30 marca, 2016

[PREMIEROWO] Uwodzicielka _ Stephanie Laurens

Szkocja, wiek XIX – rustykalne klimaty, układy matrymonialne i intryga… nie tylko miłosna. Co kryje się za kartkami drugiej części sagi rodzinnej - „Uwodzicielki”?




To, że książka stanowi kontynuację serii chyba nie ma zbyt wielkiego wpływu na jej odbiór, bo ja swoim zwyczajem zaczęłam od środka i nie uważam, żebym coś straciła.
W powieści na pierwszy plan wysuwają się dwa wątki – kryminalny i romantyczny, a teraz mój pierwszy zarzut dotyczy tego, że praktycznie się ze sobą nie łączą. Thomas przyjeżdża na rodzinną farmę, aby pomóc w przejściu kryzysu, powstałego w tajemniczych okolicznościach. Na siebie składają się problemy z dostawą świeżego ziarna, niewyjaśnione przyczyny nagłych epidemii zatruć w jednej z rodzin, pogarszające się z dnia na dzień samopoczucie ojca klanu oraz tragiczne śmierci sióstr-uzdrowicielek. Wszystko wskazuje na to, że wydarzenia łączą się ze sobą w oczywisty sposób ale… ani Thomas, ani Lucilla, zamroczeni uczuciem muszą spędzić sporo czasu razem, aby dojść do odpowiednich wniosków.

To, jak na przełomie kartek odbierałam powieść to… trochę jak zjeżdżalnia, tyle że nie tak super. Bo z początku byłam zafascynowana właśnie połączeniem romansu XIX-wiecznego, osadzonego w klimatycznej wsi, z kryminalną zagadką. Dodatkowo postać głównej bohaterki zdobyła moje serce w całości. A potem zaczęłam dostrzegać… te wszystkie nierówności. Bardzo stroma zjeżdżalnia. Przede wsyztskim język autorki – brak podstawowej umiejętności budowania logicznych zdań i słownictwo absolutnie niefortunne. Niedobrze.
Poza tym, Laurens niestety nie zabrała się za pisanie poważnie, co zdecydowanie rzuca się w oczy. Niekonsekwencja w prowadzeniu fabuły chociażby – autorka wkracza w  jeden wątek, ciągnie go przez kilka rozdziałów, aby zupełnie bez zapowiedzi, z zaskoczenia i natychmiastowo przeskoczyć do innego. Nie pozwala historii biec własnym torem, tak powolutku, samoistnie, toczyć się beztrosko… Trzyma ją sztywno w cuglach szablonów, co sprowadza współczynnik magii do parteru do piwnicy.

Ale Lucilla – perełka w powieści. Mimo że uciśniona przez XIX-wieczne kanony, to jednak silna, pełna wewnętrznej mocy i dominująca postać. Jej inicjatywa i świat po jej stronie – genialne, tym bardziej, że do końca pozostała nie tyle co uległą, ale jednak ugodową i empatyczną KOBIETĄ. Trochę feminizmu, ale tak dosłownie szczypta, odrobinka, pomogła mi odczarować złe widmo całokształtu.

I co ja mam powiedzieć o tej pozycji… Męczyłam się niemiłosiernie, próbując przejść przez pozostałe rozdziały, a końcówkę doczytałam już tylko dla formalności, bo od drugiego rozdziału wiedziałam już wszystko. Szkoda, szkoda bardzo, bo zamysł był świetny – dwa ciekawe wątki, z możliwością ich zsynchronizowania i postać bohaterki, przełamującej schematy. Nie do końca wykorzystane i zdominowane przez okropny styl Laurens.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Harper Collins



9 komentarzy:

  1. Szkoda, że książka nie przypadła ci do gustu. Zapewne nie przeczytam, ponieważ szkoda mi czasu na męczące powieści. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Saga rodzinna? Słysząc to określenie, po ciele przechodzą mnie ciarki. Jak widać autorka gubi się we własnej pracy, więc to drugi powód, aby nie tracić czasu na jej teksy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei sagi rodzinne uwielbiam, więc zawiodłam się tym bardziej :(

      Usuń
    2. Może gdybym znalazła jakąś naprawdę ciekawą historię, która mogłaby przeciągnąć się na wiele tomów - wtedy tak, ale aktualnie brak czasu na niedopracowane powieści.

      Usuń
  3. Oj, nie skuszę się. Jedna dobra postać będąca jednocześnie jedynym plusem powieści, to dla mnie stanowczo za mało. http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Zamysł i klimat wydają się bardzo ciekawe, szkoda zatem tak zmarnowanego potencjału. Raczej nie sięgnę po nią w najbliższym czasie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Będę omijać tę książkę szerokim łukiem! Pozdrawiam <3

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że nie skusiłam się na tę pozycję, bo książka, którą ja wybrałam ma beznadziejny tytuł, ale wnętrze bardzo interesujące :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A można wiedzieć, jaką to pozycję wybrałaś na ten miesiąc? :) Ja mam w planach jeszcze "Całkiem zabawną historię" i już nie mogę się doczekać... muszę tylko skończyć "Lalkę"!

      Usuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)