17 czerwca, 2016

Cyrk nocy _ Erin Morgenstern \\+soundtrack\\

Cyrk pojawia się znikąd. 

Nocne występy iluzjonistów oraz wybitnych osobliwości, zakryte skrzętnie czarno-białym materiałem namiotów, okraszone nikłym blaskiem srebrnych świateł, a wszystko jakby zamglone, niewyraźne i ulotne. Mistycyzmu i niepowtarzalnej aury niesamowitości Le Cirque des Rêves  nie zdołam opisać nawet w tysiącu słów. Ja tylko pozwolę Wam śnić o tym, jak wyglądałby świat przepełniony magią, pięknem i tajemnicą. Erin Morgenstern pozwoli Wam wejść do niego naprawdę.


Grzechem byłoby ominąć takie dopasowanie - soundtrack zawiera muzykę TYLKO z filmów Burtona (a ten pan pojawi się jeszcze później w tym poście i jeszcze później na blogu z okazji nowej Alicji w kinach). Odzwierciedla niemalże idealnie charakter książki. Nie, jednak nie, ani słowa, ani muzyka, ani jedno i drugie razem nie oddadzą jej piękna.



W samym sercu Cyrku toczy się gra, której zasad nie znają nawet dwaj przeciwnicy. Celia i Marco poznają się w wyniku (?) i siła (?) przyciąga ich do siebie. Przeznaczeni sobie wrogowie, odwieczni przeciwnicy, do bólu uzależnieni od siebie nie mogą żyć osobno. Rozgrywka, w którą zostali wciągnięci rysuje na ich życiorysach niby-śmieszne linie myląc nienawiść z miłością i na odwrót. Zamazuje detale i skreśla słowa w definicji, wskutek czego kochankowie stają się wrogami. Albo na odwrót. 

W powieści pozornie "nie z tego świata" został poruszony bardzo, wydaje mi się, codzienny, chociaż wcale nie przyziemny temat - kwestia przeznaczenia. Na ile nasze losy są zdeterminowane przez siłę wyższą i czynniki zewnętrzne, a na ile to my nimi kierujemy - jak się pewnie domyślacie, odpowiedzi w książce nie znajdziecie. Znajdziecie natomiast porządną dawkę przemyśleń, wplecioną w fenomenalnie skonstruowaną fabułę. Nie spotkałam do tej pory tak innowacyjnej formy przedstawienia tematu predestynacji w żadnej książce, filmie, piosence, w szkole i na religii również nie, a cała jej genialność polega na tym, że czytelnik dostaje jedynie podstawę i bodziec, który uruchamia u niego tryb rozkmin filozoficznych. 

Co na pewno dziwi każdego czytelnika, który zaczyna "Cyrk Nocy" to fakt, że fabuła wydaje się być porozrzucana po całej książce i zupełnie nieuporządkowana. Faktycznie, z pierwszych kilkudziesięciu stron nie wyłania się nic oprócz wielkiego chaosu i niezwiązanych ze sobą, niechronologicznych wydarzeń. I tu zaznaczam, żeby koniecznie czytać daty i miejsca zapisane przed każdym rozdziałem, bo to znacznie ułatwi czytanie. Znając siebie, gdyby mnie nie ostrzeżono, sama bym je omijała, a potem nie wiedziałabym gdzie co i po co i jakim cudem itd. itp.
Ten wielki bałagan po pewnym czasie zaczyna tworzyć spójną, coraz wyraźniejszą całość. Mgła się rozrzedza i pozwala czytelnikowi osiągnąć szerszy punkt widzenia. Kontury wydarzeń są coraz ostrzejsze i w miarę biegu akcji rozpoznaje się wciąż rozwijające się zależności między nimi. Aby skonstruować takie dzieło literackie, talent trzeba mieć. Morgenstern dała się poznać jako pisarka analityczna, dokładnie określająca swoje cele, ale przede wszystkim niesamowicie kreatywna. Za stworzenie takiej fabuły, która z początku wydawała się być jednym wielkim nonsensem, a ewoluowała do w pełni wykształconej historii, należą się wielkie brawa.

