25 sierpnia, 2015

#28 Książę Mgły

„Książę Mgły” jest debiutancką powieścią Carlosa Ruiza Zafóna, jednego z moich ulubionych autorów. Chociaż ja raczej nie należę do miłośniczek fantastyki, on skradł moje serce absolutnie, ponieważ jest bez wątpienia mistrzem prozy. Język, którego używa to narzędzie naznaczone magią obecną i odczuwalną w jego dziełach.

Zanim wzięłam tę książkę do rąk, nie wiedziałam o niej zupełnie nic, kierowałam się po prostu zaufaniem do autora. Na początku wyjaśnia on, że jego debiut to powieść przeznaczona zarówno dla młodzieży jak i dla dorosłych. Moje zdanie na ten temat przedstawia się trochę inaczej, ponieważ jest to typowa literatura młodzieżowa. Nie mam tutaj na myśli sieczki, wyreklamowanej i sprzedawanej masowo, ale naprawdę ciekawą historię, w którą wciągnęliby się zarówno chłopcy jak i dziewczynki w wieku 10-14 lat. Niektórzy też po prostu lubią czytywać tego typu opowieści, chociaż w „progach wiekowych” się nie mieszczą, bo tak naprawdę, w literaturze ograniczenia wieku nie istnieją.

„Czas, mój drogi Maksie, nie istnieje. Jest czystą iluzją”

Rodzina Carverów – Maximilian i Andrea wraz z dziećmi, Maxem, Alicją i Iriną przeprowadzają się do dawno niezamieszkałego domku w nadmorskim miasteczku. Większość rodziny podchodzi sceptycznie do pomysłu ojca, zwłaszcza gdy stają przed zaniedbanym i zniszczonym nowym lokum. Jak nietrudno się domyślić, w małej osadzie rybackiej dzieją się niepokojące rzeczy, takie jak mgła wydobywająca się z tajemniczego ogrodu z mrocznymi rzeźbami usytuowanego za domem. W powieści nie brak mrożących krew w żyłach elementów, opisanych minimalistycznie, ale realistycznie, a mgła stanowi tu pewien lejtmotyw pojawiający się co jakiś czas, w określonych momentach i myślę, że na ten akcent warto zwrócić uwagę.

W „Księciu Mgły” obecny jest duch przygody, więc z pewnością zaciekawi chłopców. Z kolei dziewczynom bardziej spodoba się pewnie wątek relacji Rolanda i Alicji, wpleciony pomiędzy akcję właściwą. Autor nie poświęcił mu zbyt wiele swojej uwagi, a jednak okazał się on jednym z najważniejszych czynników w rozstrzygającym momencie.

Powieść jest króciutka, pokusiłabym się nawet o zaklasyfikowanie jej jako dłuższego opowiadania jednak niektóre rzeczy nie pozwalają mi na to, przede wszystkim wielowątkowość, brak jednoznacznego zakończenia i puenty. I, co mnie bardzo zaskoczyło, Zafón zupełnie inaczej podszedł do pisania: swoje barwne epitety, wplatane co jakiś czas metafory, sążniste zdania i hiperbole zostały odrzucone  na rzecz złotej zasady „minimum tekstu maksimum treści”. W jego wykonaniu bardzo mi się to podoba, w książce zwyczajnie nie ma miejsca na nudę. Każde zdanie wnosi coś nowego, żadne z nich nie jest bezużyteczne. Wiele zwrotów akcji, momenty przyprawiające o palpitacje serca, szybkie zmiany, ciągły ruch podkręcają klimat powieści. Panta rhei, jak w życiu nie ma czasu aby się za siebie oglądać z sentymentem. Trzeba być w ciągłym ruchu, zgodnie z zasadami świata.

Ciężko mi nie pisać analizy porównawczej, ponieważ zauważyłam, jak bardzo różnią się od siebie debiut oraz bestseller Zafóna. W autorze pokładałam naprawdę ogromne nadzieje, postawiłam mu wysoką poprzeczkę i zostałam mile zaskoczona, tym bardziej, że miałam świadomość, iż jest to pierwsza jego wydana powieść. Jeszcze trochę niewprawionym piórem autor w wieku 28 lat wychodzi na świat ze swoim pierwszym dziełem. Oczywiście zyskało ono niemałą popularność, ocenione jako ciekawy debiut, a niestety większość ludzi usłyszało o niej dopiero po wydaniu „Cienia wiatru” i żałuję, że do tego grona zaliczam się i ja. Według mnie, jest to świetna pozycja, którą można polecić dzieciom, rodzeństwu, aby zachęcić je do czytania książek.
„Książę Mgły” to historia przeznaczona przede wszystkim dla młodszej młodzieży, znakomicie napisana. Zdecydowanie nie nudzi, jej akcja wręcz porywa i nie pozwala oderwać się od kolejnych stron. Można ją pochłonąć w jedno dłuższe popołudnie i myślę, że również z chęcią do niej wrócić lub sięgnąć po kolejne z serii „Pałac Północy” i „Światła września”.



1 komentarz:

  1. Fajnie po takie "dziecięce" ksiązki czasem sięgnąć - bywają cholernie przyjemne :D W czymś takim zapewne zaczytywałabym się gdzieś w podstawówce :)
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)