01 lipca, 2015

#17 Wiedźmin. Ostatnie życzenie

„Wiedźmak. Przez niektórych wiedźminem zwany. Wzywać go niebezpiecznie barzo, wżdy trzeba, bo gdy przeciw potworu  a plugastwu niczym nie uradzi, wiedźmak uradzi. Baczyć aby trzeba, coby wiedźmaka nie dotykać, bo od tego oparszywieć można. A dziewki przed nim kryć, bo wiedźmak chutliwy jest ponad miarę wszelką . Chocia wiedźmak wielce chciwy a na złoto łasy nie dać onemu więcej jak za utpoca srebrny grosz albo półtorak (…)”

„Wiedźmin. Ostatnie życzenie” to pierwsza część dosyć rozpoznawalnej ośmiotomowej serii Andrzeja Sapkowskiego. Ten oraz następny tom („Wiedźmin. Miecz przeznaczenia”, który również mam zamiar przeczytać) to zbiory opowiadań poprzedzające właściwą fabułę.  Na podstawie historii powstały gry, film oraz komiksy.
Może na początku należy się wyjaśnienie, dlaczego w ogóle piszę o tej książce. Nie czytywałam fantastyki i ani trochę mnie do niej nie ciągnęło. Obrazy krwi i walk mnie odstraszają a postaci elfów, wiedźm czy potworów są dla mnie niezrozumiałe. To sprawia, że gatunek do mnie nie przemawia, nie potrafię utożsamić się z bohaterami, czy chociażby wciągnąć się w akcję. Więc skąd taka zmiana? Otóż sama z siebie nie wybrałabym „Wiedźmina” pewnie nigdy, ale zostałam w pewnym sensie postawiona pod ścianą przez kolegę z klasy (Szymon, pozdrawiam Cię serdecznie). Nie mogłam w żaden sposób zrozumieć fascynacji Wiedźminem, ale nie należę do osób, które oceniają negatywnie coś, czego nie miały okazji spróbować. Szczerze, to było moje pierwsze poważne spotkanie z fantastyką (wcześniej czytałam tylko pierwszą część „Harry’ego Pottera”), bo wcześniej odrzucałam ją już na samym wejściu, gdy ktoś zaczynał mi o niej opowiadać. Czy mi się podobało?

I tak i nie. Zaczynając od pozytywów – język! Słownictwo Sapkowskiego w „Wiedźminie” jest na naprawdę wysokim poziomie. Trochę stylizowane na dialekt XV-XVII-wieczny, jednak nie do końca. Niektóre wyrażenia lub też przekleństwa raczej nie zaistniałyby w epoce średniowiecza czy renesansu. To po prostu unikalny język wiedźmiński. Dołączając do tego ogromną ilość neologizmów potrzebnych do stworzenia nieistniejących potworów, strzyg oraz innych istnień… Domyślam się, że wymaga to sporej kreatywności. Oczywiście autor podczas dobierania imion również nie korzystał z „gotowców” (Stregobor, Creyden, Fredefalka, Hereward). Świat oraz postaci wykreował sam od początku.

"Królowie dzielą ludzi na dwie grupy. Jednym rozkazują, a drugich kupują."

W związku z tym, że był to zbiór opowiadań, fabuły jako takiej nie można stwierdzić. Osobiście nie przepadam za opowiadaniami, ponieważ uważam, że nie pokazują one całkowitego talentu autora. Poza tym nie potrafię całkowicie poddać się akcji. Fragmentaryzacja tekstu stawia niewidzialne ściany, które blokują swobody przepływ rozważań i przemyśleń na temat różnych aspektów książki. Oczywiście, w każdej z historii można znaleźć powiązanie z tą wcześniejszą czy późniejszą. Miałam jednak problem z chronologią wydarzeń, po pewnym czasie straciłam już pewność, czy wszystkie opowiadania następują po sobie po kolei. We wszystkich jednak występuje Geralt, tytułowy wiedźmin. Dla tych, który nie wiedzą, zawód wiedźmina nie cieszy się dobrą sławą, jednak nie potępia się go tak jak np. czarowników. Osoba pełniąca takową funkcję ma za zadanie zabijać wszelkie potwory i bestie, oczywiście za opłatą. Do takiej roli trzeba być przystosowanym i już od najmłodszych lat trenować się w fachu.



