18 maja, 2016

Windows on the World _ Frederic Beigbeder

Beigbeder (czyt: BEGBEDE) ... [5 minut później] kurczę, nie wiem nawet jak zacząć. 

No tak, w skrócie opisałabym tą książkę właśnie w ten sposób: BEIGBEDER BEIGBEDER BEIGBEDER. Bardzo specyficzny człowiek i jeśli ktoś zna np. Bukowskiego to mniej więcej wie, czego może się spodziewać. Może tylko w bardziej wyrafinowanej i ugrzecznionej wersji.


Windows on the world to 1. nazwa restauracji na jednym z najwyższych pięter WTC 2. tytuł genialnej książki, godnej Pulitzera, która stanowi zapis śmierci klientów restauracji 11.09.2001. 
I wiem, że teraz nikt nie widzi w tym nic ciekawego, ALE to nie reportaż, to nie książka akcji, ani w ogóle żadna fabularna, to... to jest do bólu realistyczna satyra na cały współczesny konsumpcjonizm i fałszywą skromność narcystycznych egoistów, którzy są wszędzie. MÓJ MOJE MOJA. WIĘCEJ. SZYBCIEJ. DROŻEJ. DALEJ. WYŻEJ. MOCNIEJ. 

I wiem czemu "Windows on the World" nie dostały Pulitzera (nie zgódźcie się ze mną, jeśli to Wam nie odpowiada). Amerykanie mają totalnego świra w dwóch sprawach: nie znoszą jeśli ktoś wypomina im narcyzm jako cechę narodową (raczej dlatego, że są jej w pełni świadomi) i nie znoszą, jeśli ktoś kpi sobie z zamachu na WTC. Beigbeder, francusko-amerykański pisarz, złamał te dwie zasady już w pierwszym rozdziale. 

Jawnie wyśmiewa idiotyzm konsumpcjonistów, nie pozostawia suchej nitki na specjalistach od marketingu i rekinach biznesu oraz szydzi z wszystkich łatwowierców, którzy z kupowania stworzyli nową religię. Na swoją ofiarę szczególnie upodobał sobie Amerykanów, chociaż nie szczędzi też zazdrosnym Europejczykom, którzy coraz bardziej upodabniają się do jednolitej masy populistów i konformistów. 
I tak odkrywając bezczelnie wady współczesności i utopijnych wizji gospodarki, Beigbeder podpadł krytykom amerykańskim po raz pierwszy. 

Zamach na WTC wypadł w wersji Beigbedera o tyle niezręcznie, że o religii czy współczesnej wojnie religijnej jako takiej nie było nawet za bardzo mowy. Jednak autor wyraził się jasno, zapisując swoją myśl między wierszami i tak czy siak do tej religii nawiązując. WTC = wieża Babel. Punkt w punkt wszystko się zgadza, nie tylko na potrzeby fikcji literackiej. Bo fikcji literackiej nie ma tu prawie w ogóle, nawet bohaterowie zostali stworzeni na zasadzie zlepku różnych osobowości bliskich autorowi. I jak wspomniałam - realizm, bardzo dużo realizmu. 
I tak gdybając nad podobieństwami i analogiami religijnymi, niejako ośmieszając zarówno chrześcijan jak i muzułmanów, Beigbeder podpadł krytykom amerykańskim po raz drugi.

Autor nic sobie nie robi z powagi sytuacji. Dokładniej, próbuje nadrabiać czarnym humorem w tragicznej chwili i udaje mu się to bardzo dobrze, bo ja co stronę MUSIAŁAM się uśmiechnąć. Z początku jeszcze miałam w sobie to: "nie no, Paulina, weź się ogarnij, tam zginęło prawie 3 tys. osób", ale potem uznałam, że TRUDNO. I tak nikt się nie dowie (oprócz Was). A jeszcze potem zgodziłam się z autorem, że można się śmiać nawet na pogrzebie, bo czemu nie. 
I tak, ośmieszając i spychając do rangi (pierwszorzędnej co prawda) komedii zamach na WTC, Beigbeder podpadł krytykom amerykańskim po raz trzeci.

A ja go pokochałam za Prawdę. Taką najprawdziwszą prawdę, bo na pewno nie wybiórczą - jak krytykuje to wszystkich. I Francuzów też. I siebie też. 

