22 sierpnia, 2015

#27 Wiedźmin. Krew Elfów

„Krew Elfów” to 3. tom z wiedźmińskiej serii Andrzeja Sapkowskiego, a to oznacza, że jeszcze się nie poddałam i na razie nie mam zamiaru, ponieważ z każdą częścią autor przekonuje mnie do siebie bardziej.

Tym razem głównym tematem książki była Ciri – Dziecko Niespodzianka, ocalała cudem z bitwy o Cintrę. Przeznaczenie, które stanowiło podstawę poprzedniej części, powraca i tutaj, trochę w innym wymiarze, już jako coś bardziej namacalnego i elementarnego. Można powiedzieć, że po prostu odchodzi w zapomnienie, nie poświęca mu się aż tak dużo czasu, gdyż pojawiają się nowe problemy, mianowicie: wyczekiwany atak gangu elfów na ludzi oraz rozwiązanie zagadki przeznaczenia, czyli odpowiedź na pytanie „co zrobić z Ciri?”. Pierwsza kwestia, czyli wyczekiwanie napadu, rozmowy toczące się przed spodziewaną walką, podchody i niedomówienia stanowią raczej tło, pewnego rodzaju bazę i nie zostały w pełni rozwinięte przez autora, także mamy już czego wyczekiwać w następnej części.
Tak naprawdę clou fabuły odkryłam na końcu książki, gdyż przez znaczną jej część sama nie wiedziałam dokąd zmierzam czytając ją. Główny problem nie został przedstawiony czytającemu w sposób jasny, toteż trudność sprawiało wyczekiwanie jakiegokolwiek zakończenia, zwrotu akcji itp. Andrzej Sapkowski przyznał sobie ten przywilej przewagi nad czytelnikiem stawiając go w niepewności. Z jednej strony, całkiem ciekawie to wyszło, bo nie można się było domyślić dalszej akcji, chociaż momentami cała ta aura tajemniczości robiła się nudna.

W związku z tym, że to już (lub „dopiero”) moje trzecie spotkanie z Andrzejem Sapkowskim, zdążyłam dostrzec pewne schematy, analogie i prawidłowości w jego dziełach. Pierwsze co rzuca mi się w oczy – ma on tendencję do rychłego początku. Gwałtownie wciąga czytelnika w wir wydarzeń, już pierwsze zdanie ma szokować, już pierwszy akapit ma sprawić, że odbiorca wpadnie w akcję mimowolnie i całym sobą. Dodatkowo, nutka erotyzmu, ażeby podkręcić jeszcze trochę atmosferę. Środek bywa monotonny, zdarza się, że te same kwestie są powtarzane przez kilku bohaterów, w różnych formach, w odstępach 2-3 rozdziałów. To nużące i dosyć uciążliwe, tym bardziej, że po takich przestojach nagle i zupełnie znikąd pojawia się gwar, krzyk, walka, krew, miecze, ranni, zupełny chaos. Następnie wszystko wraca do normy.

„Nieszczęście postąpiło zgodnie z odwiecznym zwyczajem nieszczęść i jastrzębi – wisiało nad nimi czas jakiś, ale wyczekało z atakiem do stosownego momentu.”

Wydaje mi się, że dużą część tekstu zajęły przekleństwa i wyzwiska – rozumiem, że w zamyśle miało to stworzyć ten średniowieczny klimat, ale w pewnych momentach było go aż nadto.

Co działa na duży plus tej pozycji – Wiedźmin wreszcie został wyzwolony z opowiadań! Nie wiem, czy były tak niezbędne w pierwszych dwóch tomach? Wydaje mi się, że nie, ale mimo wszystko te skrawki historii poukładały się jakoś w całość i to możemy zauważyć czytając „Krew Elfów”. W 3. tomie występuje dużo nawiązań zwłaszcza do poprzedniego „Miecza przeznaczenia”, więc lepiej czytać serię od początku.

Do tej pory, z trzech części moim faworytem pozostaje druga, czyli właśnie „Miecz przeznaczenia”, a w kolejce czeka już na mnie „Czas pogardy”. Prawdopodobnie niedługo na blogu pojawi się nowa recenzja kolejnej powieści Sapkowskiego J

„Magia jest Chaosem, Sztuką i Nauką. Jest przekleństwem, błogosławieństwem i postępem. Wszystko zależy od tego, kto się magią posługuje, jak i w jakim celu. A magia jest wszędzie.”


2 komentarze:

  1. Na ile znam średniowiecze... to Sapkowski oszczędził nam jego klimatu. W "prawdziwych" Wiekach Ciemnych było zdecydowanie gorzej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Tę jedną czytałam. Muszę w końcu poznać całego Sapkowskiego. :D

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)