29 listopada, 2015

#42 Powód by oddychać


Ostatnimi czasy bardzo głośna książka, czy w ogóle seria z gatunku young adult zawładnęła sercami nastolatek i nie tylko. Również wśród dojrzałych czytelniczek zrobiła niezłą karierę. Być może dlatego, że łączy w sobie cechy popularnej literatury non-fiction i lekkiego romansu, a te dwa elementy zawsze łatwo się łączą i dobrze sprzedają.

Główna bohaterka, Emma (lub, jak kto woli, Emily) to szesnastolatka, która przeżyła zdecydowanie za dużo jak na swój wiek – śmierć ojca i odrzucenie ze strony matki spowodowały, że reszta jej drogi ku dorosłości została zdominowana przez skrajnie apodyktyczną Carol. Zamieszkanie u wujostwa na czas szkoły średniej stało się horrorem, wiążącym całe istnienie Emmy. Bohaterka pozostała bez szans na normalne funkcjonowanie wśród rówieśników, nie wspominając o mocno nadwyrężonej psychice. Wskutek tych zdarzeń, Emma zaczęła uciekać się do środków, pomagających jej wydostać się z matni życia w piekle – skupiła się na nauce i szkolnych zajęciach dodatkowych.
Oczywiście nie mogło zabraknąć tu wątku miłosnego, bez którego literatura młodzieżowa nie byłaby tym samym. Pojawia się Evan, czyli miłość zakazana, zależna nie od niego, nie od Emmy, a jedynie od Carol, przejmującej kontrolę nad życiem dziewczyny.

„Moim sposobem na życie było trzymanie nerwów na wodzy, dławienie w sobie emocji i ich wypieranie.”

Co przede wszystkim składa się na wartość książki, to właśnie fabuła. Według mnie, do złudzenia przypomina chociażby tą z „Eleonora & Park” (tutaj recenzja) z kilkoma różnicami, ale minimalnymi i niezbyt znaczącymi. Nieważne jak świetny okaże się pomysł, powielanie go zawsze okaże się chybionym strzałem, bo ileż można czytać jedną i tą samą historię? Nie chcąc odbierać autorce indywidualizmu, trzeba wspomnieć, że „Powód by oddychać” został wydany wcześniej niż „Eleonora & Park”. Jednakże wcześniej powstało multum pozycji o podobnej lub tej samej tematyce, kilka przeze mnie już przeczytanych, kilka do nadrobienia. Dla zainteresowanych – mogę podzielić się tytułami.
Oczywiście różnica pomiędzy inspiracją daną książką i wykorzystanie najciekawszych elementów w niej zawartych może skutkować nawet powstaniem innowacyjnej powieści, jeszcze lepszej od poprzedniej. Jednak w tym wypadku, Rebecca Donovan nie postarała się dla swoich czytelników i ślepo poszła za wyznaczoną i dobrze znaną wcześniej  trasą, nie wykorzystując przy tym żadnych nowych elementów, wątków.
Historia sprawia wrażenie raczej prostej, nie została zbyt urozmaicona, więc czyta się ją bez większego przejęcia, mimo momentami drastycznych scen.

Postaci występujące w książce co prawda stanowiły bardzo barwny, wręcz jaskrawy element powieści, jednak tylko przez to, że zostali mocno przerysowani, zwłaszcza główni bohaterowie. Zaczynając od Emmy, jest to typ postaci, której perfekcję autorka stara się niby sprytnie zatuszować przez niepewność i nieśmiałość. Chwilami przypomina Bellę ze „Zmierzchu”, zagubioną, aspołeczną szarą myszkę z kompleksami. I jak najbardziej, tutaj również Emma nie wie, że bije rekordy popularności wśród szkolnych plotkarek i atrakcyjnych chłopców. Najbardziej pożądanym obiektem wśród uczniów jest nie kto inny jak właśnie Evan, ze swoimi idealnie wyrzeźbionym ciałem, idealnie niewymuszoną inteligencją, idealnymi ocenami, idealną rodziną, idealną przyszłością, idealnym charakterem… Cóż jeszcze można o nim powiedzieć.
Analogicznie i zgodnie z przypuszczeniami, przyjaciółka Emmy, Sara, to jej przeciwieństwo. Popularna, piękna i bogata, może nie najlepsza w naukach ścisłych, ale za to równie dobrze wysportowana. Poza tym wygadana, szczera i władcza, a więc uzupełniająca braki w osobowości swojej koleżanki. Kontrast pomiędzy nimi wprowadza nieco komizmu do powieści i rozluźnia napięcie.

