21 czerwca, 2015

#15 Zaciszny Zakątek

Po dłuższej przerwie wracam do Was z nową recenzją – „Zaciszny Zakątek” Agaty Kołkowskiej. Szczerze mówiąc, ostatnio bardzo się rozleniwiłam z czytaniem książek i rozwlekam każdą w czasie. Aktualnie czytam trzy na raz („Baśnie braci Grimm bez cenzury”, „Animal Farm” oraz „Żyć, nie umierać”), trochę jednej, trochę drugiej, ale jakoś nie mogę się skupić. Może to kwestia pogody i, przede wszystkim, tego przedwakacyjnego klimatu.
„Zaciszny Zakątek” zakupiłam na Warszawskich Targach Książek, o połowę taniej i z autografem oraz pozdrowieniami od autorki J. Zależało mi szczególnie na tej właśnie pozycji, gdyż wcześniej zetknęłam się z jej najbardziej znaną książką - „Płótnem”. Niesamowicie mi się spodobała łagodność stylu autorki, a za razem wyrazistość emocji bohaterek. Kołakowska pisze głównie o kobietach, z różnych kręgów i klas społecznych. Opisuje ich przemiany, rozterki, przemyślenia. Tak postąpiła też tutaj.

Na luksusowe osiedle wprowadza się młode małżeństwo - Marta i Jacek Cieślakowie. Nie do końca jednak wpisują się w ramy otoczenia, gdyż, w przeciwieństwie do sąsiadów, obydwoje muszą ciężko pracować, aby spłacić zabójczy kredyt za wygodne lokum. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy Marcie odebrana zostaje, do tej pory bezpieczna, posada w banku. Po przejęciu firmy przez hiszpański koncern, kobieta zaczyna szukać nowej pracy, aby wspomóc męża. Tymczasem w Zacisznym Zakątku czas przepływa nieśpiesznie, jak zwykł czynić w domach sąsiadek. Mimo różnic, Marta szybko osiąga przyjacielskie stosunki z Sabiną, Pauliną i Małgorzatą, a Jacek po wieczorku zapoznawczym łapie dobry kontakt z ich mężami.

Podstawową składową fabuły jest jej wielowątkowość. Książka z pewnością nie nudziła, ponieważ Agata Kołakowska nie zastosowała w niej, chyba najpopularniejszej wśród pisarzy, struktury problemu wiodącego. Wątków naliczyłam wiele – samobójcza śmierć byłej lokatorki jednego z domów na osiedlu; styl życia żon zamożnych mężczyzn; problem małżeńskie; wielowymiarowość szczęścia, czy miłości; choroby psychiczne, w tym duża rola chorób cywilizacyjnych. Naprawdę można wyliczać i wyliczać, nie sposób wybrać tego najważniejszego. Chociaż po zastanowieniu uznałam, że każdy sprowadza się nie tyle do pieniędzy, ile do stylu i jakości życia danej klasy społecznej i tegoż konsekwencje. W pewnym momencie bowiem, wydarzenia przybierają zupełnie nieoczekiwany tok i wszystko nabiera innego znaczenia.


Jak zaznaczyłam na początku, Agata Kołakowska zachwyca stylem pisania. Najbardziej urzekła mnie aura kobiecości unosząca się w każdym akapicie, w każdym zdaniu, stanowiąca pewnego rodzaju esencję, nadającą smak i koloryt, czy też tło bazowe, które pozostałym elementom powieści, takim jak fabuła, bohaterowie, nadaje ten niepowtarzalny wydźwięk. Subtelność przejawia się między innymi w słownictwie zarówno narratora, jak i bohaterów. W „Zacisznym Zakątku” nie bark barwnych epitetów, zabawnych porównań i metafor. W pewnych momentach funkcja poetycka tekstu zaczyna nawet dominować, przy czym nie zanika funkcja informacyjna. Fabuła jest klarowna i przejrzysta, chociaż wiele w niej punktów zwrotnych i wtrąceń. Często pojawiają się retrospekcje i wspomnienia, ale nie pozostają one bez wpływu na całość. Jako przykład mogę przywołać tą część, gdzie Grzegorz Stawski wspomina swoje dzieciństwo, opowiada w jakim środowisku musiał się wychowywać i kto był dla niego wzorem. To stanowi dla czytelnika uzasadnienie wyboru zawodu oraz, co ważniejsze, wyjaśnia jego aktualny sposób myślenia i postępowania.

