22 lipca, 2015

#21 Szczygieł

„Szczygieł” to najpiękniejsza książka, jaką udało mi się ostatnio przeczytać. Powieść napisała Donna Tartt, według magazynu Time, jedna ze stu najbardziej wpływowych osób na świecie. Takie zestawienie zazwyczaj kojarzyłam z politykami, działaczami, ale widocznie zakres jest szerszy. Poszperałam i okazało się, że faktycznie, taką listę stworzono dla różnych kategorii (np. Tytani, Ikony, Pionierzy). Donna Tartt znalazła się tam dzięki swojej wytrwałej i skrupulatnej pracy nad każdą ze swoich powieści oraz dzięki swojemu niepodważalnemu zaangażowaniu w pisanie. „Szczygieł” był tworzony przez 12 lat, od momentu wydania poprzedniej książki. Ta książka została mi chyba przeznaczona, ponieważ co chwilę dostrzegałam podobieństwo między mną a Theo (jeden z najbardziej zaskakujących momentów, to gdy dzień przed moim wyjazdem do Amsterdamu przeczytałam, że Theo również się tam wybiera – powiedzcie że to zbieg okoliczności!). Pomijając nawet to - efekt zniewalający.



Historia opowiada o chłopcu, który zrządzeniem losu znajduje się w galerii z mamą podczas ataku terrorystycznego. Sam wychodzi z niego ocalały, praktycznie bez żadnych poważnych obrażeń, jednak jego matka ginie. Ojca nie widział od kilku lat, kiedy to porzucił ich oboje nie zostawiając zabezpieczenia finansowego ani adresu miejsca pobytu. W takiej sytuacji Theo nie ma gdzie się podziać, a jego sposobem na utrzymanie chęci do życia staje się obraz zabrany z muzeum. Nastolatek podczas zamachu pokierowany radą starszego pana, również ofiary w galerii, wychodząc, wziął jedno z najcenniejszych dzieł – „Szczygła” Carela Fabritusa z 1654r. Wstrząśnięty wydarzeniami następującymi po sobie w zawrotnym tempie nie pomyślał o odmowie i po prostu zabrał obraz ze sobą. Od tego momentu był jego więźniem. „Szczygieł” został jego utrapieniem, uwiązaniem i niedogodnością. Nie mógł się z nim swobodnie poruszać po świecie, nie mógł go nikomu pokazać, ani nawet opowiedzieć o nim. Jednocześnie rysunek ptaszka, niby niepozorny, stał się jego uzależnieniem. Mógł kontemplować kunsztowne fragmenty jego skrzydełek bez końca. Wpadał w zachwyt, kiedy mógł poczuć pod opuszkami palców znane na pamięć już wypukłości nałożonej farby. Od tego momentu obraz staje się jego nieodłącznym towarzyszem dorastania.

Sama fabuła w pewnych momentach przywodziła mi na myśl „Buszującego w zbożu” – tułaczka kilkunastoletniego chłopca i problemy wcale niebagatelne, w które się uwikłał. Styl pisania też czasem był podobny, jednak dało się wychwycić znaczące różnice. Zdania u Donny Tartt bywały naprawdę długie – zdarzały się i takie na pół strony, kiedy kartka wcale nie mała, a i czcionka nie z tych łatwiejszych. Opisy zazwyczaj bardzo dokładne, autorka stawia nas przed zadaniem dogłębnej analizy wydarzeń, daje nam na to czas, ponieważ akcja zwykle nie wyrywa do przodu, ale toczy się jakoby mimochodem.

Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to niesamowita, wręcz olśniewająca dbałość o szczegóły. Każdy element (nie przesadzam, KAŻDY) został tak wprawnie doprowadzony do perfekcji i idealnie wkomponowany w całość, że mimo bardzo wielu pomniejszych wątków, postaci drugo-, trzecioplanowych, retrospekcji i szczegółowych opisów, powieść jest przejrzysta niczym szkło. Tutaj nawet portierzy mają swoją historię, ale to nie wytrąca z rytmu czytania, stanowi jedynie piękne rozszerzenie podstawy, dzięki któremu zostajemy wciągnięci w świat Theo i „Szczygła” bez reszty.

„Szczygieł” pełen jest kontrastów – półświatek pustyni w Las Vegas, hazardziści i niepisane umowy o nieczyste pieniądze oraz metropolia, przeszklone biurowce i mężczyźni w garniturach z Nowego Jorku. W głowie Theo również powstają sprzeczności, jak u każdego z nas. Przykładowo: sam siebie próbuje przekonać, że nie ma szans u tajemniczej dziewczyny spotkanej w galerii, jednak jego myśli wciąż skupiają się wokół niej, bez względu na to, jak bardzo stara się o niej nie myśleć. Jest w nim dużo innych sprzeczności, ale boje się o nich Wam opowiedzieć, ponieważ nie chcę zdradzać dalszej fabuły. Wszystkie „gryzące się” elementy, pozornie nie mające ze sobą wiele wspólnego, zostały zgrabnie scalone bez uszczerbku na swoich charakterystycznych i nieodzownych elementach. Opisy są bardzo realistyczne, do tego stopnia, że czytałam je z ogromną przyjemnością, dla mnie mogły się nie kończyć.

