06 listopada, 2015

#39 Tysiąc wspaniałych słońc

Nawet nie wiem od czego zacząć recenzję „Tysiąca wspaniałych słońc”. To powieść tak złożona, różnorodna, że aż ciężko się czegoś chwycić. Jednak nie jest chaotyczna, zdecydowanie panuje w niej porządek, a chronologia rozłożona została na ponad trzydzieści lat. Wydarzenia, chociaż nieprawdopodobne i druzgocące, miały miejsce w realnym świecie. Naszym świecie. Jakieś 4300 km w linii prostej od nas. Co gorsza, to dzieje się nadal.

Na głównym planie Khaled Hosseini umieścił szeroko pojęte życie muzułmanów. I to naprawdę luźno pojęte, ponieważ ukazuje różnorakość postaw, z jakimi można się zetknąć odwiedzając Afganistan. Fabułę przedstawia, adekwatnie do rozwijającej się akcji, z perspektywy kobiet lub mężczyzn. Jak często się dzieje w „literaturze islamskiej”, to jednak płeć piękna zostaje postawiona na świeczniku. U innych autorów ma to różne skutki, jednak Hosseini nie tyle pisze powieść o islamskich kobietach, ile stawia je w realistycznym świecie Afganistanu i zręcznie wplata je w historię.

Głównymi bohaterkami „Tysiąca wspaniałych słońc” są Mariam oraz Lajla. (Przy okazji: niesamowite imiona.) Ta pierwsza urodziła się jako harami, nieślubne dziecko. I mimo że jej ojciec był cokolwiek niebiednym człowiekiem, ona przez piętnaście lat żyła w warunkach godnych politowania. I to nie od opisów tego opuszczonego „domu” bolało serce, ale od relacji między matką i córką. Dziewięcioletnia Mariam regularnie spotykała się z ojcem i niestety, on ze swoim darem przekonywania, potrafił wmówić jej, kto dba o nią i się troszczy. Dziewczynka nie potrafiła wierzyć matce, aż doszło do okrutnej zdrady i ucieczki. Ten jeden moment zaważył na całym życiu piętnastolatki. Tylko dlatego, że chciała zobaczyć ojca Dżalila w jego mieszkaniu, jej dalsze losy zostały powierzone obcym.
Z kolei Lajla, jako przedstawienie paralelnego bytu, urodziła się ponad dwadzieścia lat po Mariam w dobrej, pełnej, wyrozumiałej rodzinie. Dziewczynka wychowywana przez kochających rodziców, do czasów wojny miała dwóch braci. Jej matka nawet przyjaźniła się z Mariam, a więc wysnuwa się podejrzenie, że kobiety i ich losy były sobie przeznaczone. Życia kobiet bowiem splatają się w nieoczekiwany sposób i wtedy, gdy nikt się tego nie spodziewa.

Wartym zauważenia elementem tej powieści są relacje powstające pomiędzy bohaterami. Khaled Hosseini wydobywa z nich całą esencję i podaje czytelnikowi do skosztowania, a raczej delektowania. Biorąc pod lupę chociażby Lajlę i jej przyjaciela z dzieciństwa, Tarigha. Ich związek, chociaż obydwoje uwielbiają przebywać ze sobą, staje się przywarą ich rodzin. Bo jak to, dziewczynka z chłopcem? Do pewnego wieku, w porządku, można to zaakceptować, ale umówmy się, że nie chcemy w domu jedenastoletniej kobietki wolnych obyczajów. Poza tym ludzie gadają. O tak, ludzie w Kabulu uwielbiają gadać, szczególnie o newsach z życia sąsiadów. I nikt nie ma tego nikomu za złe, ponieważ to najnaturalniejszy sposób spędzania wspólnie wolnego czasu, zwłaszcza dla kobiet. Chociaż Tarigh i Lajla byli sobie niesamowicie bliscy, wiedzieli o sobie niemalże wszystko, stali się jednością i dopełniali się wzajemnie, nie mieli prawa spędzać ze sobą czasu. A na pewno nie jako przyjaciele.

Inaczej sprawa się ma z mężem i żoną. Niestety, duża część społeczeństwa kultury europejskiej, być może też z powodu aktualnej sytuacji z uchodźcami itd., ma błędne przeświadczenie, że muzułmańskie kobiety są traktowane przedmiotowo, nie przysługują im żadne prawa, ich mąż to ich pan i generalnie wszyscy są przeciwko nim, a za najdrobniejsze przewinienie zasługują na karę śmierci. I po części ludzi, którzy tak sądzą, mają rację, ale przypominam, że dzieje się tak tylko w pewnych częściach pięciu krajów na świecie, gdzie obowiązuje szarijat. Taki ortodoksyjny islam chętnie się opisuje, mówi się o nim, bo wzbudza dużo emocji, a co za tym idzie, przyciąga uwagę. Ale nie zapominajmy o pobożnych, dobrych muzułmańskich rodzinach, często lepszych od naszych europejskich. Khaled Hosseini nie zapomina o różnorodności kultury islamskiej. Tak jak wspomniałam na początku, ukazuje jej wielorakość i patrzy na życie Afgańczyków przez wiele pryzmatów, a więc nie szokuje czytelnika, a wyprowadza go z manowców i stawia przed obrazem islamu żywego.

