01 stycznia, 2016

• PODSUMOWANIE 2015 ! • [part 2]



Teraz czas już na drugą część podsumowania, czyli prawdziwy WRAP UP, czyli najlepsze z najlepszych! Książki, które zaszczyt miałam czytać, które uświetniły mój rok, wzbogaciły mnie i pozwoliły przeżyć wspaniałą przygodę.
Od razu zaznaczę, że bardzo ciężko było mi wybrać TYLKO 10 najlepszych, ale prawdziwe schody zaczęły się, gdy musiałam ustalić miejsca dla poszczególnych lektur. Starałam się w miarę obiektywnie jakoś to wyśrodkować i... takie wyniki:

10 najświetniejszych pozycji z roku 2015 - zapraszam :)


10. "Wybawiciel" - Jo Nesbo

Ostatnio niemożliwie wzrosła popularność cyku z Harrym Holem autorstwa Jo Nesbo i wcale nie bez powodu, bo ja też obiecałam sobie, że przeczytam resztę tomów. Zaczęłam, jak to ja, od środka cyklu, ale przeniosę się do początku i grzecznie przejdę przez wszystkie etapy serii.
"Wybawiciel" to krwawy kryminał nie tylko z porywająco wciągającą fabułą, ale także genialnie nakreślonymi bohaterami z pogłębieniem ich portretów psychologicznych. Poza tym z nawiązaniem biblijnym, czyli tym, co Paulinki lubią najbardziej.
Tak właśnie wywalczył sobie zaszczytne miejsce w czołowej dziesiątce.



[RECENZJA]

9. "Służące" - Kathryn Stockett

Dziewiąte miejsce głównie za to, że nawiązuje do ważnych dla społeczeństwa wydarzeń historycznych i zjawisk, czyli wielkiej fali rasizmu w Ameryce w latach 60. Autorka bardzo dobrze radzi sobie z ukazaniem specyfiki grupy społecznej, jaką są czarnoskórzy, zaznacza szczególnie przeróżne reakcje ze strony pozostałej części społeczeństwa na Murzynów. To wszystko udaje jej się wpleść w wielowątkową i przejmującą fabułę. Opowieść nie raz śmieszy i rozczula i w sposób bardzo przystępny przekazuje ważkie treści.






8. "Życie to nie bajka" - Joanne Greenberg


Powieść zapadła mi w pamięci, ponieważ porusza temat bardzo trudny i w ogóle niemile widziany wśród pisarzy. Jednak dla mnie, pasjonatki psychologii, zdecydowanie za mało zauważany. Schizofrenia to choroba niesamowicie ciężka do zrozumienia, dlatego aby o niej pisać, trzeba mieć sporą wiedzę na ten temat. Za każdym razem, kiedy sięgam po lekturę traktującą o jakiejkolwiek chorobie psychicznej (szczególnie o zaburzeniach odżywiania, ponieważ ten temat z kolei jest nadużywany) boję się, że autor nie sprosta zadaniu. I tutaj na początku miałam niemiłe wrażenie, że autorka wysila się na marne, jednak zdołała udowodnić, że rzeczywiście zna się na rzeczy i przekazała wszystkie najważniejsze kwestie nie tylko związane bezpośrednio z chorobą, ale też z rodziną, szpitalem psychiatrycznym itp.
Ponadto cały czas płynnie przechodziła ze świata fantastycznego do rzeczywistego, za co wielkie brawa.

7. "Pasje utajone. Tom I i II" - Irving Stone

Pasje utajone to dwa tomy dość opasłe poświęcone życiu naukowemu Zygmunta Freuda. Pomijam fakt, że zdecydowanie nie należę do koła jego miłośników, zresztą podobnie jak większość współczesnych psychoterapeutów, psychoanalityków. Jednak trzeba mu oddać, że zrobił ogromny krok naprzód w kwestii psychologii zdrowia i właśnie dlatego zdecydowałam się poznać go nieco bliżej.
Książka przybliża postać Freuda i właściwie dzięki niej wyrobiłam sobie konkretne zdanie na wiele tematów. Objętość tomów i mikroskopijna czcionka (przynajmniej w starszym wydaniu) mogą zrazić, jednak Stone zasługuje na gratulacje, ponieważ... sfabularyzował biografię. I to przesądziło o mojej ocenie.


