31 maja, 2015

#9 Dziewczyny z Rijadu

Długo się zbierałam do pisania nowej recenzji, niestety szkoła wymaga. 

Książka-nieksiążka, bo w rzeczywistości zbiór e-maili z opowiadaniami, pisanych przez kobietę mieszkającej w Arabii Saudyjskiej, gdzie za zbrodnię uważa się związanie włosów czerwoną gumką, założenie bluzki na krótki rękaw, przebywanie z mężczyzną w miejscu publicznym, czy uprawianie sportu przez kobiety. O równouprawnieniu nie ma mowy, kobieta jest absolutną i wyłączną WŁASNOŚCIĄ mężczyzny. Taki świat przybliża nam autorka, pisarka-amatorka, publikując co piątek dla szerokiego grona czytelników w internecie nową część historii młodych kobiet ze stolicy Arabii.


Każdy rozdział to nowy e-mail. Udostępniono nadawcę, odbiorcę, datę, temat i zastosowano budowę listu elektronicznego. Niekonwencjonalne podejście do konstrukcji całej książki można odbierać na różne sposoby - jako odejście od sztywnych ram, podążanie za rozwojem i komputeryzacją społeczeństwa, czy też jako czynnik zaniżający pozycję do poziomu popkulturowego. Dla mnie, niestety koncepcja wydania tomu jako bloga nie zalicza się do udanych. Nie mogłam przez to utożsamić się z żadną z bohaterek, wczytać się w książkę, ani przeżywać jej osobiście. Do minusów dołączam też fakt, że Radża As-Sani z rozdziału na rozdział staje się coraz bardziej pewna siebie. Zaczyna być to drażniące mniej więcej w momencie, kiedy porównuje siebie do Martina Luthera wyzwalającego wiernych ze ścisłych barier kościoła chrześcijańskiego tworząc nowy odłam religijny, a co za tym - nową kulturę i postrzeganie świata. Ruchy emancypacyjne potrzebują ogromnego wsparcia z każdej strony, niestety nie sądzę, żeby arabska blogerka mogła wyzwolić muzułmanki spod klosza kulturowego. Sama zniża swoje koleżanki do stopnia zazdrosnych hipokrytek, chełpiąc się swoimi literackimi osiągnięciami, wcale nie takimi wybitnymi. W tekście jest kilka niedociągnięć, wynikających z braku rzetelnych informacji.


Oprócz motywu muzułmańskich kobiet jest wiele innych, np. kwestia homoseksualizmu - jeden z synów starszej kobiety muzułmanki przejawia skłonności do noszenia damskich ubrań i afiszowania się ze swoim kobiecym profilem, w związku z czym rodzina nie może sobie pozwolić na utrzymywanie go i podejmuje decyzje oddania chłopaka w ręce psychiatrów i psychologów. Oczywiście jest to zabronione, tak jak wróżenie i cała ideologia new age, którą mimo wszystko bohaterki praktykują. Mamy tu do czynienia z fuzją wierzeń. Dziewczyny, chociaż są oddane Allahowi, próbują odczytać sens życia i zmienić swoją przyszłość. Leitmotivem opowiadań jest topos zranionej miłości - kobiety płaczą, tęsknią, rozpaczają, walczą o odrobinę czułości mężczyzn, niekiedy uciekają się do ostateczności, aby utrzymać partnera przy sobie. Nikt nie chce być zraniony, zwłaszcza przez osobę, na której mu zależy. Po odrzuceniu przez kogoś diabelnie trudno jest się otrząsnąć, stanąć na nogi, odrzucić dotychczasowe wartości i iść dalej przez życie nie zważając na tak wielką stratę. Zatracamy się wtedy w ponurym letargu otaczając się smutkiem we wszystkich możliwych wariantach, od nostalgicznych piosenek, przez kołdrowy kokon, po rozmaite próby zapomnienia. Znacie to? To się dzieje w Rijadzie, Warszawie, Abu Zabi, Kijowie i wszędzie. To przybliża nas do bohaterek historii. W pewnym momencie od jednej z bohaterek, tej najbardziej porywczej, odważnej i najchętniej łamiącej konwencje wychodzi kwestia buntu religijnego, sprzeciwu wobec rodzin, społeczeństwa i obowiązujących norm. Jej wypowiedź: "Całą winę zwalamy na przeznaczenie, a czy to nie my mamy głos decydujący? Stale odgrywamy rolę bezradnych, ale czy nie mamy prawa głosu, ani własnego zdania? Zupełnie bierne! Jak długo jeszcze będziemy się bały i nie będziemy umiały ponieść konsekwencji własnych wyborów?" daje i dziewczynom, i nam do myślenia.
Pisząc o kobietach, nie da się nie wspomnieć o mężczyznach. W tej książce są oni przedstawieni z różnych punktów widzenia. Kiedy ona kocha, on jest ideałem godnym poświęcenia mu swojego życia, ona nie zwraca uwagi na to, że znajduje się pod ścisłą kontrolą swojego wybranka i odbiera to jako troskę. Druga twarz mężczyzny ujawnia się dopiero, kiedy ten etap się kończy, wtedy okazuje się , że tak naprawdę ma mnóstwo kompleksów i ani trochę wyrzutów sumienia w stosunku do kobiety, którą porzucił. Robi to od niechcenia, jakby nie była warta nawet kłótni. 