Genialni bohaterowie tworzą niesamowity świat przedstawiony. Znajdą się tu złe i dobre charaktery, ale najwięcej takich, których nie zdołamy do końca określić. Ocenianie niektórych czynów i zachowań według ogólnie przyjętych norm raczej nie sprawdzi się w perspektywie męczeństwa i niewolnictwa, jakim jest chociażby bycie islamską żoną. Bywa, że Mariam albo Lajla robią rzeczy, których nie można by się po nich spodziewać, stają się zupełnie nieobliczalne, ale mimo tego, nie dziwimy się im. Ja nawet szczerze podziwiałam je za to, jak wiele są w stanie wytrzymać.

„Lajla nigdy by nie uwierzyła, ze ciało ludzkie może wytrzymać tyle złośliwego regularnego bicia i wciąż normalnie funkcjonować.”

„Tysiąc wspaniałych słońc” to powieść utrzymana w niezwykłym klimacie. Tajemniczość, napięcie, a momentami dosłownie czuć aż prażące się na piecu migdały, słychać piski dzieci wybiegających na ulicę w południe. Odbiorcę przeniknie do głębi ta sensualność, wszechogarniająca świat przedstawiony. Sadzawka i drzewa wokół niej, miasto kolorowe i głośne, wszystko opisane tak subtelnie i obrazowo, nie boję się tego określenia, perfekcyjnie. Nie mogę niestety powiedzieć, że jest to książka wrząca od zwrotów akcji, fabuła odznacza się raczej małą dynamizacją. Jednak historia trzyma w napięciu, a przecudne opisy w pełni zaspokajają mój popęd czytelniczy. Dla niecierpliwych zbawienna może być wiadomość, że pojawia się sporo dialogów, które w jakiś sposób akcję przyspieszają, jednak clou powieści nadal pozostaje jej tło. To właśnie sceneria, osobowości, widoki, zapachy najbardziej zapadły mi w pamięć po lekturze.

Fabuła, dzięki swojej ciągłości, jest bardzo koherentna. Wszystkie wydarzenia pozostają ze sobą w związku przyczynowo-skutkowym, a do tego wiarygodności dodają im autentyczne wydarzenia historyczne. Przywołanie m.in. wybuchu World Trade Center, czy walki z sowieckimi komunistami sprawia, że historia staje się nam bliższa i odbieramy ją jako realniejszą. Tło historyczne także podnosi rangę powieści i dzięki temu, iż są to wydarzenia powszechnie znane, pozwala nam ono umiejscowić akcję w czasie.

Ostatnią pozycją z zakresu literatury arabskiej, jaką miałam okazję przeczytać, były „Dziewczyny z Rijadu” (tutaj recenzja) i tutaj absolutnie bez porównania. Poziom i wartościowość obydwu pozycji nie może się równać. „Tysiąc wspaniałych słońc”, na razie świeżo po przeczytaniu, bije na głowę większość książek, które przeczytałam.

„Tak jak igła kompasu zawsze wskazuje północ, tak oskarżycielski palec mężczyzny zawsze znajdzie kobietę.”


Zdecydowanie polecam powieść, szczególnie miłośnikom sensualnych doznać podczas czytania, ale nie tylko. „Tysiąc wspaniałych słońc” zostało napisane do wszystkich. I co intrygujące, prawdopodobnie zupełnie co innego wyniesie z książki młoda kobieta, co innego starsza, a mężczyzna odbierze ją jeszcze inaczej. Książka została polecona mi, a ja z wielką chęcią przekazuję ja dalej. Warto, przynajmniej raz w życiu po tę historię sięgnąć. 

9 komentarzy:

  1. Kusi mnie ta książka, a ja mam już taki duży stosik do przeczytania, że nie wiem od czego zacząć :D
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też leżała dość długo, zanim się doczekała przeczytania ;) Mam ten sam problem

      Usuń
  2. Znam to uczucie, kiedy nie wiadomo co napisać, bo książka jest AŻ tak cudowna ^^ Chyba nie przeczytam, tematyka nie dla mnie, ale oczywiście cieszę się, że Tobie przypadła do gustu!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez względu na tematykę, wspaniałe doznania przy czytaniu, także polecam MIMO WSZYSTKO. Wybór tej książki to strzał w dziesiątkę.

      Usuń
  3. Hej, wzięłaś udział w konkursie na moim blogu. Przypominam o tym, że trzeba podać e-mail ;) Dopisz pod zgłoszeniem i będzie git. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przede wszystkim: świetna nazwa blogu. :) Powyższej książki nie czytałam (jeszcze!), ale przeczytawszy twój wpis, zamierzam jak najszybciej po nią sięgnąć! Masz rację, te imiona są śliczne. ;)
    "Taki ortodoksyjny islam chętnie się opisuje, mówi się o nim, bo wzbudza dużo emocji, a co za tym idzie, przyciąga uwagę. " - Prawda? Ludzie zawsze mówią o wypaczeniach, chyba tak im łatwiej: postrzegać Innych jednowymiarowo, antagonizować to, co nieznane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miły komentarz i jeszcze raz gorąco zachęcam do zapoznania się z lekturą :)

      Usuń
  5. Nie jestem pewna czy by mi się spodobała :/ Pozdrawiam, Julka
    karmeloweczytadla.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)