28 czerwca, 2016

Pod podłogą _ Michał Pstrucha

Są takie książki, które czytasz i wiesz, że nie. "Pod podłogą" - thriller psychologiczny (mój ukochany gatunek), który na dobrą sprawę zahacza delikatnie o cechy kryminału to debiut polskiego autora. Na co już wiele osób się pewnie buntuje i mówi: "nie, nie będę czytać, ja to tylko amerykańskie blbalblaba". Ale poczekajcie.

Ciężko mi zacząć mówić coś o tej książce, bo mam wrażenie, że jedno słowo za dużo i Wam wszystko zaspoileruję, chociaż czy to by była wielka zbrodnia, skoro większość z Was, która by się zabrała za powieść i tak odgadłaby rozwiązanie całej sprawy już po 30 stronach? Mi się tak udało i wcale nie jestem z tego zadowolona, bo to oznacza jedynie tyle, że Michał Pstrucha nie zaplanował dobrze konstrukcji powieści i zdradził się na samym początku. I co biedny czytelnik ma robić przez kolejne 437 stron? Fajna zabawa jest, jeśli ktoś jednak nie zgadnie, wtedy faktycznie mamy i aurę tajemniczości, i mroczny klimacik podsycany uczuciem niepewności. 
Tym bardziej, że cała rzecz dzieje się wokół domu, może nie dosłownie, ale to właśnie dom jest tu głównym przedmiotem zainteresowania i dziwne rzeczy, które się w nim dzieją, bez wiedzy lokatora mocno niepokoją. Spokój Domowego Ogniska wciąż istnieje i ma się dobrze, bo Tajemniczy Ktoś wciąż go podtrzymuje, ale jednocześnie - sam ten Spokój burzy.

Skoro autor zaznajomił się już z działem creative writing  "jak popełnić samobójstwo literackie w 20 minut", przeskoczę od razu do końcówki i powiem Wam, że też nie spodziewajcie się rewelacji. Ostatnie strony to okropny bałagan, nieuporządkowany zlepek rzeczywistości ze snami z którego wyłania się po prostu niezręczny koniec-klapa. Czekasz na ostateczne rozwiązanie akcji przez 10, 20, 90, 150 stron a tu nic i nic i nic; jakby Pstrucha co chwilę rozmyślał się, wracał po coś do domu i z powrotem przypominał sobie o akcji, a potem jednak znów się rozmyślał... PRZESTAŃ. Pod sam finał byłam już tak zirytowana, że miałam dość i błagałam o koniec. 

Kochani, którzy czytacie moje posty regularnie, wiecie, że ubóstwiam wszelkie niedopowiedzenia, niedokończenia, przemilczenia, wielokropki itp. To wyłącznie kwestia gustu, bo znam też ludzi, którym z kolei odpowiada "dramatyczny" sposób budowania wypowiedzi i narracji - krótkie, urywane zdania, sporo równoważników, nawet takich jednowyrazowych. Ale mnie to okropnie denerwuje i wcale nie pomaga wczuć się w akcję, poczuć "dreszczyku emocji"... no po prostu nie trafia do mnie. Plus taki, że raczej nie trzeba się obawiać, iż za następną stroną kryją się jakieś niechciane, ckliwe wywody i ach-jak-wzruszające wyznania - wszystko utrzymane właśnie w stylu bezdusznego obdarcia z melancholii. 

W takim razie można napisać bez zastanowienia, że to typowo męska powieść, a o tym świadczą też dość obrazowe przedstawienia drastycznych scen. Czysty naturalizm, Dostojewski nawet się chowa. A, dobra, pokuszę się o stwierdzenie, że to bardzo zaawansowana forma naturalizmu - zero tkliwości, za to niesamowita dbałość o szczegóły w opisach torturowanego ciała i samej czynności torturowania, więc jeśli ktoś szuka mocnych doznań to zapraszam do czytania. Kartki aż ociekające krwią, potem i bardzo nieeleganckimi płynami organicznymi (nie zgłębiam się w szczegóły, może ktoś je, to smacznego), a mi, czytającej, nieraz robiło się autentycznie słabo. To lubię i chociaż nikt się po mnie nie spodziewa, to naprawdę przeuwielbiam każde możliwe zwyrodnienia, zboczenia, nienaturalności, wnętrzności itp. (Czyżby to Gra o Tron mnie tak uodporniła?) To się udało. 