Super plot to nie wszystko, wiemy nie od dziś. Ja np. mam takie zboczenie, że jeśli książka zapada mi w pamięć to raczej dzięki niepowtarzalnemu klimatowi, który towarzyszył mi podczas czytania albo przez bohaterów, którzy w jakiś sposób wyróżniali się na tle utartych modeli literackich. Często, nawet przy kryminałach, zupełnie zapominam jak się powieść skończyła (nieraz nawet po kilku dniach).I zmierzam do tego, żeby Wam uświadomić, że autorka wygrała wszystko i nie oszczędziła swojego pióra nawet na najdrobniejszy szczegół.
Klimat - niepowtarzalny, zupełnie unikatowy i nie do podrobienia. Chociaż chociaż... Czytając "Cyrk Nocy" nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że przypomina mi to filmy Tima Burtona (który to raz się do niego przy książkach odwołuję...) przelane na papier. Porównanie bardzo pomocne do zwizualizowania zawiłego świata pełnego niesamowitości, aczkolwiek też niepełne, ponieważ w Le Cirque des Rêves jedną z najbardziej charakterystycznych, ale też dla mnie najpiękniejszych rzeczy jest monotematyczna kolorystyka współgrających ze sobą elementów cyrku. Czarno-biało-czerwona rzeczywistość to symbol, znak rozpoznawalny niezwykłej organizacji. Nawet najwięksi jej fani, rêveurs, czują się zobowiązani przychodzić na każdy występ w barwach odpowiadających klimatowi miejsca. Taki dress-code obowiązujący nie tylko iluzjonistów, wróżbitów i akrobatów, ale również ich miejsce "pracy", pozostałych pracowników oraz wiernych gości. Poza naprawdę cudownym oddziaływaniem na zmysł wzroku przez kolory, grę świateł i cieni, kontrastowość i nieostrość, autorka opanowuje nasze mózgi, manipulując z chirurgicznym wyczuciem również węchem, słuchem, dotykiem i smakiem. Czapki z głów, nie czytałam jeszcze w swoim życiu ani jednej powieści, która wywierałaby aż tak intensywne sensualne wrażenie. Ja nawet próbować nie będę Wam opisywać tego, co znajduje się w środku, nie czuję się na siłach aby dokonać świętokradztwa.


Zapomniałam wspomnieć, że akcja dzieje się na przełomie wieków XIX i XX, a wiem, że niektórzy są miłośnikami, także może Was to zainteresuje :). Nie jest to bez znaczenia, chociaż wagę tego faktu odkrywa się dopiero na sam koniec, jako piękne domknięcie całości.

Czytajcie koniecznie. Ostrzegam, że nie jest to książka "lekka", ale też nie "ciężka" - widzicie, że naprawdę trudno ją w jakikolwiek sposób sklasyfikować. Ja czytałam ją na dwa razy i chyba zrobiłam dobrze, bo mniej więcej po połowie czułam, że w "Cyrku Nocy" robi się duszno, a doznania zmysłowe zaczynają po prostu drażnić, robią się po dłuższym czasie mdłe. W momencie kiedy poczujecie zmęczenie atmosferą, wystarczy wyjść na chwilę, zaczerpnąć świeżego powietrza, może w towarzystwie jakiejś zakochanej pary z romansu albo (jak ja) seryjnego mordercy z kryminału, a gwarantuję Wam, ze po powrocie do lektury nie będziecie mogli się oprzeć sentymentowi i znów oddacie całe serce Celii i Marco.


2 komentarze:

  1. Niesamowicie o niej opowiedziałaś! Aż wstyd się przyznać, że omijałam tę książkę szerokim łukiem. Mogę się jedynie tłumaczyć, że aż tak bardzo nie interesuję się tego typu literaturą, ale to bzdura, trzeba być otwartym na inne gatunki, więc spróbuję chociaż poszukać jej w bibliotece, by móc zasmakować jej treści. W końcu mam całe dwa miesiące wakacji na poszukiwania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej jak najwcześniej je zacząć!!

      Usuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)