Ta pozycja była dla mnie bardzo inspirująca, dobrze wprowadza w świat tak dla nas odległy i niedostępny, wywierający na kobiety nacisk wpisywania się w określone formy. Autorka wbrew pozorom nie ocenia niczego jako jednoznacznie złe lub dobre. Przedstawia sytuację z możliwie wielu perspektyw, nie używa słownictwa nacechowanego emocjonalnie, dzięki czemu czytelnik może zająć dowolne stanowisko.  


26 maja, 2015

#8 Milczenie owiec

Milczenie owiec zostało napisane przez Thomasa Harrisa, jest to druga część serii o Hannibalu Lecterze, najbardziej znana. Na podstawie powieści Jonathan Demme w 1991r. nakręcił thriller. Filmu nie oglądałam, za bardzo się boję wszelkiego rodzaju horrorów, thrillerów itp. Po lekturze miałam chęć się przełamać, jednak do tej pory nie miałam okazji.


Główny wątek krąży wokół Buffalo Billa - seryjnego mordercy, który szczególnie upodobał sobie młode, tęgie kobiety. Dla detektywów pracujących nad jego sprawą zainscenizował nie lada zagadkę, ponieważ nie do końca były mu potrzebne jako obiekty jego zapędów socjopatycznych, jakbyśmy mogli na początku podejrzewać. Nie znęcał się nad nimi, nie torturował ich. Każdą ofiarę odnajdywano w korycie rzeki, obdartą ze skóry. 
Nad rozpracowaniem problemu pracuje zespół pracowników FBI, a do nich w ramach wyjątku dołącza młoda studentka, Clarice Starling. Ma za zadanie przeprowadzić szereg wywiadów z Hannibalem Lecterem, który, osadzony w szpitalu psychiatrycznym dla morderców, być może jest w stanie przybliżyć agentom rozwiązanie sprawy. 
W tekście bardzo mi się podobała rzetelność. Widać, że autor dobrze przygotował się do swojej pracy, w rozdziałach znajdziemy słownictwo specjalistyczne oraz informacje z zakresu wysoko zaawansowanej entomologii, psychologii czy medycyny sądowej. Nie martwcie się, nie będzie nudno! Przyznaję się, że czasami fragmenty z ogromną ilością słów, których raczej nie używa się w życiu codziennym, omijałam. Wychodziłam z założenia, że wyrażenia typu "symptomologia", "mechanoskopijny", czy "palinologia" i tak na niewiele mi się zdadzą, a nie one były najważniejsze w kontekście całości. I byłam zbyt leniwa, żeby sprawdzić je w słowniku, niestety. Z psychologią poradziłam sobie już trochę lepiej, chociaż w tej kategorii występowały raczej zawiłości ludzkiego umysłu, niż specjalistyczna leksyka. A do tego już faktycznie potrzeba rozszerzonego pojęcia o temacie. Każdy czyn psychotycznej postaci mordercy był uzasadniony jego symptomami chorobowymi, jego wytropienie było możliwe głównie dzięki poradom Lectera, wybitnego psychologa. Wielki szacunek do autora, że nie wykonuje pracy "po łebkach", dobrze jest być odbiorcą starannego dzieła.
Czytając książkę, wchodzimy w mroczny świat morderców, których szczególną cechą jest niezrównoważenie umysłowe. Zdolni do wszystkiego, bez żadnych zahamowań dążą do swoich wyimaginowanych celów, nie bacząc na cierpienie innych. Praca z nimi to narażenie swojego ciała i życia, a Clarice Starling dzięki swojej odwadze podejmuje się wyzwania bez oporów, chociaż grozi jej za to wydalenie ze studiów. 
Tak naprawdę taka powieść to niezupełnie mój typ, wolę spokojniejsze klimaty, ale mimo tego mi się spodobała. Atmosfera, którą tworzy autor sprawia, że trudno nam oderwać się od lektury. Poznajemy coraz więcej szczegółów śledztwa i razem z wywiadowcami podążamy nikłym, prawie że nieistniejącym tropem, aby złapać człowieka szerzącego zło. 
Szczególnie polecam osobom, które są spragnione dreszczyku emocji i mają ochotę zatracić się w tajemnicy ludzkiego umysłu, tym, co kieruje niektórych do tak nieludzkich czynów. 

