15 kwietnia, 2016

Księga Jesiennych Demonów _ Jarosław Grzędowicz

„Opowiem ci o Plemieniu Przypadku. O Jesiennych Demonach. Tych, które kryją się za telefonem o drugiej w nocy, za zawirowaniami rzeczywistości.lemieniu Przypadku. O Jesiennych Demonach. Tych, które kryją się za telefonem o drugiej w nocy, za zawirowaniami r Uwalniam od nich takich jak ty. Potem kładę na półce trofeum i wchłaniam kolejnego demona. Jestem łowcą i księgą.
Posłuchaj Księgi Jesiennych Demonów.”



Głupio tak trochę – wybrać książkę bo okładka, a nie wiedzieć nawet czym jest.

Może nie do końca, bo kiedyś czytałam super recenzję na jej temat, także przykuła moją uwagę podwójnie, co nie zmienia faktu, że zabierałam się za nią zupełnie nieświadomie i bez przygotowania.

Trzymasz w rękach cały świat. Dostajesz przepustkę do władzy i spełnienia wszystkich pragnień – skorzystasz, to wiadomo. Najprawdopodobniej skorzystasz w jak najlepszych intencjach, ale… nie jesteś Bogiem. Wybacz, człowieku nie-rozumny, Twoja logika i ponoć ponadprzeciętna inteligencja zawodzi kiedy… stoi przed Tobą szereg możliwości, które aż proszą się o wykorzystanie. A Ty je nadużyjesz, bo taka Twoja natura.

„Ech, ludzie. Gdyby było w was tyle siły, ile mieści się cierpienia, to bylibyście równi bogom.”

Pierwsze (szczególnie dwa) opowiadania zrobiły na mnie bardzo mocne wrażenie, a potem… Jakoś to opadło. Mój początkowy zachwyt przerodził się w zwykłe znużenie, ponieważ lejtmotyw, właściwie całkiem oryginalny i pomysłowy, przewijający się przez pierwsze dwie czy trzy historie  naprawdę zachwyca, ale za czwartym i piątym razem to była już czysta formalność.
Zero przyjemności z odkrywania kolejnych przygód, a to ze względu na bardzo przewidywalny wzorzec i powtarzającą się grzeczną formułkę, obudowaną jedynie w innych bohaterów (lepszych i gorszych), czasem inne wątki (lepsze i gorsze).

Trzecie i czwarte opowiadania mnie zabiły totalnie. No wkurzyłam się, bo już chciałam być „Oooo, mówią, że Grzędowicz to taki dobry, a ja się nudzę”  ale nie mogłam… Nie mogłam, bo, kurczę, Grzędowicz jednak jest cholernie dobry! Nawiązania do „Makbeta”, króla Pigmaliona, mitologii rzymskiej i wielu innych szlagierów tak bardzo dobrze wpasowuje się w całość, tak bardzo dobrze dopełnia tej powtarzalnej, symetrycznej konstrukcji… Ale te znaki… one są tak subtelne, naprawdę delikatne i bardzo inteligentne, przewijające się przez całe opowiadanie jakby ukradkiem i to mnie ujęło. Bardzo.

Moją niechęć i ogólny brak zainteresowania akcją zrzucam raczej na karb zmęczenia, przesilenia wiosennego itp. niż na faktyczną monotonność książki. Poza tym większość z Was wie, że ja jednak nie należę do wielkich fanek fantastyki, więc tym ciężej było mi się we wszystko wkręcić.



Mam wrażenie, że „Księga jesiennych demonów” totalnie rozwala system i dla mnie ma tyle dobrych cech ile złych, chociaż w ogólnym rozrachunku prezentuje naprawdę wysoki poziom. Upadam jako Książkoholik, już mi się miesza w głowie i właściwie to streszczam recenzję do: przeczytajcie to błagam i powiedzcie mi CO MAM MYŚLEĆ. 

PS Do końca dziś macie jeszcze chwilę, żeby wziąć udział w konkursie (baner z boku, znajdziecie na pewno po prawej) - serdecznie zapraszam, bo przygotowuję losy :)

7 komentarzy:

  1. Ja tak bardzo chce coś od Grzędowicza, ale kolejka i portfel mi na to nie pozwala :C A kocham i uwielbiam, mimo, że znam tylko jego PLO.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak właściwe chciałam przeczytać PLO, ale po tej książce sama nie wiem, czy wyszłoby mi to na dobre...

      Usuń
  2. Ja się chyba mimo wszystko nie skuszę. To raczej nie mój klimat.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Co prawda za fantastyką nie przepadam, ale mieszane uczucia co do Księgi Jesiennych Demonów, które dominują w Twojej recenzji chyba zmuszą mnie do sięgnięcia po lekturę. Ostatnimi czasy dostałam pstryczka w nos i w końcu utwierdziłam się w przekonaniu, że ocenianie książki po okładce nie ma najmniejszego sensu.
    Zapraszam serdecznie do siebie, dopiero zaczynam swoją przygodę z blogiem. Już jakiś czas odwiedzam Twojego bloga, więc pozwoliłam sobie go dodać do Ulubionych.
    Pozdrawiam serdecznie.
    strefawyobrazni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję bardzo mi miło :) Ja za fantastyką również nie przepadam, aczkolwiek ostatnio dość często na nią wpadam, może to jakieś specjalne zrządzenie losu ahahha

      Usuń
  4. Nie miałam okazji czytać tej książki, czytałam tylko "Wypychacza zwierząt" Grzędowicza i bardzo przypadł mi do gustu. Naprawdę niebanalne opowiadania :)

    http://nieuleczalna-bibliofilka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Przygodę z Grzędowiczem chciałam zacząć właśnie od "Księgi Jesiennych Demonów", jednak niedawno udało mi się po promocyjnej cenie zakupić "Pana Lodowego Ogrodu", więc pewnie najpierw przeczytam jego ;) A szkoda, bo osobiście (jeśli chodzi o polskich twórców) to wolę raczej opowiadania niż powieści.

    Pozdrawiam
    Arancione z bloga KsiążkoholizmPostępujący ;*

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)