07 lutego, 2016

#51 Wszechświat kontra Alex Woods

„Jedna z najlepszych powieści, jakie kiedykolwiek przeczytaliście”


Taki napis widnieje na górze okładki, a ja zachęcona nim oraz wieloma pozytywnymi recenzjami z chęcią zabrałam się za lekturę. Moje wrażenia… nieokreślone, co ostatnio zdarza mi się chyba zbyt często, dlatego próbuję tę powieść ocenić jak najobiektywniej.

Najlepsze i chyba najbardziej rzucające się w oczy, to lekkie pióro, zupełnie niewymuszone, jak to często bywa u współczesnych pisarzy lub „pisarzy”. Autor ma świetny styl. Nie w tym wypadku. Gavin Extence pisze niezwykle ujmującym, do bólu prostym, ale trafiającym w sedno językiem, można by powiedzieć, że wręcz satyrycznym. Naprawdę zdumiewa mnie to, że przy takiej lakoniczności można przekazać tak ważne przesłania. Najbardziej uwidacznia się ta skłonność do minimalizmu w opisach postaci – „Nie trzeba wymieniać wszystkich detali. Zamiast tego wystarczy podać jedną, wyrazistą cechę, żeby pobudzić wyobraźnię czytelnika.” Przyznacie – genialne w swojej prostocie.
I faktycznie, autor pozostając wierny tej zasadzie, klarownie przedstawił czytelnikowi bohaterów, swoją drogą, bardzo nietuzinkowych. Każdy, który odgrywał w powieści znaczącą rolę był z całą pewnością nieprzeciętny – Alexa uderzył meteoryt, a jego mama zajmuje się wróżbiarstwem – w porządku. Natomiast zamknięty w sobie indywidualista – pan Peterson uwielbiał zapalić sobie „ziołowego papierosa” przy dobrej lekturze, a poza tym wziął się zupełnie z nikąd w życiu głównego bohatera – przypadek? Czy „wszechświat” to zaplanował?

Właśnie takie pytania przewijają się przez całą powieść, ale bardzo subtelnie – chyba nigdy nie padają wprost, a autor zbliża się do nich najbardziej w punkcie kulminacyjnym o charakterze egzystencjalnym. W roli narratora został obsadzony właśnie Alex, którego poglądy zmieniają się w miarę dorastania – od trzynastego do siedemnastego roku życia spotyka ludzi oraz przezywa momenty w swoim życiu takie, które kształtuję jego światopogląd oraz osobowość. To też na swój sposób niesamowite, bo przypomina mi przygody Theo ze „Szczygła” i uświadamia, że ludzie jednak się zmieniają.

Co bardzo dziwne, mimo, lekko mówiąc, męskiej zwięzłości powieści, tom jest dosyć obszerny, ma ponad 400 stron, a ja do tej pory nie wiem, na co została zmarnowana co najmniej jedna czwarta z nich. Wydaje mi się, że niektóre motywy zbyt często się powtarzały, niektóre przemyślenia jednak się przeciągały, ale jak mówię, nadal nie były jakoś metaforycznie i merytorycznie rozbudowane – bardzo dziwne zjawisko.
Podobnie z fabułą, nie była szczególnie pociągająca, chociaż nietuzinkowa, bo składała się z tajemniczego splotu „przypadków”, a to podkreślało nieprawdopodobność wszystkich wydarzeń. Jednak czy tak się nie dzieje naprawdę? Gdybym dobrze odpowiedziała na jedno więcej pytanie z matematyki na teście gimnazjalnym, byłabym teraz w innej, lepszej szkole, miałabym zupełnie innych znajomych, być może nawet nie prowadziłabym bloga. Gdyby Alexa nie zaczęli gonić chuligani, nie trafiłby do szklarni zasadzonej marihuaną i nie poznał dziwnego starego pana Petersona. A potem… życie toczy się dalej, swoim torem w różnym tempie, ale do przodu, choć czasem tego nie zauważamy.
Wydaje mi się, że autor chciał zwrócić szczególną uwagę czytelnika na znaki, jakie codziennie daje nam „Wszechświat”, abyśmy zrozumieli, że nasze życie UPŁYWA. Nie zawsze pod naszą kontrolą i tak jakbyśmy chcieli, ale nawet największa tragedia może doprowadzić do czegoś zaskakująco dobrego.