23 maja, 2015

#7 Mali więźniowie

Autorka tej książki, Casey Watson, nie jest zawodową pisarką. Zajmuje się tymczasową opieką nad dziećmi z trudnych rodzin, więc możemy się domyślić o czym będzie historia. Pozycja znalazła się w serii "Skrzywdzone" wydawnictwa Amber, do której należą też m. in.: "Płacz niemymi łzami" Joe'go Petersa, "Czarne dni małej Sally" Sally East, czy "Mama kazała mi chorować" Julie Gregory. Część miałam okazję przeczytać, niektóre zachwyciły mnie bardziej, inne umiarkowanie, ale na Casey Watson natrafiłam po raz pierwszy.
Książkę kupiłam tak naprawdę w ciemno, ponieważ jedyną wskazówką była dla mnie wspomniana wcześniej seria, która naprowadziła mnie na temat i charakter książki. Historie o skrzywdzonych dzieciach, nastolatkach z patologicznych rodzin, ludziach z problemami, chorobami psychicznymi różnego typu i nasilenia bardzo mnie interesują, chyba od zawsze. To po części związane z moją miłością - psychologią. Mogłabym się nawet zastanawiać, czy to nie te opowiadania właśnie mnie do niej zaprowadziły. 

Nie podoba mi się to, że autorka jest na siłę porównywana do Cathy Glass, która także specjalizuje się w pisaniu historii o pokrzywdzonych dzieciach. Na każdej okładce widnieje napis: "Casey Watson, tak jak Cathy Glass opisuje najtragiczniejsze dzieciństwa swoich podopiecznych." Glass ma, ponad trzy razy więcej czytelników oraz więcej opinii (głównie pozytywnych). Wydała więcej książek, zaczęła pisać parę lat wcześniej od Watson. Żerowanie na czyjejś randze tylko z powodu zbieżności tematów to trochę nieczyste zagranie. Swój autorytet trzeba zdobyć dobrymi pozycjami. 
Co do samej zawartości, Watson może i ma talent do pomagania dzieciom, ale do pisania raczej nie. Owszem, czytając, jak zaniedbane były dzieci, budziły się we mnie oburzenie, złość, niedowierzanie, tylko że jakby tego nie przedstawić, to zawsze będzie szokujące. Kiedy Ashton i Olivia pojawiają się w domu Casey są brudne, zawszone, wychudzone, wystraszone, nie potrafią się posługiwać sztućcami i korzystać z toalety. Czy można przeczytać to z obojętnością? Chyba tylko wtedy, kiedy nie ma się serca. 
W tekście dominują proste zdania, opisy dziennych sytuacji podczas opieki nad dziećmi, trochę prywatnego życia autorki. Tutaj położono duży nacisk na zszokowanie czytelnika i może właśnie to jest powodem takiej konstrukcji tekstu, który mimo dużej ilości opisów jest zdynamizowany. Napięcie cały czas nam towarzyszy, jest dużo punktów zwrotnych, np. odkrywanie coraz to nowszych i bardziej mrocznych tajemnic wielopokoleniowej, bez wątpienia patologicznej rodziny. 
Co dobre w tej książce, to to, że wiernie oddaje trudy, z jakimi musi zmagać się opiekun takich "pociech". Autorka nie szczędzi nam niesmacznych opisów "skarbów" schowanych w pokojach Olivii i Ashtona, czy też wprawiających w osłupienie ich "zupełnie normalnych" zabaw w doktora. 
Czasami trudno nam się pogodzić z tym, co widzimy i z czym mamy styczność, Casey Watson jest niewątpliwie odważną kobietą, ma przede wszystkim wielkie serce, czego nie można powiedzieć o jej talencie pisarskim. Nie chcę Wam wmawiać, że pozycja jest absolutnie zła. Uważam, że do dzieł sztuki się nie zalicza, czytając ją miałam wrażenie, że Watson pisze dla dziesięciolatków, językiem mało skomplikowanym. Mimo tego, opowiadanie ma w sobie coś, co wywołuje w nas takie oburzenie. 
Lubicie podobne książki? Macie jakąś godną polecenia? 

19 maja, 2015

#6 Alchemik

Czy krótka książka może być dobra? Owszem może, np. Alchemik.