6. "W księżycową jasną noc" - William Wharton

Zaszczytne 6 miejsce dla tej książki, ponieważ zmieniła moje spojrzenie na historię, którą próbują wbić mi do głowy w szkole. Dzięki niej zapamiętałam datę "dziwnej wojny" (a u mnie zapamiętywanie dat i wydarzeń historycznych to raczej ciężka sprawa), a nawet takie szczegóły, jak np. państwa w niej uczestniczące i miejsca frontów.
Ta powieść jest wspaniała w swojej prostocie, stanowi sztandarowy przykład typowej męskiej literatury - nie dość, że wojenna, to jeszcze treściwa, a nawet lakoniczna. Zaraz, zaraz... to dlaczego w ogóle mi się podoba? No i właśnie! Zachwycić mnie taką powieścią to, zapewniam, nie lada wyzwanie, a Wharton zrobił to z dziecinną łatwością. Jego zmysł czujnego obserwatora zachowań ludzkich, ale także umiejętność trzymania czytelnika w napięciu przekonała mnie o wartości powieści.

5. "Zaciszny zakątek" - Agata Kołakowska

Sprawa przy czołowej 5 robi się bardzo skomplikowana, uwierzcie, ale niezmiernie się cieszę, że otwiera ją polska pisarka. Mam wrażenie, być może nie tylko ja, że na rynku polskim nie docenia się rodzimych twórców. Pozostają wciąż ci sami, nie robi się miejsca dla innych, którzy według mnie powinni chociaż dostać szansę.
Agata Kołakowska zdobyła już wcześniej moje serce "Płótnem" - powieścią, do której mam niezwykły sentyment (recenzja tutaj). Autorka, dla kontrastu do kolegi z poprzedniego miejsca, pisze wspaniałą literaturę kobiecą. Zachwyca mnie wciąż swoimi powieściami, ich klimatem, wspaniałymi bohaterkami i zaskakującą fabułą do tego stopnia, że została moją ulubioną autorką polską. Zamieniłabym na nią nawet, podobno niepokonaną, Grocholę.
Coś lekkiego i przyjemnego, ale absolutnie nie dennego - idealna lektura na popołudnie po męczącym dniu, albo na leniwe wakacyjny poranki, albo na długie zimowe wieczory, właściwie... idealna zawsze.
Bardzo cieszę się, że Agata Kołakowska zyskuje wśród polskich czytelniczek coraz większą popularność, a ja, jeśli tylko mogę, z wielką chęcią się do tego przyczynię.

4. "Cień wiatru" - Carlos Ruiz Zafón

Niekwestionowany mistrz pióra. Trzyma w napięciu, chyba jak żaden inny autor, ale najlepsze w jego książkach jest to, że czytelnik wpada w nie bez zapomnienia. Naprawdę, nie ma opcji, żeby "Cień wiatru" nie pochłonął tego, kto trzyma go w rękach. To powieść tak niesamowita, przesycona tajemniczością, ale też i grozą, którą można czytać bez końca. Można, bo to nie rozwiązanie jakiejś zagadki, dojście do punktu kulminacyjnego, czy po prostu zamknięcie fabuły (o nie nie, zamknięcie fabuły jest najgorsze, bo oznacza, że to już koniec!) określa jej istotę. "Cień wiatru" to genialna książka ze względu na narrację prowadzoną perfekcyjnie, ujmująco aż do bólu.
Przyznaję, że płakałam, kiedy musiałam kończyć tą lekturę, bo to oznaczało rozstanie z bohaterami, brak kolejnych zaskakujących wątków z fabule, ale przede wszystkim - niedosyt słów płynących od autora prosto do mnie.
Na uwagę zasługuje też tłumaczenie, staram się nie pomijać tego aspektu, bo czasami zły przekład może zepsuć całą powieść. Tutaj tłumacz spisał się wzorowo i mam nadzieję (bo jeszcze nie czytałam Zafóna w oryginale), że wiernie oddał charakter książki.

3. "Szczygieł" - Donna Tartt

Widzę, że opisy coraz dłuższe, ale, wybaczcie, nawet nie postaram się ich skracać, zwłaszcza w finałowej trójce.

"Szczygieł" całkowicie, od początku do końca zawładnął moim sercem, jest moją miłością i mam wielką chęć zachować go tylko dla siebie, ale Wy zasługujecie na szczerość z mojej strony - czytajcie, bo warto! To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam kiedykolwiek.
Bardzo dokładnie skonstruowana szczegółowa fabuła. Majstersztyk, jeśli chodzi o historię, ponieważ występują w niej wydarzenia, które się ze sobą łączą, bez wyjątku pozostają w związku przyczynowo-skutkowym. Jedno powoduje drugie i tak od początku, aż do końca. Wszystko się zazębia,
Poza tym, niesamowici bohaterowie, a zwłaszcza przemiany, jakie przechodzą przez te kilkanaście lat. Przede wszystkim Theo, główny bohater to postać niesamowita, dopracowana w każdym calu. Autorka poświęciła każdej osobowości jakąś część książki, mniejszą lub większą, ale każda z nich ma bogaty portret psychologiczny. No i jeszcze w tle ten klimat, fuzja przeróżnych światów - wielkie metropolie i leniwe pustynie, przeszklone penthouse'y i duszne klitki. Zestawione razem zapewniają wspaniałe przeżycia podczas czytania.

