26 grudnia, 2015

#44 Chłopiec z latawcem



Po dłuższej przerwie wracam z recenzją „Chłopca z latawcem”. Przyznam szczerze, że przez kilka tygodni odwlekałam ocenę tej książki, być może podświadomie, ponieważ miałam do niej bardzo duże wymagania, a… No właśnie! Na pierwszy rzut oka nie ma zarzutów, wszystko jak powinno być: czyta się dobrze, przy czym towarzyszą niezapomniane emocje, a w świat bohaterów można wpaść bez zapomnienia. Jednak kiedy mózg nastawiony na wyszukiwanie w tekście defektów i wyodrębnianie każdego elementu, a potem analizowanie ich pod każdym kątem, prostota i poprawność nie wystarczają.

Ostatnio miałam przyjemność recenzować „Tysiąc wspaniałych słońc” (tutaj recenzja)  Khaleda Hosseiniego, teraz powróciłam do jego debiutu. Początkujący autorzy zwykle mają trudno, nawet jeśli chodzi o samo wydanie swojego pierwszego dzieła. Poza tym, nie posiadają jeszcze wyrobionego pióra, wkradają się różnego typu usterki i niedopatrzenia, a także uwidaczniają się wszelakie „płycizny” literackie, czyli lanie wody albo przewidywalność akcji. Tutaj z wielkim sutkiem stwierdzam, że Hosseini potwierdza regułę. O ile jego „Tysiąc wspaniałych słońc” (czyli książka wydana chyba jako druga w kolejności) zachwycała swoją tajemniczością, fabułą złożoną z wielu pokrywających się wątków, barwnymi bohaterami, tak tutaj brakowało mi „tego czegoś”.

Historia o chłopcu, którego w małym afgańskim miasteczku wychowuje ojciec. Mieszka razem z przyjacielem-służącym i jego synem – Hasanem. Główny bohater, Amir, być może z powodu braku kobiet w swoim życiu, być może z woli Allacha, nie prezentuje postawy dumnego mężczyzny, jak pragnąłby jego tata. Nie potrafi się obronić, ani dowodzić swoich racji. Co gorsza, interesuje się poezją i pisarstwem, czym skutecznie skupia na sobie mściwe oczy afgańskich rzezimieszków. Nie musi się jednak martwić, ponieważ zawsze ma za sobą silnego Hasana, który chętnie go broni, jak własnego brata.
Jest to opowieść trudna ze względu przede wszystkim na tematykę utworu, ale także sposób przedstawienia wydarzeń. Być może same w sobie nie miałyby tyle tragizmu, ile nadał im narrator wprowadzając kontekst wojny, a szczególnie niemocy jednostki wobec szarijatu. Autor nie skupia się na aspekcie politycznym, a już na pewno nie religijnym, ale w centrum uwagi stawia właśnie pojedynczą istotę, przede wszystkim dziecko, które niewiele może poradzić na to, co dzieje się wokół niego. Oczywiście w tle przewijają się wydarzenia historyczne i odgrywają one znaczącą rolę w całości powieści, jednak stanowią bazę do głównego wątku.

„Przekupieni albo zastraszeni ludzie donosili jeden na drugiego: sąsiad na sąsiada, dziecko na rodziców, brat na brata, służący na pana, przyjaciel na przyjaciela.”

„Chłopiec z latawcem” to tzw. książka-droga, czyli przedstawienie jednej postaci z bliska, opisanie jej dzieciństwa, potem dorastania i dzieciństwa, często wykraczając poza granice tabu i dotykając najbardziej intymnych i osobistych spraw. W tym celu autor użył narracji pierwszoosobowej, która sprawdziła się tutaj, według mnie, znakomicie, ponieważ gdyby Hosseini zdecydował się na narratora trzecioosobowego, utraciłby sporo z tkliwości powieści. Napięcie i zaangażowanie czytelnika w losy głównego bohatera wywoływał głównie emocjonalny tok jego wypowiedzi i możliwość poznania jego myśli, a także dotykanie spraw osobisto-intymnych.

