22 września, 2016

Misery _ Stephen King

Król horrorów przed Wami.

Poczytny pisarz niezbyt ambitnych książek dla kobiet, Paul Sheldon, ląduje w domu Annie - swojej psychofanki, zaraz po wypadku samochodowym, bo za dużo wypił. A potem żałował, ale bardziej niż wszyscy kacowicze na świecie razem wzięci, bo to, co spotkało go spotkało potem... ciężko zrozumieć zdrowym umysłem. Opisy są tak okropnie realistyczne, że książkę można by puszczać w obieg jako reklamę o treści "nie siadaj za kółko po alkoholu". Wiadomo, to nie główna idea powieści, aczkolwiek można by dołączyć do "co autor miał na myśli". 

Annie to jak na razie najbardziej przerażająca postać literacka, na jaką się natknęłam kiedykolwiek. Dodatkowo: świetnie napisana, niesamowicie złożona, absolutnie wielowymiarowa, a Kathy Bates dostała Oscara za jej rolę. Jako rasowa psychopatka z osobowością wieloraką, bohaterka jest nieprzewidywalna, co czyni ją jeszcze bardziej niebezpieczną w oczach Paula Sheldona oraz czytelnika. Jej zachowanie, reakcje czasem zupełnie nieadekwatne do sytuacji, a za każdym razem zaskakujące i po prostu przerażające, tworzą iście horrorowy obraz osoby z takim zaburzeniem. Mimo że decyzje Annie wydają się być wyrwane z kontekstu i pozbawione sensu dla normalnego człowieka, to dla niej są w pełni uzasadnione logicznie i moralnie. Bohaterka w głowie wytwarza własny świat, w którym obowiązują JEJ bezwzględne zasady. Do tego świata po niesamowicie długim okresie samotni wkracza Paul Sheldon i, siłą rzeczy, musi się do nich dopasować, prowadzić gry psychologiczne ze swoją oprawczynią, aby przeżyć. 
Makabryczne w Annie jest wszystko. Nawet jej wygląd. Masywne cielsko, zdające się nie mieć ani jednego organu miększego od głazu, zakryte niedbale szarawym, grubym, cuchnącym swetrem; sposób chodzenia - dudniące, niezgrabne kroki, których dźwięk oznacza zwykle kolejną dawkę tortur; twarz, na której nigdy jeszcze nie zagościł cień jakiejkolwiek emocji. 
Bez wątpienia jej postać robi tu duuużo.

Bohaterów w "Misery" jest 2. Słownie: dwóch. Okrągła (nie, kurczę, dwójka nie jest okrągła w żaden sposób... trudno) dwójeczka. Pojawiają się inne, np. po to, żeby wypowiedzieć trzy zdania. Także jest dwóch bohaterów, a więc cała książka składa się z dialogów między nimi, opisów tego, co zachodzi w domu psychofanki, przemyśleń Paula Sheldona oraz... nie, to już wszystko :)). Obstawiam, że mało ludzi zgodzi się, że coś takiego mogłoby w ogóle być ciekawe. Potem przeczytaliby "Misery" i nie pozostałoby im nic innego, jak oddać hołd Królowi. Stworzył, kurczę, fabułę tak wciągającą, że 400 stron leci w max 2 dni, mając do dyspozycji kilkadziesiąt metrów kwadratowych, psychopatkę i inwalidę. Propsy. 
Ja dosłownie nie mogłam się oderwać, bo nie dość, że akcja sama w sobie porywała, zawierała dziesiątki fenomenalnych zwrotów akcji, to jeszcze cała książka została napisana bardzo sugestywnym językiem. Generalnie wciągnęłam się tak mocno, że zapomniałam, że zrobiłam sobie herbatę. 

Przepadniecie jeszcze bardziej, jeśli, jak ja, macie niezdrowy pociąg do wszystkiego co zwyrodniałe, nienormalne, chore i zryte. Wątek psychologiczny pojawił się siłą rzeczy, bo kreując taką postać jak Annie oraz umieszczając drugiego bohatera w roli jej zakładnika, nie da się pominąć psychologicznych mechanizmów, które muszą zajść, bo inaczej cała książka nie miałaby sensu. King zrobił na samym początku super research wśród specjalistów i nie poszło to na marne. Dzięki temu, że podszedł do sprawy na poważnie, stworzył bardzo realistyczny obraz Annie, ale o tym już wspominałam. Teraz chciałam tylko zaznaczyć że to dzięki temu, że jest ogarniętym pisarzem i traktuje swoją robotę z szacunkiem, nie daje nam jakichś bajeczek, w których niedociągnięcia są zatuszowane pięknymi frazesami. 
Najlepsze jednak, co można wyciągnąć z całej psychologii zawartej na kartkach "Misery", to relacja pisarza i jego psychofanki. Znajdują się na linii ofiara-kat i powstaje między nimi coraz silniejsza zależność, wręcz... uzależnienie. I to obustronne! Paul Sheldon być może nie przeżyłby wypadku, gdyby nie natychmiastowa interwencja Annie (emerytowanej pielęgniarki przecież) i chociaż nie zapewnia mu ona fachowej opieki, to łagodzi ból narkotykami, aż niepostrzeżenie zależność mentalna przeradza się w fizyczną. 
Natomiast dla Annie, od wielu lat żyjącej w wyimaginowanym świecie powieści napisanych przez swojego podopiecznego, pierwszą potrzebą życiową staje się przeczytanie jeszcze jednej, stworzonej specjalnie dla niej powieści z cyklu romansów Sheldona. Nie odpuści pod ŻADNYM pozorem, dopóki jej nie dostanie. Paul Sheldon MUSI opisać dla niej najwspanialszą przygodę i niech się nie waży umierać przed postawieniem ostatniej kropki. Teraz ona się nim opiekuje. Widocznie to jej przypadło zadanie dopilnować, aby wielki pisarz nie zakończył swojej działalności. Nie może go stracić. Nie może ponieść porażki. Jest przecież Annie Wilkes. 