2. "Poczwarka" - Dorota Terakowska

Taka niepozorna książka, a zawiera w sobie mnóstwo mądrości życiowych i nie tylko, ponieważ autorka wykazuje się znajomością tematu choroby. Tytułowa "Poczwarka" to dziewczynka chora na downa, urodzona w dobrej, zamożnej rodzinie. Problematyka utworu polega spojrzeniu na niepełnosprawność oczami zarówno dziecka jak i rodzica. Podział i ogromny kontrast między jednym punktem widzenia a drugim został nakreślony fantastycznie.
Ta powieść kumuluje w sobie całą gamę emocji, od rozpaczy, przez smutek, do rozradowania. Jednak narrator, nawet mimo wielkiej ambiwalencji i naprawdę trudnego tematu natury moralno-etycznej nie nakazywał czytelnikowi stać po konkretnej stronie "sporu". Pozostawał bezstronny, a odbiorca dzięki rzetelnym zarysowaniu sytuacji nie czuje się skrępowany.
Ale wisienka na torcie to, jakżeby inaczej, cudowne nawiązania biblijne do Księgi Rodzaju i poematu o stworzeniu świata. Sam smak, naprawdę autorka stanęła na wysokości zadania.

1. "Kod Leonarda da Vinci" - Dan Brown

Pierwsze miejsce, jak najbardziej zasłużone. za niezwykłe połączenie kryminału i książki popularnonaukowej. Dan Brown stworzył pewnego rodzaju.. powieść popularnonaukową traktującą o sztuce, ale też i o teologii. Być może po kilkunastu tygodniach od przeczytania nie wyszłam jeszcze spod wrażenia lektury, ale szukam i szukam i nie mogę w niej znaleźć żadnych usterek, błędów.. nic!
Już sama fabuła, jako szkielet, ma w sobie coś z geniuszu - ciągła, nieprzerwana, bohaterowie nie mają chwili wytchnienia. Akcja dzieje się w przeciągu bodajże kilku dni, a cały czas coś się dzieje. Momenty stagnacji nie istnieją. Dalej bohaterowie, którzy, jakżeby inaczej, przechodzą niesamowitą przemianę w czasie rozwiązywania wielkiej zagadki. Dalej (wybaczcie, mogę wymieniać i wymieniać) mnóstwo informacji typowo naukowych, ale bardzo ciekawych i w ciekawy sposób przekazanych, zostały zręcznie wplecione w fabułę. Wszystko razem współgra, łączy się, zależności między bohaterami, wydarzeniami i całym światem przedstawionym - to wszystko staje się jednością i wynika samo z siebie.
Naprawdę niesamowita książka, która zmieniła moje życie, więc przyznajcie, że nie mogła znaleźć się nigdzie innej jak tutaj, na podium.

8 komentarzy:

  1. Z książek, które tu pokazałaś czytałam tylko Poczwarkę, jednak mam nadzieję kiedyś nadrobić inne bo wydają się być ciekawe :)
    Pozdawiam, Julka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są naprawdę świetne, polecam gorąco :)

      Usuń
  2. Poczwarka jest na mojej półce i chyba się prędzej za nią zabiorę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Wspaniała książka :) Słyszałam, że "Ono" tej samej autorki też warto, więc może spróbuję

      Usuń
  3. Nie czytałam żadnej z tych książek, ale chyba po niektóre sięgnę.
    Pozdrawiam i do siebie zapraszam: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tylko "Cień wiatru" (który swoją drogą wielbię i otaczam niemal boską czcią
    ), ale w tym roku mam solenne postanowienie przeczytać też "Szczygła" oraz "Poczwarkę" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo tak, koniecznie! Ja w tym roku zaczęłam robić sobie plany czytelnicze i w nich znalazła się np. "Tajemna historia" Donny Tartt... i 90 innych książek, ale może jakoś sobie poradzę :)

      Usuń
  5. Muszę sięgnąć po niektóre z tych książek zaciekawiłaś mnie. Na pewno cień wiatru będę czytać w swoim maratonie mam nadzieję że mi się spodoba pozdrawiam cieplutko
    http://wiktoriaczytarazemzwami.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)