Autor nie stronił również od scen naturalistycznych, bo skoro już tak mocno ingerował w prywatność bohatera, to czemu jeszcze bardziej nie wstrząsnąć czytelnikiem? Właśnie o to chodziło w „Chłopcu” – wywołać emocje, oburzenie, może nie skandal, ale na pewno burzę myśli, pytań i wątpliwości na różne poruszane tematy. To wzmaga się poprzez właśnie brak cenzury przede wszystkim w momentach walki i widoku „ludzi” w zmasakrowanym po wojnie miasteczku, już pod koniec książki. Kilka razy pojawił się motyw ecce homo (o ile można tak powiedzieć przy omawianiu dzieła mającego źródło w kulturze islamskiej) na znak ukazania okrucieństwa i irracjonalności działań ortodoksyjnych Talibów. Znacznie częściej jednak w powieści wykorzystywany był obraz ofiary udziecinnionej, a to ze względu, że właśnie dzieci mają wysuwać się na pierwszy plan, a przed wszystkim – ich niemoc, bezsilność i niewinność.

Zarówno jak „Tysiąc wspaniałych słońc”, debiut Hosseiniego traktuje o przyjaźni trudnej, niemającej prawa zaistnieć, szczególnie w kraju islamskim. Pomimo wielu wątków, ten wysuwa się na pierwszy plan, ponieważ jest początkiem i końcem. Jedna relacja, bardzo silna, powoduje w życiu bohatera lawinę wydarzeń, przynajmniej taki był zamysł autora. Mimo tego nie mogłam się pozbyć wrażenia, że cała historia jakoś nie trzyma się kupy, a wydarzenia są niezależne od siebie. Czyli jednym słowem, brak koherentności. Kiedy nie ma spójności, czytelnik gubi się w opisach i następujących po sobie zdarzeniach, a tutaj, niestety, autor miał problem z jej utrzymaniem.

Podobnie jeśli chodzi o język, jakim Hosseini się posługiwał. Po tym aspekcie najbardziej uwidacznia się brak doświadczenia i zdradza, że „Chłopiec z latawcem” to debiut literacki. Częste powtórzenia, momentami sztuczne podtrzymywanie napięcia i słownictwo bohaterów nieadekwatne do sytuacji - to wszystko można wybaczyć i przełknąć z pokorą, po prostu udawać, że się nie zauważyło, zważając na to, że mamy do czynienia z chwilą stawiania pierwszych kroków wybitnego powieściopisarza, reprezentanta wspaniałej literatury arabskiej.

Po opiniach znajomych oraz własnych wspomnieniach z autorem spodziewałam się czegoś więcej po „Chłopcu z latawcem”, jednak nie mogę powiedzieć, że książka nie była wspaniała. Była. Zrobiła na mnie na tyle dobre wrażenie, że wybaczam Hosseiniemu wszelkie usterki, niedopatrzenia i ujmy wynikające z braku doświadczenia. Co przede wszystkim zapada w pamięć po ukończeniu lektury, to klimat przelany z ujmującą dokładnością i czułością na papier, co stanowi dla wielu bardzo trudne wyzwanie.
Polecam „Chłopca z latawcem” na dni, kiedy pragniemy oderwać się od własnych problemów, ale ostrzegam – to, ze książkę kwalifikuje się jako beletrystykę, nie oznacza, że jest „lekka”. Pełno w niej niewypowiedzianego cierpienia wynikającego z popełnionych w dzieciństwie błędów, żalu za to, czego bohaterowie nie zrobili i bólu, na który nie mają żadnego wpływu. Jednak ostrzegam, jeśli chcecie zapoznać się z dziełami Hosseiniego, zacznijcie właśnie od „Chłopca z latawcem”, dopiero później sięgajcie po kolejne jego pozycje.


3 komentarze:

  1. Na razie chyba nie mam ochoty na tę książkę, raczej niezbyt często sięgam po powieści tego typu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto próbować ;) Zachęcam, bo na pewno nic nie stracisz, a "Chłopiec z latawcem" to przed wszystkim wspaniała przygoda

      Usuń
  2. Też oczekiwałam po niej odrobinę więcej (Tysiąc wspaniałych słońc mnie zachwyciło) ale mimo wszystko książka jest bardzo dobra, szokuje i trudno ją wyrzucić z pamięci...

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)