27 sierpnia, 2016

Marina _ Carlos Ruiz Zafón

Gdybym musiała, ale to już absolutnie musiała, wybrać jednego pisarza, którego książki czytałabym do końca życia, byłby to najprawdopodobniej Zafón.


"Marina" to, jak autor wspomina, jego najbardziej osobista i najbardziej nieokreślona powieść. Pisana z zamiarem stworzenia czegoś dla młodzieży, czegoś na wzór "Księcia mgły" (btw: zapraszam na recenzję →tutaj←). Skończyło się na mrożącym krew w żyłach thrillerze, którego bohaterami jest para nastolatków. Z kartek "Mariny" wyłania się historia pełna tajemnic, lekko przerażająca, a przede wszystkim, niesamowicie wciągająca i napisana niemalże bezbłędnie. 

Kto z Was tego nie wie, najwyższa pora, żeby to zmienić - Zafón to niekwestionowany mistrz słowa. Gdy pisze, w każdy wyraz wkłada jakąś niesamowitą iskrę, która go ożywia, łączy się z innymi i tworzy na kartkach książki genialne konstelacje zdań. Świat jest zbudowany za pomocą opisów tak sugestywnych, że trzeba by było bronić się siłą, aby w nim nie przepaść, a bohaterowie wydają się być tak żywi, że jesteś dosłownie o krok od chwycenia Oscara i Mariny za ręce i pójścia z nimi na przygodę. Być może to kwestia wprawy, wyrobionej techniki albo po prostu ogromnego talentu autora, chociaż najprawdopodobniej jest to niebywałe szczęście połączenia wszystkiego w jednej jego osobie. Mi wystarczy świadomość, że nie zawiodę się na powieściach Zafóna i że będę je mogła czytać bez końca, bo są piękne. Tyle. 

Zafón prowadzi tekst w pełni sprawnie, widać, że panuje nad nim w każdym calu - gdy akcja przyspiesza, wykorzystuje odpowiednią technikę, aby zdynamizować tekst, wprowadza napięcie, niepokój i torturuje czytelnika wplatając niepokojące określenia. Natomiast kiedy fabuła wymaga uspokojenia, zręcznie zmniejsza obroty, nie hamuje zbyt gwałtownie, ale zdecydowanie spowalnia, redukując biegi. Skoro już zaczęłam tak z motoryzacją, to dokończę - czytanie powieści Zafóna jest jak jazda z doświadczonym, profesjonalnym kierowcą. Czujesz się bezpiecznie, wygodnie i jak najbardziej na miejscu, możesz jechać, jechać i jechać, podziwiać widoczki przed sobą i obok siebie, włączyć sobie miły soundtrack i jechać, jechać, jechać. Dlatego tak bardzo mi smutno, że "Marina" składa się z ledwo 300 stron. 

Tak, jakby autor chciał do reszty mnie sobie owinąć wokół palca, wykorzystał motyw zmiany tożsamości, jeden z moich najukochańszych, czyli jednym słowem: pokonał mnie. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale zaręczam, że to bardzo dobry plot twist, wprowadzony pociuchutku już kilkadziesiąt stron wcześniej, wspominany niby mimochodem, wciąż obecny gdzieś w tle. Potem przekształca cały sens książki, tak, że zyskuje on zupełnie inny wydźwięk. I totalnie nie pozwala się oderwać, dopóki nie dowiesz się: co dalej? co dalej? 

W związku z tym, że "Marina" to naprawdę uparcie niedająca się określić powieść, może być traktowana zarówno jako młodzieżówka oraz jako historia o zabarwieniu filozoficznym. Nie wymuszonym i nachalnym, jak bywa np. u Coelho, ale wysublimowanym i tak naprawdę ledwo zauważalnym. Dotyczy śmierci, a dokładniej jej przechytrzenia - czy to w ogóle możliwe i czy to w ogóle sensowne? Czy to w ogóle moralne... 
Oscar razem z Mariną, mimo młodego wieku, decydują się na spotkanie z potworami, odrażającymi zlepkami ludzkich części ciała, odratowanymi pośmiertnie ciałami bez duszy. Ich podróż przypomina niemalże do złudzenia zwykłe odkrywanie moralności i kształtowanie osobowości przez młodych ludzi. Tylko trochę bardziej wynaturzone. Troszeczkę. 

Najdziwniejszą rzeczą w powieściach Zafońskich jest to, że na długo zapamiętuje się klimat, aurę, która towarzyszy za każdym razem przy czytaniu. Zapamiętuje się drobne szczegóły, takie jak grawer na zegarku, który stał się przyczyną wszystkiego, albo dedykacja na książce. Zapamiętuje się  też nastrojową Barcelonę wieczorną porą i magiczną Barcelonę o poranku. A wszystko inne - wydarzenia, bohaterowie... rozmywają się jak mgła, jakby nigdy nie istnieli, jakby byli tylko imaginacją czytelnika. Ktoś trzymał tą książkę z dedykacją w rękach, ktoś jakoś do niej dotarł, ale to zupełnie nieistotne, bo fabuła to tylko iluzja, stanowiąca tło dla prawdziwej esencji książek Zafóna. Przeczytasz którąś raz i nie zapomnisz nigdy. 

"Marinę" mogę z czystym sumieniem polecić każdemu jako lekturę wartą przeczytania. Może nie obowiązkową, ponieważ to nie pop-sztuka, a raczej dzieło, które zyska sobie uznanie określonej grupy czytelników. Nie wszystkim podejdzie mroczny klimat, opisy mrożące krew w żyłach i postaci rodem z horrorów, ale nawet jeśli - i tak gorąco polecam!

PS Tak wgl to hej po przerwie


6 komentarzy:

  1. Znam tego Autora, ale nie tą książkę ;) Lubię takie mrroczne powieści, więc jeśli tylko znajdę w bibliotece, to za pewne przeczytam :)
    Pozdrawiam,
    http://www.sekretny-trop.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Stoi mi "Cień wiatru" na półce od dwóch miesięcy prawie i się chyba na niego wreszcie kusze, bo wszędzie czytam masę dobrych słów o Zafonie. No trza jak nic.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam styl pisania Zafona, więc po "Marinę" na pewno prędzej czy później sięgnę. Zainteresowałaś mnie motywem zmiany tożsamości i tym plot twistem, więc chyba niedługo będę musiała się wybrać w poszukiwaniu tej powieści do biblioteki. Najpierw jednak chcę skończyć serię o Cmentarzu Zapomnianych Książek - został mi do przeczytania już tylko "Więzień nieba", a chciałabym jeszcze na trochę wrócić do Barcelony opisywanej przez Zafona ;)

    Pozdrawiam
    Kasia z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam jeszcze nic tego autora, ale już od długiego czasu mam "Cień wiatru" na półce i muszę się w końcu zabrać za tę książkę. Mam nadzieję, że również pokocham jego styl pisania ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio, po przeczytaniu "Gry Anioła" stwierdziłam to samo - Zafon pisze genialnie. Jego styl się pochłania, a nastrój jaki tworzy w swoich książkach jest nie do porównania do niczego innego. Ten tytuł akurat stoi na mojej półce i już wiem po co zatem sięgnę we wrześniu. ;)
    Pozdrawiam,
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ten tytuł na swojej liście więc z czasem z pewnością sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)