Geralt być może jest idolem wielu, ale nie moim. Jego zachowanie trochę mnie irytowało, a dokładniej, denerwował mnie sposób, w jaki Sapkowski usilnie starał się wiedźmina przedstawić. Głównemu bohaterowi wszystko przychodziło ze zdumiewającą łatwością, nawet rzeczy, które dla innych były niewykonalne. Geralt, wielki mistrz w swoim fachu oraz postrach wszystkich mutantów, rozprawiał się z każdym problemem bez mrugnięcia okiem, za pierwszym razem. Oprócz tego, jego tajemniczość, małomówność i dyplomacja po jakimś czasie również zaczęły przeszkadzać. O ile mogę zrozumieć taki zarys postaci w celu wzbudzenia ciekawości u czytelnika, to takiego przesadnego ukrywania bohatera nie toleruję. Pod koniec książki nadal o tytułowym wiedźminie nie wiedziałam nic, a moja ciekawość zaczęła się wyczerpywać już w połowie.

Dosyć znaczącą rolę w „Wiedźminie” odgrywały również kobiety. I to zazwyczaj z nadprzyrodzonymi umiejętnościami lub zdumiewającą charyzmą. Wszystkie łączyło jedno – skłonność do dominacji nad mężczyznami. Każda z nich, czy to strażniczka świątyni, czy królewna zajmująca nieco więcej miejsca w książce niż jedno zdanie, występowała w roli stoickiej i apodyktycznej „zimnej suki”. Nie wiem z czego wynika zamiłowanie Sapkowskiego do tego rodzaju bohaterek. Czy zostało przeniesione z autopsji, czy może wprowadził je jako rodzaj urozmaicenia i fantazji. To samo w sobie mi nie przeszkadzało, ale w kwestii traktowania kobiety wulgarnie jestem bardzo wyczulona. Być może, niektórzy tego nawet nie wychwycili, więc to tylko drobny szczegół, jednak, jak wspomniałam, mam na to wyostrzone wszelkie zmysły.


Chociaż wady mają przewagę nad zaletami, to zdecydowałam się podejść do kolejnej części. Z niechęcią, bo również nie spodziewam się po niej zaskakującej odmiany. Sądzę, że będzie raczej podobna do tej. Robię to, bo jestem uparta i tyle. Dodatkowo usprawiedliwiam tą książkę, bo w świetle całej serii jest tylko prologiem. To też wpływa na moją decyzję o wytrwaniu w cyklu.

„Wygrywa lepszy. Chcesz ze mną wygrać, udowodnij, że jesteś lepszy. Zamiast dogadywania się, zawody.”

4 komentarze:

