30 grudnia, 2015

• PODSUMOWANIE 2015 • [part 1]



* cały spis książek przeczytanych w 2015 r. znajdziecie w moich archiwach

Chociaż nie podsumowuję każdego miesiąca, to nie wyobrażam sobie nie zrobić podsumowania roku. Przygotowywałam się na to od... właściwie początku 2015, także czas sprawdzić, czy udało mi się zrealizować wszystkie moje wyzwania książkowe, przeczytać tyle ile chciałam i to co chciałam oraz czy ten rok w ogóle był owocny jeśli chodzi o literaturę.

Był! Przeczytałam mnóstwo dobrych książek, dużo wspaniałych i kilka wybitnych. Oczywiście, zdarzały się też mocne nieporozumienia, ale zdziwiłabym się, gdyby takich nie było. Myślę, że szybko zapomnę o tych książkach (np. "Nic" Dawida Bieńkowskiego i "Czarne i modre" Wojciecha Bieńko). Zauważyłam, że im bliżej końca roku, tym lepsze książki trafiały w moje ręce, od ostatnich 2-3 miesięcy (może nawet więcej) nie było chyba takiej, która szczególnie źle zapisała się w mojej pamięci. Teraz pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że taka tendencja się utrzyma i rok 2016 stanie pod znakiem jeszcze lepszej literatury.

Do 2015 roku podeszłam dość nieprofesjonalnie, nic nie planowałam, nie miałam żadnych konkretnych celów, kiedy zaczynałam tworzyć listę przeczytanych pozycji. Moim jedynym wyzwaniem było minimum 52 książki. Udało mi się przeczytać 63, dzisiaj lub jutro skończę 64, także naprawdę nie jest źle. Mam świadomość tego, że inni czytają więcej, ale ja ze względu na bardzo mało wolnego czasu i tak jestem z siebie dumna :) Zwykle cały tydzień od poniedziałku do niedzieli mam zajęty, zostają mi tylko popołudnia, natomiast bardzo dużo nadrabiam w czasie wakacji, ferii, przerw świątecznych itp. Mam już kilka pomysłów co do roku 2016, postawię sobie wyzwania i, mam nadzieję, przeczytam więcej książek, żeby nie było, że się lenię.

Najlepsze zostawiamy na koniec, a teraz kilka pozycji, jakich absolutnie nie chciałabym przeczytać ponownie, mam z nimi bardzo złe skojarzenia. Po prostu niewypały. Nie robię rankingu tych pozycji, wszystkie z nich są po prostu słabe i raczej ich nie czytajcie.

"Czarne i modre" - Wojciech Bieńko

Zdecydowanie nie czytajcie, nie polecam. Jedyną jej zaletą, jak dla mnie, jest to, że ma długość chyba do 200 stron. Powieść dość dziwna, w której fabuła została poprowadzona bez polotu i sztywno, przez co nie można nawet wczuć się w czytanie. Na szczęście, małe jest prawdopodobieństwo, że na nią traficie, ponieważ nie zyskała dużej popularności.





"Nic" - Dawid Bieńkowski

Chyba powinnam stworzyć nowe kryterium dla najdziwniejszych książek, ale szczerze mówiąc, zdarzają się powieści zupełnie odrealnione, a jednak niesamowite, ciekawe i DOBRE. Dla przykładu - chociażby "Larwa" Fowlesa ostatnio przeze mnie zrecenzowana. Ale nie o tym tutaj. "Nic" to... rzeczywiście nic. Faktycznie, pokazuje pewne zjawiska związane z prywatyzacją w latach 90., zachowuje klimat lat popeerelowskich, ale tylko tyle, bo fabuła wydaje się być niesamowicie chaotyczna. Autor skupia się na drobnostkach, które nie mają żadnego znaczenia, nie wytycza wiodącego wątku, także nadal nie do końca wiem, co Bieńkowski próbował mi przekazać.

"Dziewczyny z Rijadu" - Radża as-Sani

Odradzam, ponieważ na rynku znajdziecie ogrom przecudnej literatury arabskiej (moja rekomendacja : Khaled Hosseini!), a ta niestety nie należy do ich grona. Prostota, ale w negatywnym sensie, czyli zupełna amatorszczyzna. W zamyśle miało być to opowiadanie blogerskie, to znaczy wstawiane w postach co jakiś czas, jednak zostało przelane na papier i wydane w wielu krajach. Szczerze mówiąc nie wiem czemu, według mnie powinno zostać w czeluściach internetu.




Oprócz tych trzech pozycji załapało się również kilka innych bardzo słabych, ale nie będę im robić złej renomy i pozwolę zadecydować Wam. Poza tym z perspektywy czasu podejście do niektórych książek mi się zmieniło. Tak odnoszę się do np. "Corpus delicti" - Juli Zeh, która z początku zupełnie do mnie nie przemawiała, jednak teraz uważam, że miała w sobie coś intrygującego i może nawet kiedyś jeszcze do niej wrócę, by zmienić swoją opinię, mam na dzieję, na lepszą.
Gdybym tylko mogła namówiłabym Was do omijania szerokim łukiem "Cierpień młodego Wertera" Johana Wolfganga Goethego, ale nie chcę być antyedukacyjna, a i tak pewnie sporo z Was przeszło już etap romantyzmu. Tym, co mają go jeszcze przed sobą serdecznie współczuję.


I to tyle... jeśli chodzi o część pierwszą. Domyślam się, że nie zaspokoi Was kilka najgorszych książek, które udało mi się przeczytać, dlatego w kolejnym poście planuję listę TOP 10 z tego roku. Wyczekujcie, wypatrujcie, bo jest już w przygotowaniu :)



4 komentarze:

  1. Gratuluję ci wyników! A także życzę lepszych w następnym roku :)

    Pozdrawiam serdecznie, Julia!
    countrywithbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i nawzajem, życzę zaczytanego roku 2016 :)

      Usuń
  2. Gratuluję wyników! Życzę, aby w następnym roku było jeszcze lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i, oczywiście nawzajem!

      Usuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)