17 września, 2015

#30 Wybawiciel

„Szukaj pieniędzy. Znajdź je i idź za nimi. One doprowadzą cię do rozwiązania.”

„Wybawiciel” Jo Nesbo, norweskiego autora, ponieważ już weszłam w skandynawskie klimaty, jest moją dopiero drugą książką we wrześniu, czym jestem załamana. Wpadam w poczucie winy, kiedy przestaję publikować recenzje, a jeszcze większe, gdy musze odkładać książki na bok. Niestety szkoła i bardzo dużo zajęć dodatkowych nie pozostawiają mi wyboru. Wracając do powieści, już od dłuższego czasu miałam ochotę przeczytać coś z pozycji tego autora, ponieważ słyszałam o nim naprawdę dużo pozytywnych opinii. Czy słusznych, sama musiałam się przekonać.

Nesbo przedstawia nam historię bardzo tajemniczego zabójstwa, a nawet kilku. Już od pierwszych stron akcja toczy się wartko, a czytelnika wciąga niesamowicie. Mnóstwo zwrotów akcji wspaniale dynamizuje tekst, co w dobrych kryminałach stanowi niezbędny czynnik. Bez „Wybawiciela” się nie ruszałam, pragnęłam go czytać w każdej wolnej chwili, ponieważ zostałam dosłownie pochłonięta w wir akcji. Główny bohater, równie jaskrawy jak i fabuła, to Harry Hole – zawodowo policjant do spraw zabójstw, a prywatnie alkoholik nie potrafiący sobie poradzić ze swoją znieczulicą. Poza tym, niesamowicie inteligentny człowiek, skupiający wokół siebie tylko ludzi równie rozumnych, a przy tym cierpliwych i tolerujących ostrą krytykę. Prowadzi on śledztwo dotyczące dziwnego zabójstwa Roberta Karlsena, żołnierza Armii Zbawienia. Nie mając żadnych wskazówek, niestrudzenie podąża za instynktem i wieloletnim doświadczeniem. Co jest dziwne, tak naprawdę tylko Harry Hole został nam przedstawiony „z bliska”, znamy jego życie prywatne, możemy wiele powiedzieć o jego charakterze po przeczytaniu książki. Reszta bohaterów pozostała anonimowa, bezkształtna. Jo Nesbo nie scharakteryzował żadnego z nich zbyt dokładnie. Cała uwaga narratora została skierowana na akcję. Myślę, że aby poznać pozostałe postaci, należy przeczytać resztę powieści Jo Nesbo z serii o Harrym Hole, co zamierzam uczynić.

„Picie sprawia, że nie tylko popadasz w irytację, ale również stajesz się irytujący. Nie przyszedłem tu, aby ci odbierać szacunek do samego siebie, męskość czy piwo. Ale akurat w tej chwili polega na tym, że wszystkie te trzy elementy znajdują się w tej szklance.”

Książkę rozpoczęto cytatem z Biblii, a więc od razu zdobyła moje uznanie i zainteresowanie. Uwielbiam wszelkiego rodzaju nawiązania, aluzje, reminiscencje i cytaty biblijne. Sam smak! A przez „Wybawiciela” wiara, czasem mocno dewotyczna, czy w ogóle temat Boga, Biblii, przewija się cyklicznie. Sama idea Amii Zbawienia, do której uczęszcza połowa postaci z powieści, odnosi się bezpośrednio do katolickiego traktowania bliskich oraz wiary w Słowo Boże.

W tym kryminale nie brak krwawych momentów, podobno stanowią one wręcz znamienną cechę autora. Jako osoba wrażliwa, nie lubuję się w opisach ciała reagującego na duszenie albo znalezionego w kontenerze na jednym z osiedli, jednak przecierpiałam pierwsze „lekcje anatomii”, potem przywykłam. Dosyć wstrząsający, chociaż pod pewnym względem ciekawy był incydent homoseksualnego fetyszystycznego gwałtu sadomasochistycznego. To taki jeden z elementów grozy wprowadzanych do kryminału.

„Nasze uprzedzenia pozwalają nam rozwiązywać sprawy, ponieważ nie są oparte na braku wiedzy, tylko na suchych faktach i doświadczeniu. Dlatego w tym pokoju zastrzegamy sobie prawo do dyskryminowania wszystkich, bez względu na rasę, religię i płeć.”

Jedna rzecz sprawiła, że poczułam się absolutnie zdruzgotana. Tłumaczenie. Jednego wyrazu. Przyznaję, że zupełnie nie znam języka norweskiego, ani chorwackiego (obydwa się tam łączą), ale jest jedno słowo, które nie dało mi spokoju, w gruncie rzeczy dosyć ważne. „Wybawiciel” po chorwacku: spasitelj to to samo słowo, co „Zbawca” „Zbawiciel”. Poza tytułem, w powieści są 2 bardzo ważne momenty,  które powinno łączyć właśnie to słowo. Gdzieś na początku pojawia się postać „Małego Wybawiciela” – młodego żołnierza, który dzięki swojej drobnej posturze ocala dużą część plutonu. Natomiast o kilkaset stron dalej, od koniec, detektywi wspominają go, kiedy „zmartwychwstaje” trzy dni po rzekomej śmierci od kuli pistoletu. Nazywają go wtedy Zbawicielem, tak jak Jezusa. I postać „Małego Wybawiciela”, bardzo ważna w powieści nabrałaby cudownej wielowymiarowości, głębszego sensu, a cała sytuacja stałaby się bardziej zrozumiała, gdyby był „Małym Zbawicielem”. To właśnie ten detal, którego zabrakło mi, aby ocenić pozycję jako prawie-że-arcydzieło. Jednak z racji tego, że wynika to wyłącznie z tłumaczenia, nie zaniżam oceny, ale nadal czuję się rozbita i smutna z tego powodu.

„Wybawiciel” Jo Nesbo to kryminał naprawdę wart przeczytania, wciągający i doprawiony detalami w postaci aluzji biblijnych i licznymi punktami zwrotnymi a także, jakże charakterystyczną postacią detektywa Harry’ego. Gorąco polecam każdemu, kto tylko toleruje nieco dramatyzmu  krwi w opisach. Nie rekomenduję tym, którzy nie mają czasu, bo książka może Was zbytnio wchłonąć i zapomnicie o swoich obowiązkach lub, jak ja, będziecie umierać z ciekawości przez cały dzień czekając na wolną chwilę do czytania, ponieważ nie wiecie co stanie się w następnym rozdziale.


„Bohatera od przestępcy dzielą jedynie zbiegi okoliczności i niuanse. (…) Praworządność to cnota leniwych i pozbawionych wizji. Gdyby nie ludzie nieposłuszni i łamiący prawo, do dziś żylibyśmy w feudalizmie.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)