  1. Właśnie opowiadania Sapkowskiego są jednymi z lepszych jego prac - on swój kunszt, przynajmniej moim zdaniem, lepiej pokazuje w krótkich utworach. Faktycznie, język, jakim napisana jest cała saga jest unikatowy i mnie zaczarował zupełnie. Co do tego, że Geraltowi idzie wszystko jak po maśle - to opowiadania, które miały na celu pokazanie pracy wiedźmina w sporej mierze. A skoro jest specem w swoim fachu, to jasne, że będą mu te zadania wychodzić, dlatego ja się nigdy tego nie czepiałam. Geralt zaś to prosty facet z zasadami, którego i owszem, lubię, ale idol? Daleko mu do tego. Ach, i dyplomacja? Z niego dupa, nie dyplomata :D Jeśli chodzi zaś o kobiety, to po prostu inne w NeverNeverLandzie by nie przeżyły. No wyobraź sobie teraz delikatną królewnę w tym świecie. Zginęłaby od razu. Jak nie zabita przez wampira, to poprzez gwałt podczas jakiejśtam pobocznej bitwy o ziemię. Na prawdę, w Średniowieczu delikatnych kobiet nie było - więc i tu jest ich ograniczona ilość. A wulgarność? Cóż, znów - Średniowiecze było wulgarne. Tak po prostu. W każdym razie, w kolejnych częściach pojawią się także ciekawe i delikatniejsze kobiety, jeśli pamięć mnie nie myli, chociaż raczej typowej królewny tu nie znajdziesz. No... może poza Oczkiem, choć i ona zupełnie czysta nie była.
    Nie sądzę, by kolejne części Cię zachwyciły - jeśli nie czujesz fantastyki, to po prostu nie polubisz i tyle. Opowiadania zbudowane są raczej podobnie. Tylko nie mów, że to ma więcej wad, niż zalet - to koronna saga polskiej fantasy i na prawdę, to dzieło się ceni. Tak po prostu. Jak nie wiem, "Pana Tadeusza" - nie musisz lubić, ale klasyka, to klasyka, jest dobre, wybitne, najlepsze, amen, niczyje gadanie nic tu nie zmieni xD Btw. "literatura młodzieżowa" to nie jest. To fantasy. Porządne, dojrzałe fantasy.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://www.youtube.com/watch?v=GL4JeCNuQ0w ahh, i wulgarność wulgarnością, ale uczucia w Wieśku są przynajmniej tak prawdziwe, jak tylko się da, nie to, co większości romansideł.

      Usuń
    2. dzięki za odpowiedź, dosyć wyczerpującą ;) jakby nie było, Twoje argumenty się zgadzają, jednak z mojego punktu widzenia wygląda to trochę inaczej, myślę, że w książkach to jest piękne, że każdy dostrzega co innego, a nawet jeśli to samo, to w inny sposób.
      Opowiadań po prostu nie lubię z zasady, nie wiem, nie podchodzą mi. Próbowałam się przekonać na noblowym "Zbyt wiele szczęścia" Alice Munro, albo lżejszym i bliskim mi gatunkiem - literaturą kobiecą, "Upoważnienie do szczęścia" Katarzyny Grocholi. I nic. Krótkie historyjki przelatują przeze mnie jak przez grube sito i nie wiem, czy to się kiedyś zmieni.
      Wspomniałaś też o postaciach. Geralt wyidealizowany ABSOLUTNIE. A nikt nie lubi ideałów. Wystarczyłaby jedna tylko zła cecha, jedna ale znacząca i zupełnie inaczej bym go odbierała. Natomiast jeśli chodzi o kobiety, nie uznałam tego za wadę, poniewaz to tylko moje zdanie, że kobieta powinna być KOBIECA - delikatna, miła i niewyzywająca. Ale ktoś może mieć inne upodobania (mówię tu tylko o strefie literatury)
      Nadal jednak jestem zmotywowana do czytania kolejnych części :)

      Usuń
    3. Wyidealizowany absolutnie? Geralt, który nie umie zachować się na dworze, który klnie i kłamie, wymyślając Wiedźmiński Kodeks, nie radzi sobie z własnymi uczuciami i swoją rodziną, z własnej naiwności wplątując się w intrygi? Może to jednak wina opowiadań, że tak sądzisz - jednak one skupiają się bardziej na historyjkach, a nie samym Geralcie.
      I... kobieta wyzywająca jest właśnie kobieca, a że nie w delikatny i nieco naiwny sposób, to inna sprawa ;P To znaczy, sama uwielbiam taki bajkowy, delikatny klimat - wiesz, książę z bajki, ślicznotka o pięknym głosie, czekająca na niego w wierzy... Tyle, że w pewnym momencie to przestaje być rzeczywiste. A na pewno nie w świecie stylizowanym na SŁOWIAŃSKIE średniowiecze. A kobiety w Wiedźminie są na prawdę bardzo, bardzo kobiece - nie słyszałam chłopaka, który by temu zaprzeczył, a kto lepiej oceni to niż oni? :D
      Czytaj, czytaj, bo coś tak znanego warto mieć przeczytane nawet, gdy się nie lubi - byle poznać. Szczególnie, że nie znam serii, która byłaby bardziej "nasza" - Tolkien miał Celtów, Sapkowski - Słowian.

      Usuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)