15 listopada, 2015

#40 Wiedźmin. Czas pogardy

Kolejna powieść z serii Sapkowskiego, tym razem tom czwarty, czyli „Czas pogardy”. Chociaż pierwsza część („Ostatnie życzenie”) została wydana w 1993 r., popularność cyklu nie słabnie, a wręcz wzrasta. Zwłaszcza, że teraz panują prace nad realizacją filmu na podstawie książek. Adaptacja ma być anglojęzyczna, na co jedni reagują entuzjazmem, a drudzy wręcz przeciwnie. Ja uważam, ze to bardzo dobrze i, nie odejmując niczego pięknemu językowi polskiemu, cieszę się, że ekranizacja będzie chociażby bardziej przystępna na całym świecie.

Co do samej książki, nie wiem, czy Sapkowski mnie jeszcze zaskoczy. Pokazał mi się już z wielu stron, zarówno jako pisarz opowiadań, jak i powieści oraz jako człowiek z nieograniczoną wyobraźnią, czyli dobry fantastyk. Bez bicia przyznaję, że „Wiedźmin” to moja jedyna poważna styczność z fantastyką, co zresztą możecie stwierdzić po recenzjach, które dodaję. Królują raczej obyczajówki i literatura współczesna, ewentualnie young adult. Jednak wiernie trwam przy rozpoczętej serii i udało mi się przebrnąć przez połowę, z czego jestem niezmiernie dumna. I mimo usilnych prób zaprzyjaźnienia się ze smokami, elfami, dziewkami w gorsetach i potężnymi czarodziejami, wciąż nie potrafię się przekonać do fantasy.

„Czas pogardy” był dla mnie ciężką książką, niestety musiałam się męczyć, żeby przebrnąć przez niektóre fragmenty. Najbardziej przeszkadzał mi brak koherentności. Jeżeli chodzi o spójność, mam do zarzucenia sporo, albowiem wydarzenia nie były ze sobą połączone w żaden logiczny sposób, nie zauważyłam związków przyczynowo-skutkowych, a to sprawiło, że ogromnie trudno było mi wciągnąć się w lekturę. Zdarzenia oderwane od siebie, rozsypane po całej fabule i mające się nijak do siebie. Oczywiście całość tworzy w miarę zrozumiałą historię, ale momentami po prostu gubiłam się w akcji. Sapkowski bardzo szybko zmienia tematy i to mnie nieco wyprowadzało z rytmu.

Co dobre, to bohaterowie. A dokładniej, ich portret psychologiczny. Autor świetnie ich prowadzi już przez cztery tomy i pozostaje wierny stworzonym przez siebie charakterom, nie zapominając jednak o ich ewolucji. Postaci zmieniają się i po różnicy między tomem pierwszym a czwartym widać to już wyraźnie. Mimo wszystko, Geralt zostanie Geraltem, a Yennefer – Yennefer. W przypadku Geralta to ciekawa historia i bardzo dobrze się układa, ponieważ o ile w tomach pierwszych niesamowicie mnie irytował, teraz wydaje się być bardziej ustatkowany i wyważony, co działa na jego korzyść w moich oczach. W obecnej chwili jestem nawet w stanie szczerze polubić głównego bohatera.

Co do kwestii książek o Wiedźminie w ogóle jako o serii, mam poczucie, że to nie jedna z wielu sag. Z pewnością jest to saga wyjątkowa i nietuzinkowa, bo w niczym nie przypomina tych, które czytałam wcześniej. Chodzi mi przede wszystkim o wspomnianą już wcześniej spójność, tyle że nie w obrębie jednej powieści, a tych kilku (do tej pory czterech, a tak naprawdę dwóch, bo tomy 1 i 2 liczę jako preludium). Historie pozostają ze sobą jak najbardziej w zrozumiałym związku i jedna to kontynuacja drugiej. Łączą je bohaterowie, miejsce, przybliżony czas akcji, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że wszystko to jakoś się rozsypuje. Tomy nie trzymają się siebie kurczowo, a jedynie pozostają w luźnej relacji, co daje autorowi większe pole do popisu.

Uważam, że fantasy Sapkowskiego trzeba lubić, żeby je czytać. W ogóle, trzeba lubić gatunek. Ja do miłośników nie należę i nie wiem, czy kiedykolwiek przyjdzie mi czytać powieści fantastyczne z wypiekami na twarzy. Na jakiś czas odpuszczę sobie chyba Wiedźmina, bo przez korek, który spowodował, na moich półkach utworzył się już dość pokaźny stosik kolejnych powieści.

Wybaczcie mi również za lakoniczność tej recenzji, nie chciałabym się powtarzać po raz czwarty, a w poprzednich częściach odkrywałam mniej więcej te same zalety i wady.  Zaciekawionych odsyłam do moich opinii o poprzednich tomach z sagi. (Pod spodem linki) 

6 komentarzy:

  1. Od tak dawna chcę się wziąć za "Wiedźmina", a zawsze jakaś inna książka stanie mi na drodze... :/

    Pozdrawiam,
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2015/11/liebster-blog-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy pierwszy raz czytałam "Wiedźmina", miałam wrażenie, że to saga jedyna i wyjątkowa - zaczynałam wtedy swoją przygodę z fantastyką i byłam po prostu zaczarowana. Teraz wiem, że nie ma w tych książkach niczego niezwykłego, ale po prostu darzę je sentymentem. Szkoda, że im dalej (w sagę ;)), tym gorzej - najbardziej lubię pierwsze dwa tomu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z relacji osób, które przeczytały całą sagę też wychodzą takie opinie, że z części na część w serii brakuje coraz więcej tej "wiedźmińskiej iskierki". Także z kolejnymi tomami raczej się nie spieszę :)

      Usuń
  3. Pierwszy tom czeka na półce i musze się w końcu za niego zabrać. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Od tak dawna planuję sięgnąć po "WIedźmina", jednak ciągle łapię się za coś innego. Muszę w końcu zdobyć pierwszą część ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam, chociażby dlatego, że powoli staje się już rozpoznawalnym w Europie klasykiem fantastyki ;)

      Usuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)