I teraz, chociaż zwykle tego nie robię, bo nie widzę w tym żadnego sensu, to nie mogę pozostawić okładki bez chociaż słowa wyjaśnienia. 
Sztuka abstrakcji geometrycznej powstała jako bunt przeciwko utopijnym ideom, takim jak np.
kapitalizm, socjalizm, komunizm i te wszystkie kwadraty, w których nie wiadomo o co chodzi to próba zobrazowania tego, jak funkcjonowały ówczesne gospodarki. Wszyscy równi, każdy ma tyle samo, każdemu się należy, różnice majątkowe mają całkowicie zniknąć. Część obrazów jest idealnie symetryczna, i wszystkie linie oraz kształty harmonizują ze sobą, jednak w większość można zauważyć spore odstępstwa od tej właśnie symetryczności. Tak jak na okładce (szukałam tego obrazu, nie udało mi się, więc jeśli ktokolwiek słysz ktokolwiek wie, niech da znać) czerwony kwadrat wygląda, jakby przeciążył jedną z belek i złamał ją - teraz spada i niszczy niższą część konstrukcji. I autorzy takich obrazów właśnie bardzo sugestywnie próbują nam przekazać: LUDZIE, TA GOSPODARKA NIE WYTRZYMA. (Mieli, rację, nie wytrzymała).
Oczywiście nie zawsze tak jest, czasem taki spadający kwadrat może oznaczać coś zupełnie innego, ale tutaj aż się prosi o taką interpretację. Poza tym może to być również alegoria spadającej wieży. Czerwony kolor jak najbardziej na miejscu. 

To jest tak naprawdę książka, którą powinno się przeczytać, bo mimo bardzo osobistego charakteru, jest bardzo uniwersalna. Opowiada o jednym zdarzeniu, jej akcja mieści się w 1h i 59 min, a zawiera w sobie hiperrealistyczną (jak to sam autor określił) i niesamowicie dokładną, chociaż bolesną panoramę konsumpcyjnego społeczeństwa. Być może  na pewno stronniczą, ale cholernie wymowną. Czytajcie. 


10 komentarzy:

  1. Widzę, że autora zaszalał i postanowił nieco podenerwować Amerykanów :) Zainteresowałaś mnie tą pozycją, myślę, że taka satyra mogłaby mi się naprawdę spodobać :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze zaintrygowałaś mnie tą pozycją, bo nigdy też wcześniej o niej nie słyszałam. Mam więc nadzieję, że uda mi się jakoś kiedyś na nią trafić :) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam wcześniej o tej książce.Sama nie wiem,czy chciałabym ją przeczytać.W sumie zachęciłaś mnie,ale mam wielką kolejkę książek i ta jak na razie nie interesuje mnie tak bardzo jak inne. :)
    Pozdrawiam cieplutko!
    http://olalive-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko, matko, to coś dla mnie! Choć z drugiej strony, sama nie wiem, czy chciałabym tę książkę przeczytać - tego typu lektury strasznie rzutują na psychikę i później ciężko się wydostać spod ich ciężaru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, ja nadal jeszcze trochę leczę kaca. I chociaż nie zgadzam się z większością poglądów autora (są mega skrajne), to zostawia taki ślad...

      Usuń
  5. Brzmi genialne, nigdy wcześniej nie słyszałam o tym autorze,ale z twojej recenzji wnioskuję iż jest to ksiązka idealna dla mnie. Czytanie tego sprawiło mi wielką przyjemność więc zostaję tu na dłużej i na pewno będę często zaglądać.
    Pozdrawiam serdecznie ;)
    http://themessofbookie.blogspot.com/
    http://themessofbookie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję, bardzo mi miło :)

      Książkę szczerze szczerze polecam, zwłaszcza jeśli czujesz, że się wpsiuje w Twój gust.

      Usuń
  6. Wydaje się naprawdę ciekawą pozycją...
    Mam nadzieję, że to będzie coś dla mnie!
    Przepraszam za długą nieobecność! Już powracam i nadrabiam zaległości.
    Pozdrawiam i zapraszam na konkurs oraz przedpremierową recenzję,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo że doskonale znam Beigbedera z krótszych tekstów i wypowiedzi, nie czytałam jeszcze żadnej jego książki. Niestety opinia typowego przedstawiciela bourgeois-bohème jaką ma we Francji do tej pory skutecznie mnie odstraszała. Książka, o której piszesz jakoś mi umknęła, więcej słyszałam o tej najnowszej, i oczywiście o pierwszych, które zrobiły furorę. Udało Ci się jednak mnie nią zainteresować. Mam małe pytanie: dlaczego piszesz, że Beigbeder jest francusko-amerykańskim pisarzem? Z tego, co wiem jest stuprocentowym Francuzem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest stuprocentowym francuzem, ale z tego co wyczytałam jest również związany z Ameryką, przede wszystkim literacko. Jego pozycja (mówię konkretnie o tej, dlateo że o innych tylko słyszałam, nie czytałam) to nie typowa literatura francuska, zdecydowanie bardziej przypomina mi niezależne nowele amerykańskie. Zanim to napisałam pozwoliłam sobie sprawdzić, czy aby na pewno się nie mylę - na angielskiej stronie Wiki faktycznie są podane wpływy amerykańskie na dzieła Beigbedera.

      Usuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)