04 września, 2016

Pachnidło _ Patrick Süskind

W osiemnastym stuleciu żył we Francji człowiek, którego spośród jakże licznych w tej epoce genialnych i odrażających postaci zaliczyć wypada do najbardziej genialnych i najbardziej odrażających. (...) Geniusz jego i i jedyna ambicja ograniczały się do dziedziny, która w historii nie pozostawiła śladów: do ulotnego królestwa zapachów.


Zaczęłam cytatem z książki, bo nie mam pomysłu na wstęp. A dzieje się to zwykle, gdy książka jest tak dobra, że nie znajduję słów odpowiednich, by przekazać Wam jej cały geniusz. W tym momencie czuję się idiotycznie i bardzo nieprofesjonalnie, ale nie potrafiłabym pozostawić takiej książki bez recenzji. Bez polecenia... W życiu! 
Jan Baptysta Grenouille, urodzony w Paryżu pod stoiskiem z rybami, nosi w sobie niespotykany dar i przekleństwo - bardzo wyczulony zmysł węchu i nadludzką zdolność do rozpoznawania zapachów, rozkładania ich na czynniki pierwsze, a także ich tworzenia. Miłość do pachnideł gubi go, a że jest człowiekiem pozbawionym rodziny, honoru i jakichkolwiek pragnień poza obcowaniem z najpiękniejszymi aromatami świata, może zrobić WSZYSTKO, aby osiągnąć swój jedyny cel - stworzyć najwybitniejsze pachnidło na świecie. 

Jak raczej wiecie, osiemnastowieczna Francja wcale nie była taka idylliczna, a na pewno nie w powieści Suskinda. Autor pozbawia czytelnika wszelkich złudzeń i bez kręcenia gwałtownie wciąga czytelnika w świat napływającego ze wszechstron lepkiego brudu niewiadomego pochodzenia. Stawia czytelnika na środku placu targowego w Paryżu, wśród nieświeżych ryb, podgniłych owoców, zaśmierdłych wilgotnych prześcieradeł, wiszących nad głową między kamienicami. ALE roztaczające się przed czytelnikiem widoki to tylko gra wstępna, bo istotą książki jest zapach, czego można domyślić się nawet po tytule. Patrick Suskind z niesamowitą zręcznością, która nieraz potrafi przerazić, łączy zmysły, manewruje między nimi, splata wzrok i smak z dotykiem, a taką potrójną wstęgą owija węch - wysublimowany, najczystszy, najbardziej niezawodny i najistotniejszy zmysł. Węch.
Autor opisuje doznania sensualne w taki sposób, że robi się niedobrze - autentycznie. To dlatego, że zdecydowana większość z nich jest nieprzyjemna, chociażby ze względu na scenerię wielkich miast francuskich, która raczej nie obfituje w rozkosze. Opisy stanowią tu największy atut książki, bo słowa dobierane przez Suskinda są dokładnie wyważane, mierzone i układane w odpowiednie wzory, a połączone tworzą obraz odrażający, obrzydliwy i wstrętny, ale jednocześnie piękny, doskonały...

Paradoksy w "Pachnidle" to coś, co w ogóle tworzy jego istotę. Paradoksy i kontrasty, wszystko, co może wywołać oburzenie, zainteresowanie, kontrowersje, czyli... jeszcze mocniej podkreśla klimat XVIII-wiecznej Francji (Patrick Suskind, przestań się nade mną znęcać, czemu jesteś taki genialny...). Najwybitniejsi perfumiarze, tworzący afrodyzjaki w perfumeriach, gdzie przenikają się tysiące najwspanialszych zapachów, a za oknem publiczna uryna, czyli po prostu bruk przesiąknięty niezbywalnym zapachem ludzkich ekskrementów. Najpiękniejsza młoda, niewinna Francuzka, w powabnej sukni z rudym lokiem potarganym przez wiatr oraz jej sino-blada twarz i wyłupiaste, zakrwawione oczy po uduszeniu. Leży wśród mirabelek. Może to chore, ale znów - artystycznie genialne i - żeby uniknąć słowa "perfekcyjne" - fascynujące. 