Alchemik to przypowieść o pasterzu, który porzucił swoje rodzinne miasto, aby podróżować. Taką możliwość dała mu właśnie opieka nad stadem. Przemieszczał się z jednej miejscowości do drugiej, czytywał książki (miał wykształcenie duchowne, a więc umiał czytać), spotykał różnych ludzi i uczył się życia od swoich "podopiecznych". Dwa razy pod rząd przyśnił mu się ten sam sen o odnajdywaniu skarbu wśród Piramid. Uznał to za omen i udał się do wróżki, która nie wyjawiła mu żadnej tajemnicy, jednak poleciła szukać skarbu.

Usuńcie ze swojej pamięci ostatni akapit. Nie było go.

Alchemik to przypowieść o podążaniu za własnymi marzeniami. Książka wskazuje na wartości, jakimi powinniśmy się kierować, aby podążać Własną Legendą - tak jak zostało nam zapisane. Otwierana jest przed nami tajemnica istnienia, mianowicie odkrycie własnego przeznaczenia. To historia o podążaniu za marzeniami i celami. Historia o tym, że trzeba iść drogą, którą podają nam znaki.

Zacznijmy jeszcze raz.

Alchemik to książka, w której splatają się ze sobą różne religie, filozofie i kultury. Główny bohater jest chrześcijaninem, dociera do kraju, gdzie czczony jest Allah. Inni, których spotyka na swojej drodze wyznają wiarę w obecność duszy w każdym ciele, przedmiocie, ziarnku piasku - elementy buddyzmu. Filozofia głównego bohatera, która zakłada, że trzeba zamieniać marzenia na cele i je spełniać styka się z filozofią jego chlebodawcy, który żyje marzeniami i nie chce ich urzeczywistniać, aby nie straciły swojej aury niezwykłości. Alchemik to książka o różnorodności świata oraz o jego nieskończoności. Autor nie neguje ani nie stawia na piedestale żadnej idei, wszystkie są równe i każda z nich jest inna.

A może to wcale nie tak?

Alchemik to fantastyka, nierealny świat, w którym można zamienić w złoto każdy metal, pod warunkiem, że tego chcesz.

Ciężko zaklasyfikować tą książkę w jakiekolwiek ramy, ale cieszę się, że ja przeczytałam. Podobały mi się myśli w niej zawarte, było dużo sentencji, trochę jak w Małym księciu. Paulo Coelho prostym językiem opisał trudną do scharakteryzowania niejednolitość świata i odległe od nas filozofie, w które niektórzy wierzą.
Nie sposób wybrać jedynej właściwej interpretacji. Może jest ich więcej? Może każda jest dobra? Może zauważyliście w tej opowieści coś jeszcze?

17 maja, 2015

#5 Zielona Mila

Zgodnie z obietnicą, dzisiaj zielona Mila :)
Napisana w 1996r. przez Stephena Kinga, "króla horrorów". Początkowo była wydana w sześciu oddzielnych tomikach. Podczas jej tworzenia autor wiedział, że powieść zostanie zekranizowana. Film oglądałam, ale niestety nie cały, chociaż teraz nabrałam ochoty na powrót do niego.
W 1932r. o zgwałcenie i zamordowanie dwóch dziewięcioletnich dziewczynek zostaje niesłusznie oskarżony John Coffey (Coffey jak napój, tylko że inaczej się pisze ;) ). Sąd skazuje go na śmierć na krześle elektrycznym, więc trafia do więzienia i czeka na egzekucję. Narratorem pierwszoosobowym jest strażnik więzienny - Paul Edgecombe, opowiadanie jest pisane z jego perspektywy. Staje się bardzo realistyczne, ponieważ poznajemy go nie tylko we wspomnianym roku 1932, ale też jako staruszka z domu opieki w roku 1996. Opisy więzienia w Could Mountain przeplatają się z sytuacjami z życia pensjonariuszy domu spokojnej starości, co powoduje, że czytelnik odbiera historię jako wspomnienia kogoś konkretnego, osoby fizycznej.
Jest to powieść wielowątkowa, autor dotknął każdej kwestii i nie pominął szczegółów. Chociaż głównym aspektem jest osoba Johna Coffey'a, to nie sposób nie wgłębić się w tajemnicę Pana Dzwoneczka (niezwykłej myszki innego skazańca, Delacroix), zawiść młodego strażnika, Percy'ego Wetmore'a, czy np. prywatne życie narratora. Mimo tego, tekst nie jest zawiły. Czytelnik nie ma problemu z odnalezieniem się wśród wielu postaci, aspektów i historii. Myślę, że jest to spowodowane tym, że Stephen King dobrze przemyślał całą historię. Chociaż, jak sam się przyznaje w posłowiu, pisał ja trochę w pośpiechu, ale wiemy, że "w pośpiechu" nie oznacza "byle jak". Dobra konstrukcja to podstawa książki, tutaj autor mnie nie zawiódł.
Mimo że Stephen King specjalizuje się raczej w horrorach, to tą powieść zaliczyłabym raczej do tekstów filozoficznych i thrillerów. Zadaje ważne pytania, na które trudno jest odpowiedzieć. Kto jest zły, a kto dobry? Czy warto wierzyć w cuda? Czy Bóg może się pomylić? Z jednej strony statyczność, momenty wyciszenia i kontemplacji życia, a z drugiej dreszczyk emocji, zwroty akcji, szybkość fabuły, czyli dynamika. Podobało mi się wyrównanie proporcji między jednym a drugim.
Świat Paula Edgecombe'a w 1932r. oraz jego życie w 1996r. to klamra kompozycyjna, zresztą bardzo udana, ponieważ niektóre czynniki są podobne, a niektóre pozostają wręcz niezmienne. Np. wcielenie Percy'ego Wetmore'a w postać opiekuna w domu spokojnej starości, Dolana. Doprowadzenie do końca historii Pana Dzwoneczka również wpisuje się w ramę modalną tekstu, a poza tym świadczy (ponownie) o dbałości autora o szczegóły.
Podsumowując, polecam. Książka "do pomyślenia", czytając ją przechodziły przeze mnie różne emocje - od rozczulenia po zdenerwowanie z powodu bezradności - tak bardzo utożsamiłam się z narratorem.
Czytaliście? Oglądaliście? Jakie jest Wasze zdanie? Zachęcam do proponowania mi w komentarzach książek, których recenzje chcielibyście przeczytać.

