21 maja, 2016

Zapomnij patrząc na słońce _ Katarzyna Mlek

Mam kaca w stadium zaawansowanym. Po takiej książce brak słów słów brak nie wiem co powiedzieć nie wiem? Fe no me nal na.

"Zapomnij patrząc na słońce" to książka BARDZO psychologiczna. Wyobraź sobie, że:
masz sny, a w tych snach kruka
kruk jest imaginacją a sny są koszmarami
koszmary są prorocze a Ty masz wiedzę, aby im zapobiec
Sen przenika w życie, do rzeczywistości wdzierają się symbole. 
Nosisz sobie zbyt duże poczucie odpowiedzialności, aby żyć ze spokojnym sumieniem...

Hanka, główna bohaterka jest mała i znajduje się w takiej sytuacji właśnie. Jej matka jest alkoholiczką, buntowniczką wobec losu, wyznawczynią filozofii biernego oporu, która jak widać niewiele jej przynosi - nie potrafi utrzymać kontroli nad sobą i nałogiem, a już na pewno nie nad niechcianą córką. Ojciec z kolei stanowi wentyl bezpieczeństwa, klosz ochronny i przyjmuje postawę powiernika w mikrokosmosie rodziny. A zaczynam od opisania rodziców, bo to oni stanowią punkt strategiczny tej książki. O Hance wiemy niewiele, w gruncie rzeczy tyle co nic, do tego stopnia, że momentami można zacząć wątpić w jej fatyczne istnienie. A ta jej obecność-nieobecność podsyca wszechobecny nastrój tajemniczości i, przede wszystkim, zaciera granicę pomiędzy światem rzeczywistym a urojonym. 
Poza tym Hankę poznajemy jako dziecko - zdominowane tak czy siak przez rodziców, jeszcze nie autonomiczne i zupełnie zależne od ich woli. To oni kierują Hankę na lepsze/gorsze drogi i w taki sposób odbywa się kreacja głównej postaci - przyznać trzeba, że pomysł co najmniej wspaniały. 

Słów wprost autorka raczej nie nadużywa. Niedopowiedzenia, tajemnice, ale nie tak jakby chciała czytelnika oszukać, omamić, czy trzymać w sztucznym napięciu (Dan Brown ma do tego okropną tendencję na przykład, a czasami da się wychwycić tą manierę też u Thomasa Harrisa od "Milczenia owiec"). Katarzyna Mlek, wręcz przeciwnie, zostawia czytelnika w kontemplacyjnej samotności, właściwie to tak, jakby jej w ogóle nie było - autorka jako mediator, opowiada historię, niesie ze sobą garść jakichś wydarzeń, składa je chronologicznie i daje Tobie. A potem ucieka, bo reszta należy do Ciebie - zabawa w "zgadnij, kto to" przybiera tu mroczny charakter, nieraz wręcz przerażający, kiedy próbujesz poukładać sobie w głowie CO SIĘ WŁAŚNIE DZIEJE.

Najlepsze jest to, że możesz układać wszystko ze wszystkim, mieszać na wiele sposobów i próbować dociec prawdy, a i tak jej nie znajdziesz. Prawdy nie ma. "Zapomnij patrząc na słońce" to genialny przykład genialnej literatury relatywistycznej. Lubię ją, bo jest dość paradoksalna - nie przedstawia żadnej złotej i jedynej słusznej myśli, a jednak jest bliżej obiektywizmu, niż każdy inny gatunek. W ogóle nienawidzę tendencyjności, tego że każdy z nas ma pewnego rodzaju opór przed przyjęciem czyjejś opinii oraz przeświadczenie o własnej słuszności. Zbyt trudno jest zrozumieć, że ktoś ma rację tak samo jak i my.