„Tym, co poruszyło mnie znacznie bardziej niż rozsypanie szczątków mamy, było to, ze urna została zawinięta w podarte strzępy pornograficznych anonsów: „SKOŚNOOKIE CIZIE” i „GŁĘBOKI, MOCNY ORGAZM” to dwa przypadkowe określenia, na których spoczął mój wzrok, gdy szary proszek barwy księżycowej skały zawirował w majowym zmierzchu.”

Co ciekawe, Donna Tartt stworzyła porządek z wielkiego chaosu. Niepozbierane myśli, wątki, czasem nietrzymające się kontekstu, łączą się w piękną całość. To dowodzi, że powieść została naprawdę dobrze przemyślana. W „Szczygle” można, czytając uważnie, dostrzec nawiązania do pewnych wydarzeń już 200-300 stron wcześniej. Znaki, subtelne podpowiedzi, na które nie zwracamy uwagi, tak jak na co dzień. Tak jak Theo. Jednak nie da się zmienić przyszłości. Nie da się oszukać przeznaczenia. Nawet gdybyśmy poprawnie odczytali „wzór” wszechświata, tak często wspominany, czy zdołalibyśmy uniknąć tego, co ma nas spotkać? Czy faktycznie sami kierujemy swoim życiem?
Donna Tartt daje czytelnikowi pole do popisu stawiając znak zapytania nad faktyczną kontrolą nad własnym życiem. Jedno przypadkowe (a może zaplanowane z góry) zdarzenie, ciągnie za sobą lawinę innych i tak układa się cała nasza egzystencja. To na jakich ludzi trafiamy, z kim robimy interesy, gdzie pracujemy, to wszystko wynik sumy wydarzeń poprzedzających czas teraźniejszy. Stajemy twarzą w twarz z czymś, wydawać by się mogło, tak odległym, chociaż „Przecież to mnie nie dotyczy.” Jak dalecy jesteśmy od prawdy wypowiadając takie słowa. Zgrabne określenie na tragedię życiową, utratę bliskich, majątku, godności, wolności nazywamy „przyczynami losowymi”, jednak żadne odszkodowanie nie zwróci nam straty. Nie cofnie czasu.

„Rozmaitość możliwych scenariuszy mogła przyprawić o ból głowy.”

„Szczygieł” każe zastanawiać się nad tym budząc dużo emocji. Uczucia odgrywają w powieści znaczącą rolę, ukrywają się we wszystkim. Nawet nie, nie ukrywają się – atakują czytelnika całym swym arsenałem. Można powiedzieć, że tworzą szkielet, a właściwie duszę powieści. Iskierkę życia autorka dostrzega w małych i dużych przedmiotach, w rozległej pustynnej przestrzeni czy w ciasnym i zatęchłym mieszkaniu. Np. meble otaczane tak wielką troską, traktowane z największą czułością przez Hobiego, który pojawia się na stałe bodajże w II lub III części. Najwięcej uwagi Donna Tartt poświęciła oczywiście obrazowi. Jego opisy to sam smak. Crème de la crème całej książki.

„Wyjęciu obrazu z poszewki, trzymaniu go w rękach i oglądaniu towarzyszyła pewna doniosłość.” Sama czynność sięgnięcia po niego wywoływała poczucie rozszerzenia, jakby unoszenie się w powietrzu; zaś w pewnym osobliwym momencie, gdy wpatrywałem się weń długo oczami wysuszonymi chłodzonym pustynnym powietrzem, wydawało mi się, że cała przestrzeń między mną a obrazem znika, a gdy podnosiłem wzrok, to obraz był prawdziwy, nie ja.”

Znalazłam jeden mankamencik, właściwie nic nie wnoszący do mojej końcowej oceny, mianowicie chodzi o błędy w wydaniu. Literówki, brak spacji, brak przecinka i tego typu rzeczy. Z tyłu głowy miałam myśl, że w gruncie rzeczy przy takiej ilości tekstu ciężko się nie pomylić. Mam jednak nadzieję, że niedługo wyjdzie nowe, poprawione wydanie.


Już powoli podsumowując, gorąco zachęcam Was do przeczytania tej książki. Bez zastanowienia mogę ją umieścić na liście ulubionych. Aktualnie stała się moim numerem 1, mimo że (a może właśnie dzięki temu, że) była długa. Szczerze mówiąc, miałam ochotę płakać, kiedy się kończyła. Bardzo ciężko zniosłam rozstanie. Mam szczerą nadzieję, że jeszcze do niej wrócę, jeśli tak, to na pewno z wielką przyjemnością. W planach mam oczywiście przeczytanie dwóch pozostałych powieści Donny Tartt. Zdecydowanie warto, a nawet trzeba zapoznać się ze „Szczygłem”. Rzadko kiedy mamy okazję trafić na tak perfekcyjnie skonstruowaną fabułę, zwłaszcza, jeśli składa się na nią mnóstwo sprzeczności i niewiadomych. Genialne.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)