Do rzeczy osobliwych i wynaturzonych, oprócz oczywiście samego bohatera, z pewnością należy też osiemnastowieczna ludność miast francuskich. Masa składająca się z nic nieznaczących jednostek i znajdująca rozrywkę w publicznych egzekucjach, plotkach, które same jakoś się roznoszą po dzielnicach oraz echach niewygasłych jeszcze stosów inkwizycyjnych. Mentalność ludzi w "Pachnidle" to dla nas, cywilizowanej elity wieku XXI, jakiś niedorzeczny, odległy okres w historii i nic poza tym. Czy to miało na nas jakiś wpływ? Może w niektórych środowiskach coś z tego zostało? Haha, PEWNIE! My?! Ludzie oświeceni, żyjący w zrobotyzowanym społeczeństwie mamy, z całym szacunkiem, poważniejsze problemy niż obsesyjne śledzenie życia sąsiadów i znajomych. Nikogo nie interesuje ludobójca i nie wiemy jak można z czystym sumieniem patrzeć na śmierć potępionego człowieka... a, zaraz, chwila... Nie, sory, jednak wciąż jesteśmy tym samym, ogłupionym tłumem, który nie może się powstrzymać od zerknięcia do znajomego przez dziurę w płocie, bo nas ciekawość zżera. A wiadomości przewijamy zawsze do tego momentu, gdzie pokazują psychopatę, nie możemy się doczekać jutra - może sąd wyda w końcu wyrok dożywocia... a kto w ogóle był tą ofiarą?
Książka napisana pod koniec XX, opowiadająca o wieku XVIII, uświadomiła mi, że pewnych rzeczy się nie zmieni nigdy. Niektóre problemy, czy to związane z kościołem, czy z obsesją na punkcie "dzielenia" się życiem i innymi sprawami (przeczytajcie, bo jest tego więcej), zmieniają formę, ewoluują wraz z cywilizacją, ale wciąż zostawiają sobie swoją istotę. 

Pewnych rzeczy w filmie się nie przekaże, np. zapachy, które są w ogóle sensem całego dzieła... Wyzwanie dla reżysera. Ekranizację oglądałam jakieś 4 lata temu i stwierdziłam, że to mocno powalona historia, więc do książki mi się nie śpieszyło. I sama się sobie nie dziwię, bo patrząc z perspektywy - książka a film to jak Elafonissi na Krecie a Mielno (film to Mielno jak coś). Powieść jest lepsza prawie we wszystkim - synestezja; opisy poszczególnych etapów drogi (tej dosłownej i życiowej) Grenouille'a, głównego bohatera, czy chociażby wspomniany wątek mentalności społeczeństwa. Natomiast film warto obejrzeć chociażby dla finałowej sceny, punktu kulminacyjnego, gdzie tłum zbiera się na egzekucję ludobójcy, a oczekiwanie na tragiczną śmierć w męczarniach (tylko na taką zasługuje podły antychryst) gwałtownie zmienia się w bezwstydną, opętańczą orgię dziesięciu tysięcy ludzi. Co prawda w książce scena robi duże wrażenie, ale filmu nie przebije. Monumentalizm, patetyczny nastrój zbiorowej sceny, prześwietne ujęcia, i nieśpieszna droga kamery od detalu do zapierającej dech w piersiach panoramy przedstawiającej krajobraz układający się w mozaikę głów i ciał ludzkich WYGRYWA WSZYSTKO.  

Przepraszam Was za takie elaboraty. Uwierzcie, że staram się skracać jak mogę, ale jednocześnie nie pomijać żadnej kwestii, na którą zasługujecie. "Pachnidło" to książka straszna, ohydna i przerażająca, ale przez to niezwykle klimatyczna i zapadająca w pamięć. Pełna paradoksów staje się jeszcze piękniejsza i okropnie głupio mówić o pięknie przy okazji omawiania tego typu chorych wynaturzeń, ale to naprawdę niezwykle urzekająca powieść. Przeczytajcie, serio.

"Kto ma władzę nad zapachami, ten ma władzę nad sercami ludzi."


8 komentarzy:

  1. nie wątpię, że należy ją przeczytać - mam w planach!

    OdpowiedzUsuń
  2. "Pachnidło" jest odrażające, wstrętne i obrzydliwe, ale jednocześnie piękne. Film wydawał mi się jakiś taki słaby w porównaniu do książki, a nasłuchałem się wcześniej, że to jeden z najlepszych filmów XXI wieku. Kompletnie nie wiem z której strony. Scena kulminacyjna mi się wydawała słaba w porównaniu z tym, co zrodziło moje wyobrażenie podczas czytania. Książka 8/10, film 2/10.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie oglądałam filmu, jedynie o nim słyszałam, ale... kurcze, po książkę chętnie bym sięgnęła XD Achh i jeszcze to zdjęcie u góry, piękne <3
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam ten tytuł w planach i na pewno z czasem do niego sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fakt - zapada w pamięci, ale mi nie przypadła do gustu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam wiele o tej książce (o filmie trochę mniej, bo nawet nie wiedziałam, że istnieje :/). W każdym bądź razie jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa tej okropnej i pięknej powieści -ostatnio mam wielką ochotę przeczytać coś innego, więc przeczytam na 100%.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pachnidło było częścią mojej pracy maturalnej :D Bardzo miło wspominam tę powieść, chociaż nie należała do najprzyjemniejszych, ale bardzo głęboko zapadła w mojej pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  8. Film oglądałam z koleżanką kilka lat temu, ale nie dorwałyśmy do końca, bo moja towarzyszka uznała, że to zbyt straszne. Wtedy nawet nie wiedziałam, że powstała taka książka. Choć nawet gdybym miała te świadomość pewnie bym i tak nie sięgnęła. Powiem tak, zostałam zachęcona, ale nie do tego stopnia by od razu kupować te pozycje. Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)