Wracając do książki (wybaczcie to, że mi się zbiera czasem na filozofowanie, ale przechodzę chyba kryzys wchodzenia w dorosłość). Odebrało mi mowę, może tylko kręcę i plączę się gdzieś przy temacie bo zwyczajnie nie wiem co powiedzieć. Autorka bawi się symbolami wkraczając w mistycyzm snów, zapewniając jednocześnie potężną dawkę naturalizmu. Mam wrażenie, że ta książka została napisana dla mnie, bo to chyba moje ulubione połączenie. Kiedyś wydawało się paradoksalne - naturalistyczny symbolizm brzmiał jak oksymoron. Ale na tym własnie bazuje irracjonalizm powieści. Cała jej tajemnica.

Po skończeniu powieści czuję coś jakby "Proszę, powiedz mi że to nie prawda. Zmień to zmień to zmień to. NIE MOGŁAŚ!" Gorycz ostatniego rozdziały zburzyła mnie całkowicie - patrzę na te litery i staram się jakoś inaczej je poukładać, bo może po prostu źle przeczytałam, ale jednak nie - Mlek bez żadnych skrupułów wywaliła cały ten, i tak już poszargany świat, z wielkim hukiem, nie pozostawiając nadziei. Jedyne na co sobie pozwoliła to postawienie tysiąca pytań. Na ich czele: dlaczego. I tak Was też chyba zostawię, bo po 3 dniach od przeczytania "Zapomnij patrząc na słońce" nadal nie mogę się ogarnąć, także wybaczcie.




14 komentarzy:

  1. Bardzo mnie zaciekawiłaś.Lubię takie klimaty i może wkrótce przeczytam. :)
    Pozdrawiam cieplutko!
    http://olalive-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka wydaje się być naprawdę warta uwagi. I choć nie jest to łatwa historia, to myślę, że na pewno po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z racji tego, że byłam w liceum na profilu psychologiczno-pedagogicznym, książka ogromnie mnie zainteresowała :)
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie est takie świetne liceum i dlaczego nigdy o nim nie słyszałam?!

      Usuń
  4. Okładka jest przerażająca;D Ale jeżeli ta powieść tak bardzo wbija w fotel to muszę się w nią zaopatrzyć;D
    Przewodnik Czytelniczy

    OdpowiedzUsuń
  5. Teraz to mnie zaintrygowałaś! Nie słyszałam nigdy o tej książce, ale czytając Twoją recenzję, czułam się jakbym miała przed oczami przedsmak tego, co w niej znajdę. Naprawdę świetna recenzja!! Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła zapoznać się z tą książką, skoro wywołuje ona takie emocje...
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) I jeszcze raz zachęcam do czytania!

      Usuń
  6. To bardzo psychodeliczna książka, ale warto ją przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie myślałam, że choćby spojrzę na książkę z tego gatunku, a ty mnie tak zaintrygowałaś, że po prostu muszę ją przeczytać. Już poszłabym do biblioteki, ale w niedziele jest nieczynne :( (dlaczego?!), więc dopiero jutro tam pobiegnę i oby była na stanie :D
    Pozdrawiam,
    Jessie
    https://lifting-pages.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, też ubolewam nad tym, ze biblioteki są nieczynne w niedziele :(( Ale ostrzegam: może nie być na stanie, bo u mnie sprawdzałam i niestety brak.

      Usuń
  8. Chociaż nie mam wielkiego doświadczenia z książkami psychologicznymi to tę bym przeczytała. Motyw snów wydaje się być ciekawy. Mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać :) A okładka? Zachwyca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą okładką jest tak, że z daleka czy tam w pomniejszeniu faktycznie wygląda dość ładnie, ale z bliska trochę jak nisz

      Usuń
  9. Zaciekawiłaś mnie tą kontemplacyjną samotnością, jaką autorka zostawia odbiorcy. Z chęcią przeczytam i sama sprawdzę :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Napisałaś świetną recenzję, która mnie zaciekawiła i jednocześnie nie odsłoniła zbyt wiele faktów, a to sprawia, że jeszcze bardziej mam ochotę przeczytać tę książkę :D Tylko czasu brak, nie wiem, kiedy mogłabym po nią sięgnąć.

    Pozdrawiam serdecznie, bookworm z http://ksiazkowoholizm.blogspot.com/ :>

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)