"Każdy musi umrzeć, wiem, że od tej reguły nie ma wyjątku, ale czasami, Boże mój, Zielona Mila jest taka długa."

15 maja, 2015

Warszawskie Targi Książki 2015

Od 14.05 do 17.05 (niedziela) na Stadionie Narodowym w Warszawie odbywa się 6. edycja Warszawskich Targów Książki. Nie mogłam nie skorzystać z takiej okazji. Byłam wczoraj i dziś, być może wpadnę jeszcze w niedzielę.
Zrobiłam mały haul zakupowy ;)







Wspaniałe przeceny

Spotkanie z Agatą Kołakowską :)


Ciekawe wykłady 




Haul książkowy

Zakupiłam:
1. "Zaciszny zakątek" - Agata Kołakowska, z autografem, dodatkowo dostałam katalog nowości wydawnictwa Prószyński i S-ka oraz wodę Prószyniankę ;) /16zł
2. "Baśnie Braci Grimm BEZ CENZURY" - Phillip Pullman /30zł
3. "Alchemik" - Paulo Coelho /8zł
4. "Cień wiatru" - Carlos Ruiz Zafón /15zł

Jeżeli jeszcze nie byliście, to gorąco zachęcam, można trafić na książki po naprawdę promocyjnych cenach (niektóre 5zł, albo i mniej). Do niedzieli macie czas :)

















