01 czerwca, 2016

[PREMIEROWO] Spotlight: Zdrada


"Księża używają koloratek, aby gwałcić małych chłopców"

Rozłamy Kościoła były są i będą, a jeden z największych kryzysów to całkiem niedawne lata 60. Z pewnością przejdzie do historii, nie tylko ze względu na ogromne kontrowersje jakie wciąż budzi - molestowanie chłopców przez księży. Przejdzie do historii dzięki zbawiennym jak zwykle mediom, które nie pozostawiły suchej nitki na diecezji bostońskiej i, oczywiście, nie pozwoliły trwać obywatelom świata w niewiedzy.
Tradycyjnie ironia, brakowało mi jej trochę, brakowało mi takich niesmacznych książek, brakowało mi luksusu wyżywania się na blogu za niedociągnięcia. To nie moje humorki, ale też nie obiektywna prawda - "Zdrada. Spotlight" mogłaby być dobra, temu nie przeczę. Zresztą pewnie dla wielu czytelników to literackie objawienie. Mi wiele rzeczy się w niej nie podobało i niestety zalety zostały zasypane lawiną wad. Podobnie z filmem, po którym spodziewałam się czegoś zupełnie innego, chociaż w wypadku ekranizacji muszę przyznać, że była DOBRA, niestety nie GENIALNA.

Podstawowa różnica między filmem a książką - ujęcie tematu. Śledztwo w adaptacji filmowej zostało oplecione w jednowątkową, prostą fabułę, przy czym książka to niechronologiczny zbiór różnych wypowiedzi na temat sprawy, fragmenty akt i relacje z postępowania śledztwa. Same fakty. A właśnie że nie, ponieważ z tych "faktów" wychodzi, nie wiem, może z połowa takich prawd obiektywnych, którymi i tak można manipulować do woli. 6% księży czy 90 księży brzmi groźniej? 87 czy 90? Co za różnica... Takie niuansiki, które, jeśli nie jest się na nie wyczulonym i nie ma się chociażby cienkiej bariery chroniącej przed manipulatorstwem, mogą naprawdę ostro zniekształcić obraz sytuacji.
Twórcy filmowi, na szczęście, odpuścili sobie próbę przeciągnięcia widzów na swoją stronę za wszelką cenę. Pokazali prawdę taką, jaka jest naprawdę - dwulicową, zdradliwą i nieodgadnioną. Statystyki to nie rzeczywistość, a liczbami można się bawić - w filmie takich "oszustw" jest o wiele mniej. Tam duży nacisk na emocje co też jest pewnego rodzaju poprawnym medialnie wyjściem. Dramat niedocenionego reportera, który wkłada całe swoje serce w sprawę chłopców, urocza reporterka, która pełni funkcję powiernika dla zgnębionych ofiar oraz wymagający i nieustępliwy szef, ale nawet on się w końcu łamie i postanawia oddać w ofierze cały swój dział redakcyjny. Postaci dość przewidywalne, tendencyjne i płaskie, ale jest jedna osoba, która naprawdę mnie zaintrygowała. Nowy szef "Boston Globe", Żyd, oschły mruk zdaje się nie doceniać postępów swoich pracowników, jednak odgrywa rolę bohatera-obserwatora; kogoś, kto stoi z boku całej sprawy, wydaje się być nienaturalnie obiektywny w całym tym chaosie radykalizacji poglądów.

