07 lipca, 2016

Carrie _Stephen King

Najwyższa jakość w najkrótszej formie. 
"Carrie" to debiut Stephena Kinga, więc obawiałam się, czy aby na pewno to dobry pomysł, a może by spróbować czegoś pewniejszego? Nie wiem teraz, czy to możliwe. Czy to możliwe, by powieść była lepsza.


Na samym początku autor szkicuje problematykę utworu, czyli najogólniej rzecz biorąc: brak porozumienia Carrie ze światem. Cóż, bohaterka trochę odstaje od rzeczywistości, jest dość ekscentryczna, ale nie tak jak sobie wyobrażacie: to nie buntownicza nastolatka z 40 kolczykami, piwem i fajką w czarnej, skórzanej spódniczce. W wieku niecałych siedemnastu lat, podczas swojej pierwszej miesiączki, ujawniają się u niej zdolności paranormalne, telekinetyczne. Jej matka uważa, że córka została opętana przez szatana i każe jej "wymodlić" swoje zwyrodnienie. Chociaż konflikt na linii rodzic-dziecko był duży już przed tym wydarzeniem, na początku powieści zaognia się i doprowadza do nieuniknionej tragedii. Kolejny problem powstaje w relacji z rówieśniczkami - "koleżankami" z klasy, które na własny sposób próbują poradzić sobie z odmiennością Carrie, czyli odtrącić, wyśmiać, zniszczyć psychicznie. 

Ta książka jest jednym z najlepszych nawiązań do Biblii, jakie kiedykolwiek widziałam. Żadne tam "Dziady" (amatorka ekhm), "Smutno mi Boże", "Nie-boska komedia" czy "Quo vadis". Nie. King est geniuszem. Na kartkach swojego dzieła zapisał mini-armagedon, odtworzył apokalipsę na mniejszą skalę, aczkolwiek równie przerażającą. Pojedyncze odniesienia, takie jak np. moment koronowania, opowieści matki o karze za grzech czy motyw przemiany są bardzo misternie ukryte i porozrzucane między stronami, ale sądzę, że kiedy zna się koncept nietrudno będzie je zauważyć. W momencie kulminacyjnym (to nie spoiler, uwierzcie) dochodzi do zagłady miasta: budynki płoną, dzieci krzyczą, wszystko jest wściekłoczerwone, a z nieba spadają kamienie. Tytułowa Carrie mogłaby nie oszczędzić nikogo i zrównać miasto z ziemią, a jednak oszczędza wybrańców - tych, którzy byli jej wierni. 
Stephen King stał się (niemalże jak św. Jan...) prorokiem, ale to oczywiście z przymrużeniem oka. Powieść została wydana w 1974 r,, a cała akcja dzieje się w '79, czyli na przełomie dekad, co również dodaje pewnej atmosfery napięcia i oczekiwania. 

Oprócz wizji apokaliptycznej jest też inna kwestia dotycząca religii, a dokładniej samej wiary - matka Carrie to fanatyczka chrześcijańska, należąca do sekty, co oczywiście ma ogromny wpływ na kreację postaci głównej bohaterki i w ogóle na sam wydźwięk dzieła arcydzieła. Stephen King poruszył naprawdę ważny wątek, czyli właśnie przesadną ortodoksyjność religijną - my teraz myślimy głównie o islamie, ale w latach 60./70., kiedy powieść była pisana i wydawana to właśnie chrześcijaństwo przechodziło własny kryzys. 
Niesamowity klimat dekady (bardziej lat 70., bo, jak wspomniałam, to już schyłek dziesięciolecia) Stephen King uchwycił nie tylko poprzez taką, a nie inną tematykę, ale również poprzez konstruowanie bohaterów drugoplanowych. Siedemnastolatki rzucające podpaskami i tamponami w szkolną ofiarę, wieczna dyskoteka, feeria barw, wesołe fryzury i niesamowity trippin...(dobra, może bez tego ostatniego :c) Za pomocą dialogów, sytuacji, wyglądu i przemyśleń postaci autor buduje niepowtarzalną atmosferę. 