13 maja, 2015

#4 Płótno

Powieść Agaty Kołakowskiej, młodej jeszcze pisarki, to jedna z tych historii, która "nas nie dotyczy". Bezpośrednio, prawdopodobnie nie, ale gdy patrzymy na to z pewnej perspektywy, w głównej bohaterce znajdziemy wiele ze swojej osoby.
Sprawy Niny toczą się coraz lepiej - jej obrazy zdobywają zainteresowanie na rynku, a w pracy pozostaje w dobrych stosunkach z szefem. W życiu prywatnym też radzi sobie bardzo dobrze -zaręcza się z ukochanym. Jednak jeden moment wystarcza, aby życie jednej osoby (oraz jej najbliższych) legło w gruzach. Nina ma wypadek samochodowy i traci czucie w prawej dłoni. Nie może już malować, potrzebuje długotrwałej rehabilitacji, która najprawdopodobniej i tak nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.
Na wstępie zaznaczyłam, że możemy utożsamić się z Niną. Twierdzę tak, ponieważ postać jest wielowymiarowa. Widać, jakie konflikty w niej narastają w trudnym dla niej czasie i jak usiłuje przesterować samą siebie. To, że popada w wielką depresję, złości się na siebie, na swoje koleżanki z pracy, na swojego narzeczonego, pozwala jej na wyrażenie siebie. Na początku jest albo bardzo rozemocjonowana, walczy o siebie, nie zgadza się na skreślenie jej osoby, albo przechodzi w melancholię, letarg, zobojętnienie. To przyzwolenie Fortunie na zabawę prowadzi do ciekawych zakamarków w labiryncie jej życia, do których być może nie dotarłaby, gdyby nie wypadek.
Bohaterka walczy ze sobą, myślę, że większość z nas również nie wiedziałaby, jak postąpić w takiej sytuacji. Obrazić się na cały świat? Poddać się? Korzystać z tego co się ma?
Jakiś czas po przeczytaniu tej książki uznałam, że chętnie do niej wrócę, bo porusza nie tylko kwestię zranionej miłości, albo przypadkowości, niesprawiedliwości w życiu. Jest wielowątkowa, wielowymiarowa i uniwersalna, tak jak jej bohaterowie. wszyscy, nie tylko Nina. Pasuje zazwyczaj do większości z nas, losy bohaterów reprezentują nasze. Czytając robi nam się ciepło na sercu. Oczywiście poza tymi momentami bezradności i stagnacji malarki.
Gdybym miała opisać historię trzema słowami, powiedziałabym; ciepła, prawdziwa, urocza. Napisana ciekawym językiem, z dobrymi metaforami i porównaniami. Autorka skupia się na akcji oraz na tym, jak to, co się dzieje wpływa na bohaterkę. Czyli fabuła oraz zmiany zachodzące w malarce wysuwają się na pierwszy plan. Rozbudowane portrety charakterologiczne postaci, bogate opisy emocji wpływają na to, że jest to raczej książka dla kobiet. Autorka nie narzuca swojego punktu widzenia, pozostawia czytelnikowi wybór stosując kompozycję otwartą. Chociaż powieść czyta się stosunkowo łatwo, to nie jest to jedna z tych historii, które przelatują nam przez głowę. Ta książka zostawiła we mnie poczucie, że nie mogę się załamywać, bo coś poszło nie po mojej myśli. Nic na świecie nic nie jest trwałe, okazuje się, że nasz talent też może nam być w pewnym sensie odebrany, więc korzystajmy z życia. Doświadczajmy jak najwięcej i opierajmy się na tym, co mamy, a nie na tym, czego nie mamy.

"Ale przychodzi taka chwila, gdy nie masz już siły krzyczeć, a i ochoty masz coraz mniej. Życie płynie, a ty zdajesz sobie sprawę, że twoja sytuacja się nie zmieni. Ewentualnie może być jeszcze gorzej... Więc zatrzymujesz się i łapiesz każdą chwilę, dwa razy obracasz ją w dłoni. I nagle wiele pozornie błahych momentów wydaje się ważnych i przyjemnych. (...) Jak byłam zdrowa, przeskakiwałam od czynności do czynności ciesząc się wyłącznie z naprawdę wyjątkowych rzeczy i chwil. Pomyśl, jak to zubaża naszą codzienność."



11 maja, 2015

#3 Z serii 'wyciskacze łez' - Eleonora&Park

Wstyd mi. Rzadko, naprawdę bardzo rzadko płaczę przy książkach. Przy "Eleonorze i Parku" nie mogłam się powstrzymać, samo tak wyszło.
Lżejszy romans, dobry dla tych w związku i nie-związku. Każda z moich koleżanek płakała przy czytaniu, więc coś w tym jest ;).
Nic szczególnego nie wybiło mi się w pamięci, bo fabuła jest nam dobrze znana - dziewczyna, szara myszka i chłopak, jej marzenie. Podobało mi się, że autorka (Rainbow Rowell... ma na imię Tęcza :)) nie upiększała tej "niemożliwej" i "trudnej" miłości, była wybitnie prawdziwa. Sytuacje, w których być może sami uczestniczyliście są czasem zabawne, ale tylko jeśli ma się na nie wgląd jako osoba trzecia. Czytanie o takiej czystej i niewyidealizowanej miłości pozwala nam nabrać dystansu do samych siebie.
Czy mogę coś zarzucić? Raczej nie ma rażących w oczy przestępstw pisarskich. Jedynie drobne niedociągnięcia typu mało skomplikowane zdania i brak głębszego zarysu przestrzeni fabuły.
Miła lekturka, mi udało się przeczytać w jeden dzień. Mogę z ręką na sercu polecać, dla wypoczynku idealna.

10 maja, 2015

Jak czytają Polacy?

* Ile książek rocznie czyta statystyczny Polak?
* Jakie książki najchętniej wybierają nasi rodacy?
* Ile wynosi przeciętny księgozbiór w polskim domu?

Pomyślcie i spróbujcie odpowiedzieć na te pytania, zanim przeczytacie artykuł.

