10 lutego, 2016

#52 We dnie, w nocy

Jeśli znacie mnie i moje książkowe upodobania choć trochę, wiecie, jak bardzo ubóstwiam literaturę kobiecą. Jedną z moich ulubionych autorek w tym zakresie jest właśnie Agata Kołakowska. Za sobą mam już jej „Płótno” oraz „Zaciszny Zakątek” (odsyłam do recenzji), a „We dnie, w nocy” zostało wydane bardzo niedawno. Z tego, co kojarzę to w sierpniu, jako przedostatnia jej książka. A jeśli chcecie być na bieżąco, 4 lutego wyszła najnowsza – „Niewypowiedziane słowa”, także powieści pojawiają się naprawdę w zabójczym tempie, a Kołakowska zdobywa coraz większą popularność.


„We dnie, w nocy” – tytuł może niezbyt wymowny, tak samo jak okładka – bez opisu nic nie wiemy, więc może krótko o co chodzi? Historia Anny i Piotra, na początku zupełnie od siebie niezależne, łączą się we wstrząsający sposób. Całości dopełnia narracja anioła stróża Anny (stąd tytuł i piórka na okładce), czyli nieco obiektywizmu w tym całym emocjonalnym wirze.
I skoro już zaczęłam o okładce, muszę wspomnieć, że wydania powieści Agaty Kołakowskiej zachwycają mnie za każdym razem. Nie widziałam do tej pory chyba jeszcze żadnych polskich książek tak pięknie wydanych. Uwielbiam te pastelowe, rozbielone obwoluty, śliczną czcionkę na grzbiecie i w ogóle wszystko, jednym słowem – cudo. Między innymi dlatego tak chomikuję Kołakowską na półkach.

Wiadomo, nie oceniaj książki po okładce, więc co tak naprawdę mogłabym o niej powiedzieć? Jestem trochę rozczarowana. To znaczy, smutno mi, bo ta powieść nie przypominała mi innych, pełnych kobiecej subtelności i magicznej atmosfery historii autorki, co oczywiście nie znaczy, że była zła. Po prostu inna.
Opowiada o traumatycznym wydarzeniu, co wprowadza niepokój i w ogóle traktuje o sprawach bardziej dojrzałych, trudniejszych. To już nie taka lekka lekturka dla przyjemności. Bliżej jej do pełnej goryczy, smutku historii o niesprawiedliwości i niezrozumieniu świata. Chociaż mimo wszystko czyta się szybko (mi udało się w jeden wolny dzień), to jedna z tych powieści, po których można dostać kaca.

Fakt, że akcja dzieje się niejako na przełomie wieków, dodaje nieco animuszu i w ogóle przyspiesza tok wydarzeń. Bo przez większość książki, fabuła raczej się ciągnie, dryfuje sobie nieśpiesznie między rokiem 1997 a 2013, nie czyni żadnych rewolucyjnych kroków. Ale takie niechronologicznie przedstawienie zdarzeń, przy włączeniu w to dodatkowo narracji z trzech stron sprawia, że na początku nic nie ma sensu. Ja potrzebowałam co najmniej pięćdziesięciu stron, żeby sobie poukładać kto jest kim i kiedy sprawa się dzieje.
Ale mam nadzieję, że i Wy z doświadczenia wiecie, że wprowadzenie takiej wieloosobowej narracji zazwyczaj wychodzi na dobre, bo pomimo początkowej konsternacji czytelnika ma same plusy: napędzanie akcji, większa wiedza o świecie przedstawionym dzięki ukazaniu kilku punktów widzenia, pogłębienie portretów psychologicznych postaci, wprowadzanie nowych wątków i pewnie zapomniałam wypisać jeszcze wielu innych zalet. Piszcie w komentarzach, czy Wy lubicie taki sposób prowadzenia narracji, ja bardzo!

Czasami w książkach stylizowanych na lata 90. zupełnie nie można odczuć klimatu epoki, jednak tutaj wielkie brawa dla autorki – genialnie zarysowała atmosferę czasu. Chociaż z doświadczenia nie wiem, jak to w tym 1997 r. było, to z filmów, opowiadań jednak można się zorientować. Jednak nie chodzi o konkretną datę, ale właśnie ten przełom wieków, a przede wszystkim raczkujący Internet. Rewolucja w globalizmie – można rozmawiać zawsze, wszędzie, z każdym. Bez zobowiązań, bez wstydu, bez konsekwencji. Mamy przed sobą perspektywę tylu nowych znajomości, nieodkrytych miejsc i cudownego wyobcowania z dramatycznego realizmu świata pełnego problemów. Kusząca propozycja, na którą zgodziła się rzesza nastolatków i dorosłych w tamtym czasie (teraz również się to zdarza, choć nie tak często). A skutki bywały… różne, na przykład takie, jak opisane w książce. Historia została oparta na faktach, na prawdziwej Ani i prawdziwym Piotrku, którzy naprawdę spotkali się w najgorszych możliwych okolicznościach.