Czasem jest tak, że jedno słowo, jedno zdanie w książce czaruje, a Ty przepadasz OSTRO. I tak było tym razem. Mnie King załatwił "Makbetem", którego uwielbiam nad życie, a że to nawiązanie nie było sztampowe i wymuszone, to mi wystarczyło.
"Makbet zamordował sen, a Carrie zamordowała czas"
To zdanie nie dało mi przejść do kolejnego i rozmyślałam nad nim sporo, aż w końcu uznałam, że muszę je tu wstawić i tyle, bo to zupełna abstrakcja włożona w tak realistyczną formę i treść powieści, i wygląda tak cudnie, że nadal nie mogę wyjść z podziwu. W JAKI SPOSÓB początkujący autor tak świadomie kieruje swoim dziełem? W JAKI SPOSÓB...

Niektóre fragmenty książki zostały napisane (niepopularną wtedy jeszcze!) nowomową, czymś w stylu Tahereh Mafi i w narracji tworzy się bardzo emocjonalny ciąg słów, wyrażeń, nieoddzielonych przecinkami, co ja osobiście kocham. To są naprawdę krótkie wstawki, równoważone przez fragmenty literatury naukowej - reportaże z zagłady miasta, które urealniają całe wydarzenie. Ja (ok, wiem, to głupie) poważnie zaczęłam się zastanawiać, czy to naprawdę miało miejsce... I dochodzę do wniosku, że najstraszniejsze w "Carrie" nie jest to okrutne zwyrodnienie, drastyczne sceny katastroficzne, czy upodlenie człowieka, ale realność całej akcji. 


24 komentarze:

  1. Uwielbiam tę książkę,jak samego Kinga. <3
    W tak krótkiej powieści Mistrz potrafi stworzyć tyle akcji! Czytając tę pozycję,w ogóle się nie nudziłam.Polecam ci ''Lśnienie'' również tego autora.Ta mi się bardziej podobała i już niedługo będzie post o niej na blogu,także zapraszam ;*
    http://olalive-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja oglądałam film - zarówno nową jak i starą wersję, która jest o niebo lepsza swoją drogą! - ale książka jeszcze przede mną. Na pewno do niej sięgnę, bo Kinga bardzo lubię, a z jego twórczości polecam z całego serducha "Miasteczko Salem"! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też przeczytam! I koniecznie "To" :)

      Usuń
  3. I czytałam i oglądałam. Uwielbiam tę historię, a King jest dla mnie mistrzem. :)
    Pozdrawiam,
    GeekBooks

    OdpowiedzUsuń
  4. King jest już swego rodzaju mistrzem, ale ja bym go nie porównywała do Mickiewicza czy Sienkiewicza, bo nie mają chyba za dużo wspólnego :) Zachęciłaś mnie do przeczytania "Carrie", ciekawa jestem, czy po lekturze tej książki będę miała koszmary :)
    Juliana Bookworm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobacz w jakim kontekście ich przywołałam ;) To w żadnym wypadku nie jest zestawienie autorów, a jedynie skojarzenie ze sobą wątków.

      Usuń
  5. Recenzja pełna zachwytów ;D Ja czytałam tylko jedną książkę Kinga - Chudszy - i na razie nie mam zdania o tym autorze. Chcę przeczytać jeszcze kilka jego dzieł, by móc wyrobić sobie o nim zdanie. Chyba to własnie po Carrie sięgnę, chociaż trochę objawiam się tej całej realności tego dzieła, czy nawet arcydzieła. PS. Cały czas mnie zastanawia dlaczego ta dziewczyna poznaje swoje paranormalne zdolności dopiero podczas miesiączki...

    http://wielopasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paranormalne zdolności właśnie wtedy się ujawniają. Wcześniej były "zablokowane", czy "przytłumione".

