17 sierpnia, 2015

#26 Anielskie opowieści dla duszy

Książkoholicy, Witam Was, po długiej przerwie z recenzją i wyjaśnieniami. Przez 10 dni byłam na pielgrzymce, gdzie, uwierzcie, nie ma możliwości czytania książek. Kto był, ten wie, jakie to uciążliwe. Wzięłam ze sobą „Księcia mgły” Zafóna ze względu na niską wagę (to bardzo ważne kryterium) i to, że należy do tych krótszych. Jednak nie udało mi się przeczytać ani jednej strony. Po pierwszym dniu zrezygnowałam z noszenia tomu w plecaku, ponieważ był zbędnym balastem przy 40km dziennie, a poza tym na postojach nie miałam siły ani czasu przejść ze skupieniem przez jedną chociażby stronę. Co do noclegów – po względnym umyciu się, odpoczęciu, rozłożeniu namiotów i prowizorycznej kolacji było już ciemno. Tyle więc wyszło z mojego czytania w trasie.

Chcąc pozostać w klimacie rozmyślań jako takich, postanowiłam przeszukać zapomniane półki z książkami-poradnikami i takimi o tematyce religijnej. Aż zdziwiłam się, ile mam ich w domu, bo zwykle nikt ich nie czyta. Znalazłam „Anielskie opowieści dla duszy” Eduarda Martina, czyli krótkie opowiadania traktujące trochę o sensie życia, trochę o właściwym sposobie na miłość, czasem napomykające o wierze. Gdybym je miała wrzucić do jednego worka, to uczyniłabym to określając je „historiami filozoficznymi”. Tak na marginesie – zmniejszyła się moja niechęć do nowelek i opowiadań, więc mamy progres.

W „Anielskich opowieściach” znalazłam równie dużo zalet, co i wad. Celem każdej historii było ułatwienie czytelnikowi poradzenia sobie z przeróżnymi trudnościami w życiu. Autor zebrał świadectwa ludzi, nie wymienionych z imienia ani nazwiska. Bohaterowie książki to przykładowo: pan S., kolega J., doktor L.M., kuzyn, babcia, przyjaciółka. Co z jednej strony sprawiło, że każda historia stawała się bardziej powszechna, gdyż jej bohaterami mógł być każdy kolega, każda pani D. i każda ciocia G.. Czytelnik miał możliwość utożsamienia się z wybraną postacią, która w zamyśle została stworzona jako biała kartka, na której można odbić dowolny wizerunek. Patrząc na to z innego punktu widzenia, jak opowiadanie, którego bohaterami są K., jego kolega i lekarz, można odebrać realnie? Czy ktoś taki w ogóle istniał? Jeśli nie podano imion, historia równie dobrze mogłaby być od początku do końca wymyślona.

Kolejna sprawa, to spójność tomu. Oczywiście każde opowiadanie traktowało o czymś innym. Inni bohaterowie, inna historia i inne przesłanie. Dobrze, bo zrobiłoby się monotonnie, jeśli ciągle czytalibyśmy o tym samym. Autor zachował wspaniałą różnorodność, dzięki której czytelnik na pewno odnajdzie chociaż jedną SWOJĄ historię. Ale inna w każdej historii była też filozofia, przeradzająca się w Wielki Filozoficzny Chaos. Bez względu na to, jakie motto przyświeca Wam w życiu i jakimi wartościami się kierujecie, gwarantuję, że ta książka mocno namiesza Wam w głowie. Jedno opowiadanie zaprzecza następnemu i to wprowadza niesamowity harmider. W pewnym momencie sama nie wiedziałam, co o tym sądzić. Tutaj różnorodność zawiodła, ponieważ autor poszedł z nią o jeden krok za daleko i sprawił, że tom stracił spójność.

Będąc przy filozofii nie można nie wspomnieć o wierze. Religię w „Anielskich opowieściach dla duszy” traktuje się trochę z rezerwą, jakby z bezpiecznej odległości, delikatnie, żeby nikogo nie spłoszyć i nie urazić. Takie cały czas odnosiłam wrażenie, chociaż spodziewałam się czegoś innego wybierając książkę pod takim tytułem. Anielskie – od razu nasunął mi się na myśl Bóg. Ale abstrahując od tego, (bo wiemy, że nie należy sądzić po tytule ani okładce), zwyczajnie nie spodobał mi się sposób w jaki traktuje się w opowiadaniach wiarę, jakąkolwiek, czy to katolicką, buddyjską czy islamską. Autor stara się ją omijać szerokim łukiem i to ewidentnie widać. Jednak szanuję to, że np. dla ateisty będzie to wygodne, gdyż znajdzie coś w rodzaju poradnika, który nie atakuje zewsząd hasłami typu „przypadek nie istnieje, wszystko jest dziełem Boga”, „poddaj się woli Pana” itp. Tego tutaj możemy szukać nadaremno.

W niektórych opowiadaniach zawarto przemyślenia, które ciężko przełożyć na jednozdaniowe sentencje. Ale nie oznacza to, że takie maksymy pomijamy. Przeciwnie – całe historie, z kontekstem i odniesieniem o wiele bardziej zapadają w pamięć niż pojedyncze zdanie wyrwane z tekstu. Szczególną uwagę zwrócono na to, jak bardzo w życiu liczą się małe rzeczy i zwykłe słowa i prozaiczne czyny. Trzeba przeczytać „Listy miłosne”, aby dowiedzieć się, jak pisanie wiadomości może ocalić życie. Jak ważna okaże się ta jedna koperta. Tak, jak nie dowiemy się o prawdziwej tragedii wojny dopóki będziemy liczyć ofiary w milionach. Skutki wojny dostrzeżemy gdy dane nam będzie spojrzeć na jedną zmarłą osobę. Jedną osobę, która miała rodziców, żonę, czteroletniego synka i sześcioletnią córeczkę, a także przyjaciół. Jak często udaje nam się wspomnieć ofiary wojny w taki sposób? W moim mniemaniu, zdecydowanie zbyt rzadko, jak na ludzi.

Dzieci potrafią to robić lepiej, ponieważ ich widzenie odznacza się prostolinijnością. Prostota świata, w którym żyją najmłodsi sprawia, że starszym wydaje się, iż dzieci nie mają problemów. Owszem, mają i to równie dużo, co ich rodzice. Jedyna różnica polega na sposobie radzenia sobie z nimi. Z najprostszej strony. Ten temat został również poruszony w książce.

„Jaką ufność pokładają w nas dzieci, jaką siłę w nas widzą i jaką moc mamy w ich oczach!”

Większość opowiadań była naprawdę fantastyczna i poruszająca, jednak te poza nimi takie sobie. Kilka historii nie spodobało mi się zupełnie i wolałabym, żeby w ogóle nie znalazły się w książce. Poza tym szkoda, że wszystkie składały się z dosłownie kilku akapitów. Widocznie autor zastosował zasadę „maksimum treści, minimum objętości”, ale nie mam pewności, czy faktycznie pierwsza część reguły została zastosowana.

„Anielskie opowieści dla duszy” to skarbnica sentencji, przemyśleń, morałów. Czy po ich przeczytaniu się zmienimy? To zależy tylko od nas samych. We mnie chyba coś „ruszyło”, ponieważ postanowiłam lepiej wykorzystywać swój czas i cieszyć się tym, co mam. Każdym spotkaniem, każdym słowem, zdrowiem i powodzeniem. Oraz z pokorą przyjmować niepowodzenia, a po nich podnosić się i próbować raz jeszcze.

„Każdy z nas jest listem. Listem, który przy naszych narodzinach zostaje komuś posłany z miłości i z miłością.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)