Chciałabym Was serdecznie zachęcić do przeczytania tej książki, bo warto poznać historię, chociaż tym razem dość brutalną, ale opatrzoną przez kojące pióro autorki. Uczta dla oczu i duszy – śliczne wydanie i niesamowita historia, pełna emocji od radości po rozpacz. Czytelniczko, biegiem do księgarni!

Postanowiłam wprowadzić comiesięczną segregację książek, żeby jakkolwiek je ogarnąć, czytać jakoś rozsądniej… Sama nie wiem, za dużo ich i po prostu muszę je jakoś sprowadzić do pionu. Luty postanowiłam poświęcić na literaturę kobiecą i obyczajówki. Piszcie w komentarzach na co mam zdecydować się w marcu. Waham się miedzy horrorami/ sensacją a New Adult. I oczywiście zgłaszajcie swoje propozycje dobrej literatury. Dziękuję Książkoholicy :)


13 komentarzy:

  1. Ja za to szczególną fanką literatury kobiecej nie jestem, więc też raczej trochę potrwa zanim sięgnę po tę autorkę - ale to trzeba przyznać, okładka faktycznie przykuwa wzrok!
    Za czym mogłabym głosować - horrory i sensacja, rzecz jasna! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za głos :) a co do samej książki to chyba masz rację, literature kobiecą, często sielankową trzeba lubić czy raczej - przywyknąć do niej, zwłaszcza jeśli na co dzień obcuje się z pełnymi emocji i napięcia thrillerami czy kryminałami.

      Usuń
    2. Tylko szkoda, ze ta sielanka często jest tak na siłę sztuczna i wymuszona, że czasem muszę się powstrzymywać, by nie odwiedzić toalety, jak już po takie coś sięgnę ;p
      A że new adult nie lubię - horrory i thillery poproszę.
      drewniany-most.blogspot.com

      Usuń
    3. A to właśnie trzeba wiedzieć gdzie szukać, żeby na chłam nie trafić w literaturze kobiecej. Bo faktycznie pseudopowieści na rynku nie brakuje, a czegoś na wysokim poziomie w tym dziale to jak na lekarstwo nad czym ubolewam. Ale mając godny zaufania bank dobrych pozycji w postaci mojej mamy nie muszę się bać, że trafię na coś złego ;)

      Usuń
  2. Hmm... nie wydaje mi się, żeby to była książka dla mnie, ale kto wie, czy nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kupuję/ wypożyczam/ cokolwiek - tylko po to, aby ją w końcu przeczytać. Tytuł chodzi po mojej głowie, a ja nadal nie mam czasu i okazji, aby go przeczytać.
    Zgadzam się, okładka cudowna!

    Co do twoich planów czytelniczych. Coż! NA uwielbiam! Jednak poleciłabym Ci w marcu skupić się kryminałach, skoro teraz czytasz książki z wątkami miłosnymi, warto trochę od nich odpocząć, bo z własnego przykładu wiem, że co za dużo romansów - to niezdrowo :P

    Wracając do NA; jeśli nie czytałaś "Na krawędzi nigdy", musisz to nadrobić!

    Pozdrawiam,
    Ania z http://pizama-w-koty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli już byś się skusiła na Kołakowską - koniecznie daj znać, będę śledzić ;)
      Dzięki wielkie za głos i rekomendację, którą, mam nadzieję, wykorzystam :)

      Usuń
  4. Ciekawa książka:) chociaż nie czytam takich na co dzień chętnie przeczytałabym tą pozycje :) radziłabym chyba sięgnąć Ci po kryminały:) pozdrawiam cieplutko
    http://wiktoriaczytarazemzwami.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta okładka jest przepiękna i od razu przyciąga mój wzrok. A co do samej książki i jej fabuły - może kiedyś uda mi się ją przeczytać. :)
    Swoją drogą, nie trafiłam do Ciebie wcześniej, ale już to nadrabiam i dodaję się do obserwujących, bo piszesz ciekawie i przyjemnie. Tylko co mogę polecić, to justowanie tekstu - oczy lepiej to znoszą. ^^
    Pozdrawiam,
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com - będzie mi miło, jeśli zajrzysz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miły komentarz i radę. Oczywiście wykorzystam i więcej takich mile widzianych :)
      I zajrzę na pewno

      Usuń
  6. Bardzo zaciekawiła mnie ta historia, szczególnie, że jest ona oparta na faktach. Będę musiała sięgnąć po tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwsze słyszę o tej książce!

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)