      Usuń
  6. Jest to jedna z nielicznych pozycji Kinga po które mam ochotę sięgnąć i mam nadzieję, że uda mi się to zrobić jak najszybciej.

    Pozdrawiam,
    isareadsbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Film chce obejrzeć ale książki się obawiam. Dwa moje spotkania z horrorami tego autora wypadły zdecydowanie kiepsko ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie to były horrory? Nie dziwię się, że nie prztpadły Ci do gustu, bo King jest zdecydowanie specyficzny i w swoim dorobku ma też kiepskie egzemplarze, ale tą pozycję zdecydowanie polecam!

      Usuń
    2. "Christine" ktorą odebrałam jako neitralnie nudnawą i "Czarny dom" który mnie niemiłosiernie wymeczyl xd

      Usuń
  8. Mnie też Carrie bardzo się spodobała i to jedna z moich, na chwilę obecną, dwóch ulubionych książek Kinga. Niesamowicie mnie pochłonęła, a i film był zrobiony całkiem nieźle. Mam nadzieję, że któraś z książek autora mnie jeszcze tak wciągnie. Aż mi narobiłaś apetytu na ponowne czytanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się jeszcze bradzo bardzo podobała Misery (przeczytana praktycznie zaraz po Carrie ;) )

      Usuń
  9. Uwielbiam inteligencję i niesamowity dar obserwacji u Kinga! Jedna z jego najlepszych książek i tak, wcale nie czuć, że to debiut :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Raczej w najbliższym czasie po nią nie sięgnę. Nie przepadam za książkami tego typu. Może w przyszłości się do nich przekonam. Ale jak na razie raczej nie :)
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. wspominam Carrie z sentymentem i lubię powracać do tej książki - byłą jedną z pierwszych tego autora, po którą sięgnęłam. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba nie bez przyczyny jego nazwisko to King. :)
    Stephen bardzo często stosuje nawiązania religijne czy też polityczne w swoich książkach. Częste umieszczanie akcji w autentycznych miejscach i umieszczanie prawdziwych wydarzeń w celu określenia dokładnego czasu nadaje jego historiom pewną realistyczność.

    Pozdrawiam cieplutko
    http://pierwsza-strona.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam Stephena Kinga, najbardziej lubię jego książkę Doctor Sleep, chociaż ta też wydaje się być ciekawa:) Może ją przeczytam w wakacje, jak będę miała trochę wolnego czasu.
    Zapraszam do mnie: modowajoanka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. O matko, a ja nadal nie przeczytałam tej książki Kinga. Będę nadrabiać, jestem niesamowicie ciekawa tych odniesień do Biblii, zaciekawiłaś mnie i coś czuję, że będę równie zachwycona. Dodaje do wakacyjnej listy planów czytelniczych!

    Pozdrawiam ciepło, bookworm z Książkowoholizm :>

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakoś ciężko mi się do Kinga przekonać, kilka pozycji spod jego ręki mam, ale każdą tylko zaczęłam. Chyba to nie mój styl.. a może po prostu spośród tyylu książek trafiłam na te gorsze .. nie wiem ;/

    OdpowiedzUsuń
  16. Po Carrie na pewno nie sięgnę z jednego powodu - za bardzo się boję. Nie lubię horrorów, chociaż nie powiem, twój wpis bardzo mnie zachęcił. :)
    zapraszam do siebie KLIK

    OdpowiedzUsuń
  17. Zawsze próbowałam sięgnąć po twórczość Kinga i nigdy tego nie zrobiłam.
    Chyba najwyższy czas spróbować.
    http://bookparadisebynatalia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Do tej pory czytałam tylko jedną książkę tego autora, która bardzo mi się podobała, dlatego muszę koniecznie poznać również tę powieść. Lubię horrory, szczególnie takie, które sprawiają wrażenie realnych ;)

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)