Sprawa prowadzona przez Spotlight to temat niebezpiecznie newralgiczny, dotyczący sumienia, moralności i, co najgorsze, religii i Kościoła.  Przepis na kryzys idei narodowo-religijny instant.  Tylko chwila... kto stoi przy Kościele? Ogromna zapaść wiary, jaka nastąpiła po latach 60. radykalnie zmniejszyła liczbę wyznawców katolicyzmu, szczególnie praktykujących i, powiedzmy sobie szczerze, nawet ci najbardziej zagorzali nie pochwalają postępowania duchownych.  Ludzie wybierają teraz czarne albo białe, mi jest lepiej w szarym.  Ja absolutnie nie popieram masowych gwałtów na niewinnych dzieciach, najczęściej z rozbitych rodzin.  Nie popieram zamiatania sprawy pod dywan przez wyższych duchownych.  Nie popieram przenoszenia z parafii do parafii winnych księży i ukrywania zbrodni oraz obrony Kościoła kosztem dzieci.  To o co ci, Paulina, chodzi?  Spójrzcie na rodziny dysfunkcyjne, w których jeden z członków cierpi na alkoholizm i spójrzcie na to, jak zachowuje się reszta członków - naturalny system obronny i wstyd, wielki wstyd każe im bronić męża/matkę/syna.  Nie chcą, aby jego/jej znajomi się dowiedzieli, nie chcą, żeby miał/miała problemy w pracy przez swoją chorobę.  I przez kilka, czasem kilkanaście lat, czasem do końca życia wierzą, że alkoholik uda się na leczenie.  I teraz wróćcie do Kościoła, potraktujcie tą instytucję jako rodzinę i zobaczcie analogie.  Pedofilii się nie wybiera - to chorobliwe zjawisko seksualne, niemożliwy do wyparcia popęd, często niemożliwy do leczenia (jeszcze nie wymyślono najskuteczniejszej formy terapii).  Tak jak alkoholizmu.  Predyspozycje do zachorowania na któreś z powyższych zależy od wielu wypadkowych, o których się nie będę rozpisywać, jednak zdecydowana większość z nich jest niezależna od człowieka. 


W ogóle to sory, że weszłam w jakieś dywagacje etyczne, ale tego mi brakowało przede wszystkim w książce, trochę i w filmie - spojrzenia na drugą stronę prawdy. Gdzieś, gdzie trudno dotrzeć, bo społeczność Kościoła (tak jak rodzina alkoholiczna) jest bardzo zamknięta. Ale to żadne usprawiedliwienie, bo ofiary też były zamknięte przez kilkanaście, kilkadziesiąt lat, a udało się do nich dotrzeć, Myślę, że przy dobrych chęciach i mnóstwie cierpliwości ten spór mógłby przerodzić się nie w kryzys, a w konstruktywną rozmowę między ludźmi a Kościołem.
Z drugiej strony nie ma też się co dziwić, w końcu do śledztwo PRZECIWKO Kościołowi, przeciwko jego działaniom i brakom działań. Zebrać jak najwięcej dowodów oskarżających, zebrać jak najwięcej świadków i ofiar, którzy stanęli by przed sądem i zeznawali przeciwko księżom, więc czego ja oczekuję, nikt nie będzie działał na swoją niekorzyść, każdy chciałby, żeby jego prawda została uznana za prawdę absolutną i prawdę dobrą. Tylko że takiej prawdy dla mnie nie ma.


Czy czytać? Koniecznie, o ile obiecasz sobie czytać i myśleć jednocześnie. A po lekturze zrobisz rachunek sumienia, zastanowisz się, czy to wszystko Ci odpowiada, czy Spotlight naprawdę oświetla wystarczająco duży obszar, żeby móc osądzać. 

A poza tym wszystkim, według mnie Oscar dla "Spotlight" to pomyłka. 

3 komentarze:

  1. bardzo ciekawy post. widziałam film, wstrząsnął mną. za książkę miałam się brać, ale zabrakło mi w maju czasu. raczej jej nie kupię, może kiedyś upoluje w bibliotece. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Filmu jeszcze nie widziałam, a koniecznie zamierzam w najbliższym czasie, aby mieć porównanie w stosunku do książki. Do Oscarów miałam innego faworyta, choć tytuł od dłuższego czasu siedzi mi w głowie, a po lekturze tym bardziej. Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Raczej podziękuję tej książce,a film może i kiedyś oglądnę.Lubię mocniejsze książki,ale po twojej recenzji wywnioskowałam,że jest ona taka sobie i szkoda tracić na nią czas. :)
    Pozdrawiam cieplutko!
    http://olalive-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)