Chcę, żebyście mieli świadomość swojej wyjątkowości - to po pierwsze. A po drugie, zamierzam Was nakłonić do zachęcania innych do czytania i szerzenia tego zwyczaju w swoim środowisku szkolnym, domowym, czy w pracy.
Wracając do pytań, odpowiedzi nie napawają optymizmem, niestety. Przeciętny Polak czyta 0,5 książki rocznie. Dużo? Ale ta liczba nie jest w stanie odzwierciedlić tego, jak to wygląda w praktyce. Co 10 z nas czyta częściej niż raz na 2 miesiące. W ubiegłym roku 41,7% Polaków przeczytało jakąkolwiek książkę. Do tej liczby też się nie przywiązujcie, bo można się opierać  o różne źródła, np. badania CBOS, BN, szacunki większych księgarni czy bibliotek porównujących roczne liczby wypożyczeń. Smutną rzeczą jest, że najwięcej czytają dzieci i młodzież... czytają lektury. Poza obowiązkowymi pozycjami rzadko sięgają po inne, a po zakończeniu edukacji nie wyrobiwszy sobie nawyku czytania odstawiają książki zupełnie. Niektórzy nie czytają nawet lektur. Tutaj sama się przyznam, że też nie zawsze mam ochotę i czytam trzy po trzy, albo streszczenie, albo zdaję się na relację innych przed lekcją z lektury. Ale to tylko dlatego, że nie jestem w stanie poświęcić swoich książek na nudne obowiązki. (nie mówię o wszystkich!)
Statystyczny Polak w swoim domu ma 11-50 książek. Ja na własność (moje i wyłącznie moje) posiadam 48.
Z czego wynikają takie niskie wyniki? Według mnie, przede wszystkim z wychowania. Niedaleko pada jabłko od jabłoni sprawdza się. Jeśli Twój rodzic nie czytał, Ciebie też raczej nie będzie ciągnęło. Ratunek w tym, że zostaniesz zainspirowany przez przyjaciela-mola książkowego, świetną nauczycielkę polskiego, przeczytasz przypadkiem książkę, która Ci się spodoba.. Nigdy nie wiadomo, ale jak najbardziej trzeba dążyć do tego, żeby czytać. (Kiedyś napiszę posta na temat "Dlaczego warto czytać", ale to innym razem.) Moja mama czytała mi bajki na dobranoc właściwie co wieczór, aż stopniowo zaczęłam sama czytać i tak mi już zostało. :)
Jeszcze raz gorąco zachęcam do czytania (!!!) i do promowania idei czytania waszym znajomym. W Was leży nadzieja - podnieście statystyki!

#2 Więzień nieba

Trzeci tom cyklu "Cmentarzu zapomnianych książek", jednak nie przejmujcie się, jeśli nie czytaliście poprzednich (jak ja). Na wstępie zaznaczono, że opowiadania są ze sobą powiązane, ale można je czytać w dowolnej kolejności. Pierwsza reakcja po przeczytaniu: jak najszybciej muszę przeczytać kolejną!!!
Primo, język, jakim tekst został napisany. Ewidentnie mogę tutaj stwierdzić, że autor uczynił z pisania Sztukę. Zdania są udoskonalone licznymi metaforami, niekonwencjonalnymi epitetami, zabawnymi porównaniami, czy zadziwiająco realistycznymi opisami. Język stanowi w tej kompozycji bardzo ważny element. Dużo zależy oczywiście od tłumaczenia, ale sądzę, że trzeba być naprawdę godnym pożałowania tłumaczem, żeby zepsuć tak piękne pismo. Ja czytałam wydanie "Muzy" z 2012r. z przekładem Katarzyny Okrasko i Carlosa Marrodana Casasa. Co ciekawe w tej stylistyce, zadowoli i wytwornego mola książkowego z długim stażem, jak i niedoświadczonego czytelnika. Tego pierwszego - swoim kunsztem i dopracowaniem, a drugiego - przystępnością.
Portret psychologiczny postaci, jak pozostałe aspekty opowiadania, również został dopracowany. W wielu książkach autorzy (zwłaszcza początkujący) pomijają tą kwestię, chociaż jest ona istotnym dopełnieniem mistrzostwa dzieła. Dzięki dobremu zarysowi charakterów osobowości jesteśmy zdolni wczuć się w ich rolę. Ta kwestia sprawia wiele trudności, wiecie, jeśli kiedykolwiek próbowaliście coś napisać. Czytelnik poznaje bohatera nie tylko z opisu, ale też ze sposobu, w jaki mówi, z jego przemyśleń, wspomnień, sytuacji rodzinnej, kontaktów z innymi bohaterami itd. Czasem nawet charakterystyczny sposób chodzenia, czy wygląd jego pokoju mogą mieć znaczenie. Zwracajcie na to uwagę, kiedy czytacie książkę, bo warto.
Fabuła nieco zagmatwana, trzeba porządnie wtopić się w świat przedstawiony, aby śledzić akcję w pełni. Mimo że nie jest to książka akcji, to trzyma w napięciu, istota zdarzeń zaskakująco posuwa się ku nieznanemu czytelnikowi celu  i nie pozwala nam odpływać myślami do spraw świata realnego. Można się przy niej kompletnie odseparować od przyziemnych problemów, bo naprawdę wciąga. Wszystko wynika z pozornie błahego powodu - ślubu Fermina, który, jak się okazuje, nie od zawsze był Ferminem. Dodatkowo do księgarni Daniela (jednego z głównych bohaterów) i jego ojca przybywa nieznajomy kupując książkę dla kawalera. Kiedy razem z Danielem odkrywamy klucz do tajemnicy, pojawia się następna. Może uda mu się dojść do sedna sprawy i rozwiązać pierwotny problem...
Przeczytajcie KONIECZNIE! Gwarantuję Wam, że ją pokochacie.


