę, dwa razy obracasz ją w dłoni. I nagle wiele pozornie błahych momentów wydaje się ważnych i przyjemnych. (...) Jak byłam zdrowa, przeskakiwałam od czynności do czynności ciesząc się wyłącznie z naprawdę wyjątkowych rzeczy i chwil. Pomyśl, jak to zubaża naszą codzienność."



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)