Oraz coś bardzo w thrillerach / kryminałach ważnego, acz nieuchwytnego - historia musi być chociaż ociupinkę realistyczna. Sytuacje takie jak: na oddziale psychiatrycznym wszystkie drzwi otwarte, okna zero krat, obiekt niemonitorowany, więc na luzie ktoś z patio spod okna strzela w lekarza, a policja na dobrą sprawę się nie śpieszy bo po co i tego typu rzeczy czasem się czyta i pomija, uznając za fikcję literacką. Ale czytelniku, weź czasem sobie do serca fakt, że autorowi nie wszystko można. Albo tworzy rzeczywisty świat, albo nie. Powiedzmy sobie, że to jeszcze błąd debiutanta, techniczna usterka w budowaniu świata przedstawionego i brak umiejętności, które na szczęście można szlifować.

Zdecydowanie zabrakło mi pewnej swobody w stylu autora - miałam wrażenie, że pisze nadmiernie poprawnie i... niesamowicie monotonnie. Wrażenie nudy jeszcze spotęgowane częstymi retardacjami akcji zdecydowanie nie pomagało się wciągnąć w lekturę. Bardzo szkoda, ponieważ pomysł na fabułę to wielki atut "Pod podłogą", jednak sam koncept nic w tym wypadku nie wybroni. Po przeczytaniu pierwszej powieści Michała Pstruchy stwierdzam, że niektórzy pisarze powinni bez żadnego wstydu czy wątpliwości, za to dla swojego dobra i dobra ogółu, skorzystać z poradników creative writing. W Polsce może jeszcze mało popularne, ale naprawdę przydatne, mogłyby zdziałać prawie-cuda (a może i cuda całkowite). 

Niestety autora dał odczuć czytelnikom, że jest jeszcze pisarzem niedoświadczonym, nieumiejącym posługiwać się czytelnikiem. Koncept co prawda miał prześwietny, ale to nawet nie połowa sukcesu. Czekam na rozwój wydarzeń, mam nadzieję, progresywny. Jakoś tak wyszło, że skupiłam się dosyć mocno na technicznych szczegółach, a to wszystko dlatego, że właśnie te "szczegóły" zdominowały całą książkę.

7 komentarzy:

  1. Ostatnio zapoznaję się ze światem kryminałów i thrillerów za sprawą wspaniałego Remigiusza Mroza, którego uwielbiam <3
    "Pod podłogą" pana Pstrucha sobie podaruję, skoro tak źle go oceniasz. Może kiedyś jak będę miała więcej czasu i mniej książek do czytania, zapoznam się z ta lekturą, ale nie wiem czy jest sens. Chyba tylko po to, by wyrobić własną opinię.
    Pozdrawiam Tris *.* z http://hopebravestory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. E, no co ty, mnie się książka strasznie podobała, chyba na dwa razy ją przeczytałam, bo tak mnie wciągnęła. I... i... no... ja się nie domyśliłam niczego. W ogóle to mam wrażenie, że myśmy dwie różne powieści czytały. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahha, no chyba tak! Masz u siebie recenzję?

      Usuń
  3. Mocno pojechałaś xDD
    CÓŻ XD
    Wiadomo, czego nie tykać kijem xDD
    Pozdrawiam Cię gorąco i zapraszam na nową recenzję,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze zapowiadało się bardzo fajnie, a wyszło niekoniecznie, ale może dalej będzie lepiej?
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja aktualnie mam przerwę od kryminałów, nie żebym coś planowała, tylko jakoś tak wyszło, tą książkę o której opowiadasz, może przeczytam, ale widzę że nic nie stracę jeśli tego nie zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię thrillery psychologiczne, ale po ten raczej nie sięgnę. Widać, że książka ma wiele niedociągnięć, a możliwość przewidzenia całej fabuły już po kilkudziesięciu stronach to nic fajnego ;)

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)