09 maja, 2015

#1 W śnieżną noc

Zbiór trzech opowiadań, napisanych kolejno przez:
*Maureen Johnson ("Podróż wigilijna"),
*Johna Greena ("Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy") i
*Lauren Myracle ("Święta patronka świnek")
Dostałam od kogoś na gwiazdkę, zalegała na mojej półce aż do wiosny. Opowiadania czyta się szybko, przyjemnie, są śmieszne i wzruszające. Wszystkie są połączone czasem akcji i bohaterami, poniekąd też miejscem. Rzecz dzieje się w ten sam wigilijny wieczór, kiedy losy naszych bohaterów splatają się ze sobą w zaskakujący sposób. W nieoczekiwanym czasie spotykają się w pociągu, restauracji, albo w Starbucksie.
Opowiadanie Johna Greena podobało mi się najmniej. Nie czytałam żadnej innej jego książki (tak wiem, spalcie mnie na stosie, ale nie mam w zwyczaju podążać za 'bestsellerami' i ulubieńcami internetów, lekturę wolę sobie dobrać sama w zależności od nastroju). Na razie nie mam ochoty do niego wrócić, chociaż chyba powinnam dać mu szansę. Niewątpliwie pisze przystępnym językiem, więc czytelnikiem może być każdy bez względu na wykształcenie, jednak mnie nie porywa. Bogactwem słownictwa nie zachwyca, a fabuła też nie jest pociągająca. Można wywnioskować, jak wszystko się zakończy, zanim dojdziemy do końca 2. rozdziału. Po idolu czytających nastolatek spodziewałam się chyba czegoś lepszego. A może trafiłam po prostu na takie defektywne opowiadanie.
Pozostałe były poprawne, jak typowe romansidła dla młodszych czytelniczek. Osobiście nie jestem fanką takiego gatunku, ale, jak pisałam wcześniej, czytało mi się przyjemnie. Uśmiechałam się do siebie czytając o mankamentach Jubilatki (tak miała na imię bohaterka pierwszego opowiadania), które zdawały się nie kończyć. Trochę mnie nawet pocieszyły, bo okazało się, że wcale nie jestem taka najgorsza, a moi rodzice są całkiem akceptowalni (przynajmniej nie pałają miłością do elfów z Wioski Flobie).
Polecam książkę na dni, kiedy nie macie ochoty na trudne, intelektualne książki, bo ta niewątpliwie należy do "lżejszych". Sięgnijcie po nią, gdy macie kiepski humor i chcecie zatopić się w śnieżnych nowelkach.
Miłej lektury! :)

08 maja, 2015

O tym jak powstało życie

Życie bloga. :)
Stworzony nagle, spontanicznie, w trakcie piątkowego letargu, gdy nie poszłam do szkoły i nie znalazłam ciekawszego zajęcia. To, że narodził się gwałtownie, nie znaczy, że przypadkowo. Pomysł kiełkował bardzo powoli i gdzieś w mojej głowie plątał się między innymi myślami, aż nastał jego dzień. Witamy wśród żywych!

W zamyśle ma mi służyć przede wszystkim do gromadzenia moich przemyśleń o książkach przeczytanych, nieprzeczytanych, ukochanych, znienawidzonych, najnowszych i trochę starszych. Chciałabym się skupić przede wszystkim na tych godnych polecenia, ale zdarzą się też niemiłe posty, w których z pewnością wyrażę swoją dezaprobatę i zawód. To ważne, żeby Was, moi czytelnicy, ustrzec przed niebezpieczeństwem złych książek. Z tym trzeba walczyć.