Najbardziej skłania do refleksji postać Carol, jako kata i… właściwie tylko kata. Nie posiada ona żadnego szerszego kontekstu, nie robi dosłownie nic poza znęcaniem się nad Emmą. Ledwo widać jej dwulicowość, czyli przymilanie się mężowi, znajomym, zaraz po serii ciosów wycelowanych w Emmę. Ale i ten aspekt został słabo zarysowany przez Donovan. W gruncie rzeczy ledwo wspomniała o zakłamaniu Carol. Nie podała nawet powodu, dla którego główna bohaterka jest w domu tak poniewierana. Rozumiem, że jej istnienie to dostateczny motyw, ale ja miałam duży niedosyt jeśli chodzi o portret psychologiczny osoby cioci. Z powieści czytelnik nie dowiaduje się, dlaczego Carol tak się zachowuje, jaka była jej przeszłość, ani w ogóle, skąd w niej tyle zimnej krwi i nienawiści. To postać-zagadka, bezwzględnie za mało rozwinięta. Wydawać by się mogło, że jej charakter powinien grać główną rolę w kontekście całej historii, a autorka nie poświęciła mu żadnego akapitu.

Z kolei, na zasadzie kontrastu, rozmyślania nad relacją między Emmą a Evanem zdawały się nie mieć końca, ciągnęły się przez całe strony i rozdziały.  W pewnym momencie Donovan przekroczyła granicę, do której akceptowalne było rozwodzenie się nad tym związkiem i zaczęła zwyczajnie lać wodę. Akcja się rozwlekała niemiłosiernie, a kolejne rozdziały nic nie zmieniały. Zwroty akcji po jakimś czasie również straciły swoją moc trzymania w napięciu, a pod koniec książki prawie cała przyjemność jej czytania znikła.

Wbrew wielu pozytywnym opiniom, które krążą po Internecie o „Oddychając z trudem”, nie jest to pozycja konieczna do przeczytania. Nie ma w niej żadnej iskierki, czegoś, co by ją wzbogaciło, czy przykuło uwagę czytelnika. W stosunku do objętości (ok. 500 stron) autorka zawarła bardzo mało treści. Jeśli kogoś szczególnie interesuje sama fabuła, czy aspekt maltretowania albo tego typu zakazanej miłości, polecam raczej „Eleonorę & Parka” Rainbow Rowell z nawiązaniami do społeczeństwa lat 90, rasizmu, wszelkiej odmienności i różnego stopnia tolerancji oraz przenikania się grup biednych z zamożnymi. Dobrym wyborem będzie też „Kato-tata. Nie-pamiętnik” Halszki Opfer jeśli szukacie mocnych doznań i wstrząsających scen w powieści.
Rebeca Donovan nie sprostała wymaganiom i dla niewprawionego czytelnika być może książka okaże się fantastyczna, jednak ci bardziej wymagający nie odnajdą w niej zaspokojenia swoich instynktów czytelniczych.

5 komentarzy:

  1. Powiem szczerze, że interesuje mnie ta trylogia odkąd tylko wydawnictwo ogłosiło, iż ją wyda w naszym kraju. Nigdy jednak nie było nam po drodze, szczególnie, iż ostatnimi czasy coraz częściej słyszę, że książka nie jest jakoś szczególnie dobra. Twoja recenzja trochę bardziej oddaliła mnie od tej książki :) Są przecież pozycje lepsze, po które sięgnąć trzeba i nie należy obawiać się rozczarowania.
    http://zagoramiksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam w planach sięgnąć po tę serię, jednak teraz już sama nie wiem, czy chcę ją przeczytać. Chyba jeszcze się zastanowię ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie... nie moje klimaty :)
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam na półce, ale jakoś nie mogę się za nią zabrać :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przepadam za tą książką. Oczekiwałam rewelacji. A Evan denerwował mnie niemiłosiernie, ta cała społeczność szkolna była nieprawdopodobna, a Carol... tak jak napisałaś, była tylko katem. Nie potrafiłam zbytnio w to wszystko uwierzyć.

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)