Wielką zaletą są bohaterowie „Zacisznego Zakątka”. Już w „Płótnie” autorka zdobyła moje serce wykreowanymi postaciami, natomiast podczas lektury tej książki, moje zdanie o jej talencie jeszcze się utwierdziło. Postaci stworzone przez Agatę Kołakowską są perfekcyjnie dopracowane. Każda z nich wyróżnia się pewnymi cechami charakteru, jest w pewnym sensie karykaturą danych zachowań czy typów ludzi, ale żadna z nich nie jest sztuczna, po prostu przedstawia szablonowe postępowanie niektórych jednostek. Takie charaktery dobrze znamy z własnego otoczenia, dlatego bohaterowie powieści są nam bliscy. Chociaż osobiście nie znalazłam ulubionej postaci, prawie z każdą miałam coś wspólnego, jak i coś, co nas różniło. Gdybym miała się z kimś utożsamić, najprędzej byłby to Grzegorz Stawski, mąż Pauliny (przy okazji mojej imienniczki). Zaimponowała mi jego pasja do zawodu oraz droga i przemiany, jakie przeszedł, aby stać się człowiekiem szanowanym i dumnym z siebie. Poza tym, podobnie jak Grzegorz, w swoim życiu doświadczyłam paraliżującego strachu i poczucia zagrożenia, z czego wiem, jak mógł się ów bohater czuć, kiedy Coś unieruchamiało go zanim wyszedł z pokoju, nie pozwalało wykonywać zawodu ani nawet podstawowych czynności życiowych.

„Przez pozory wiele osób się gubi. Myślę sobie nawet, że pozory to choroba, na którą wciąż nie znaleziono szczepionki.”

Najmniej polubiłam Martę, po jakimś czasie jej zachowanie zaczęło mnie irytować. Zwyczajnie za dużo było w niej bezradności. Przedstawiała obraz zagubionej kobietki, sierotki-Marysi i za dużo czasu poświęcała skupiając się na swoich koleżankach, przez co nie dowiedziałam się nic o jej życiu poza Zacisznym Zakątkiem i czwartkowymi herbatkami. Oczywiście nie wpływa to w żaden sposób na wartość powieści, gdyż w cechach dobrzej książki wyróżniam to, że znajduję postaci które lubię, oraz takie, które mnie irytują.

Niestety, zauważyłam też jedną wadę, raczej mało znaczącą w kontekście perfekcyjnego zestawienia pozostałych elementów książki. Historia została opowiedziana z czterech punktów widzenia, każda mieszkanka Zacisznego Zakątka miała swoje pięć minut. Paulina, Sabina, Małgorzata oraz Marta wypowiadały się po kolei, po jednej części następowała druga, należąca już do innej bohaterki. Fragmentaryzacja opowiadania nie wpłynęła na jego korzyść, wręcz przeciwnie, zakłócało spójność, zawieszało akcję i troszkę wybijało z rytmu.


Już drugi raz sięgnęłam po pozycję Agaty Kołakowskiej i po raz drugi jestem z tego bardzo zadowolona. Mimo że autorka specjalizuje się w beletrystyce, to nie można o jej utworach powiedzieć, ze są „łatwe” (bo szybkie i przyjemne owszem). Umieściłabym je raczej między tymi pozycjami „do przemyślenia”. Przy historiach, jakie udostępnia nam Agata Kołakowska należy pomyśleć, zastanowić się chwilę, chociaż czyta się je błyskawicznie, bo naprawdę wciągają. Jestem pewna, że to nie było moje ostatnie spotkanie z twórczością autorki, z wielką chęcią sięgnę po jej kolejne powieści. Polecam Wam, jak najbardziej. Wszystkim, nie tylko kobietom. Jestem ciekawa, jak mężczyźni odbierają tego typu literaturę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)