„Czasem można znaleźć porządek w chaosie, tak jak i znamiona chaosu, które stanowią podstawę wielu procesów pozornie uporządkowanych”

Z wyżej wymienionych powodów niesamowicie trudno zakwalifikować mi jakoś tę książkę. Z jednej strony wszystkie techniczne szczegóły wskazują na to, ze mam do czynienia z młodzieżówką, na poły z Young Adult, choć trochę bardziej przypomina mi to wszystko New Adult. Ale tak na pierwszy rzut oka zupełnie nie można by tak powiedzieć o lekturze, ponieważ przesłanie jakie za sobą niesie oraz tematy, które porusza (ciężka choroba, odrzucenie społeczne, samobójstwo, teologia) wskazują zdecydowanie na powieść dla dorosłych. Ale gdyby ktoś był zainteresowany, uprzedzam, że seksu w niej ani trochę, bo główny bohater to w gruncie rzeczy aspołeczny ciamajda.

Zaraz po przeczytaniu książki i jeszcze zanim na dobre się nad nią zastanowiłam, nie widziałam w niej nic szczególnego. Potrzebowałam paru godzin i porządnego rozmyślania („Co ja napiszę w tej recenzji?”), zanim dostrzegłam w niej ukryte wartości. Oczywiście „Wszechświat kontra…” nie pozostaje bez wad, widocznych gołym okiem, jednak warto przeczytać, jeśli macie melancholijny nastrój i potrzebujecie jakiegoś filozoficznego pokrzepienia serc.

„W życiu nie ma prawdziwych początków ani końców.”



16 komentarzy:

  1. Uwielbiam tę powieść. Mimo, że smutna to optymistyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, chociaż nie pozostawiła we mnie takiego emocjonalnego śladu, na który do końca miałam nadzieję..

      Usuń
  2. Może i coś w niej jest? Nie słyszałam o niej wcześniej w każdym razie.
    http://drewniany-most.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. COŚ na pewno, ale to rzeczywiście powieść, nad którą trzeba trochę pofilozofować :)

      Usuń
  3. Bardzo podoba mi się okładka tej powieści. Kojarzy mi się z dawną cywilizacją Majów, a skoro matka Alexa jest wróżbiarką, to może jednak ma to ze sobą jakiś związek.
    Najbardziej chciałabym poznać pana Petersona od ziołowych papierosów.

    twierdza-dictum.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja... a ja nawet na to nie zwróciłam uwagi :) Ale widzisz jednak przy wyborze książek również się kieruję jakimiś prywatnymi zainteresowaniami, chyba jak każdy

      Usuń
  4. Przeczytałam pare pierwszych stron i mnie nie zachęciła. Ale po twojej recenzji spróbuję jeszcze raz sie do niej zabrać :) pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No faktycznie po pierwszych stronach nie zachęca, mi też szła opornie, ale jednak warto dać jej szansę :)

      Usuń
  5. Okładka zachęca :) może kiedyś sięgnę po tę powieść, chociaż mam mieszane uczucia :) http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie książka to nie tylko fabuła. To również umiejętność wykreowania bohaterów, warsztat pisarski, błyskotliwość i inteligencja, czy chociażby tematyka (oby nie zmarnowana). Np. "Poczwarka" jest taką książką, której geniusz chyba zupełnie nie opiera się na fabule (której de facto nie ma lub jest znikoma...), a stała się jedna z moich ulubionych książek. Odsyłam do recenzji ;)

      Usuń
  6. Jeśli fabuła nie była zbyt pociągająca, to chyba na razie odpuszczę sobie tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Słyszałam o tej książce i czytałam wiele recenzji, ale jakoś w ogóle nie mam na nią ochotę, więc sobie daruję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to taka książka mocno uniwersalna, dobra dla każdego, więc może warto jednak dać jej szansę :)

      Usuń
  8. Mam wobec tej książki mieszane uczucia,ale to lekkie satyryczne pióro jak to ujęłaś wydaję się być zachęcające:)http://themessofbookie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie taki styl pisania, na który ciężko trafić bo naprawdę oryginalny i ciekawy :)

      Usuń
  9. Ja się rozczarowałam, zwłaszcza tym humorem, który miał sprawić, że będę zalewała się łzami ze śmiechu. Książka fajna, okej, ale trochę przegadana i mimo wszystko dla mnie jednak o niczym.

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)