"Misery" to powieść świetnie dopracowana, a mój jedyny przytyk dotyczy wplatanych fragmentów książki pisanej przez Sheldona podczas pobytu u Annie. Dwie akcje dzieją się symultanicznie, co raczej nie jest złe, ale już poświęcanie kilkudziesięciu stron na, jakby nie było, powieść w powieści to kiepski pomysł. Wytrąca z rytmu, burzy całkowicie przytłaczającą atmosferę dusznego, klaustrofobicznego pokoju i nie wnosi nic dobrego. Zdecydowanie lepiej, gdy King po prostu opisywał przebieg akcji w fikcyjnej książce, a dodatkowo komentował też sposób myślenia autora.

A właśnie, sposób myślenia autora, o którym prawie bym zapomniała to też jeden z ogromnych atutów "Misery". King wprowadza czytelnika w tajniki wiedzy pisarzy, dzieli się (być może swoimi) sposobami na pisanie powieści, na budowanie dobrej akcji i na tworzenie wiarygodnych bohaterów. Opowiada o technikach, o gatunkach i o tym, jak dopasować jedno do drugiego, żeby nic w książce nie skrzypiało. Czuję się po "Misery" niemalże jak profesjonalistka w dziale kreatywnego pisania, bo to niby mimochodem, a pewnie lepsze od niejednego poradnika. I zapada w pamięć, także ludzie chcący pisać: brać się za "Misery"! 

Nie wiem, czy jest jakiś limit słów na bloggerze, ale mam ochotę go przekroczyć właśnie przy tej książce. "Misery" to powieść, którą absolutnie przeczytajcie wszyscy, bo jest koszmarnie dobra. Skończyłam ją chyba 3 tygodnie temu (poza tym ten post pewnie będzie czekał kilka dni zanim go opublikuję), a nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo we mnie siedzi wciąż. I mam nadzieję, że będzie siedzieć dalej, bo chcę się nią zachwycać do końca życia.
Z wielką przyjemnością zapisuję "Misery" na dwie listy (które nie istnieją w takim fizycznym sensie, a może powinny): moich ulubionych pozycji i najbardziej zwyrodniałych pozycji. A King punktuje u mnie coraz bardziej.

Jaka jest najlepsza książka Kinga, jaka najgorsza? I czy według Was jakiś autor mu dorównuje? Wszystko, dziękuję, do widzenia.


7 komentarzy:

  1. Muszę w końcu dorwać te książkę! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam w zeszłym roku i nie była to moja pierwsza książka Kinga, natomiast podeszła mi średnio. Trochę ją męczyłam, może po prostu King jako autor thrillera psychologicznego mi nie leży do końca, co nie zmienia faktu, że było trochę momentów pełnych napięcia. Ale ekranizacja była niezła ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jeszcze nie czytałam żadnej książki Kinga (do czego lepiej się nawet nie przyznawać ;)), ale jestem pewna, że niedługo to się zmieni. "Misery" to podobno jeden z jego najstraszniejszych horrorów, właśnie przez tę psychopatyczną główną bohaterkę, więc spodziewam się wielu emocji przy tej lekturze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dotąd czytałam tylko "Przebudzenie", które bardzo mi się nie podobało, niemniej zamierzam sięgnąć też po inne powieści tego autora. "Misery" wydaje mi się naprawdę ciekawą książką. Jestem bardzo ciekawa tego jej "klaustrofobicznego klimatu" ;)

    Pozdrawiam
    Kasia z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    OdpowiedzUsuń
  5. I we mnie ta powieść "siedzi", choć czytałam ją wiele miesięcy temu. Przyznaję, że miałam do czynienia jedynie z dwiema książkami Kinga i to właśnie "Misery" zrobiła na mnie tak piorunujące wrażenie. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jeszcze tego tytułu nie czytałam, ale uwielbiam "Miasteczko Salem"! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Całkowicie się zgadzam - świetna powieść, genialne portrety psychologiczne, ciągłe napięcie i po prostu nie sposób się od niej oderwać :)

    Z mniej strasznych, ale mocno psychologicznych powieści Kinga polecam na przykład "Dolores Claiborne". Na ekranie zagrała ją zresztą też Kathy Bates :)

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)