30 września, 2016

Wóda i bala _ Grzegorz Żurek

Dla fanów Bukowskiego, Beigbedera,  i tym podobnych osobistości. 


Są takie powieści, których nie idzie opisać inaczej jak właśnie przedstawiając samego ich autora. Bo to na jego osobie zbudowany jest narrator i najczęściej główny bohater, na jego przeżyciach - akcja, a na jego filozofii życiowej - przesłanie. Nie może to być jednak człowiek pierwszy z brzegu. Nie może być to nawet pisarz pierwszy z brzegu. Po pierwsze taki "współczesny bohemista" nie znajduje się w literackiej elicie, czyli zwykle jest artystą niedocenionym (dlaczego, to się wyjaśni w następnym zdaniu). Po drugie, trzecie, czwarte itd. jest bardzo kontrowersyjny, nietuzinkowy, przeważnie niezbyt miły (zarówno dla swoich znajomych jak i dla czytelników), ponadprzeciętnie inteligentny, a poza tym nie przejmuje się kanonami prozy, zdaniem innych oraz nierzadko ma problem z alkoholem, innymi używkami i popędem seksualnym. 
Tego typu literatura nie podchodzi każdemu i mam tego świadomość, co nie zmienia faktu, że dobrze się z czymś takim zaznajomić, a nie odrzucać, z góry zakładając, że nie będzie się podobać. I to się tyczy nie tylko określonego gatunku książek. Przenieście sobie na całe życie moją złotą radę. 

"Wóda i bala" to pewnego rodzaju życiorys autora, a dokładniej - zbiór wydarzeń i incydentów, niekoniecznie połączonych ze sobą związkiem przyczynowo-skutkowym. Już w tym momencie zaczyna się problem, bo wszystko zależy od interpretacji i gustu. Czy pochwalimy za liczne dygresje i motyw zmienności losu, czy pociśniemy za brak logiki i powiązań fabularnych. Albo pociśniemy za obydwa... Osobiście skłaniam się raczej ku drugiej opcji. Zwykle do fabuły nie przywiązuję szczególnej uwagi, zwłaszcza, jeśli książka oferuje więcej niż komercyjną historię, ale tutaj nie przyczepiam się nawet do tej niespójności, a własnie do nadużywania wtrąceń. Problematyka poboczna w książce stanowi na pewno ponad połowę tekstu, a po 20 stronach nie wiadomo o czym w ogóle jest dany rozdział. 
Na kontrargument można przywołać nowoczesne podejście do literatury, chociaż i to niepewne, bo moda na powieści dygresyjne już była. Dokładnie to 200 lat temu i wtedy też mniej więcej uległa przedawnieniu.

Styl autora jest może niezbyt popularny na oficjalnym rynku literackim, co ma swoje uzasadnienie, bo, jak wszytko w tej powieści, nie nadaje się do pokazania rodzinie ani zbytnio na żadne konkursy, przynajmniej na razie. Szacuję, że za 10-15 lat z takim czymś będzie już można wyjść do ludzi, ludzie będą chwalić, a taki luźny, kolokwialny, wręcz bezczelny styl wejdzie do kanonów. Mam na myśli przekleństwa o częstotliwości ok. 5 na 1 stronę, gwarę miejską i menelską, najogólniej: na kartkach dominuje polszczyzna bardzo potoczna, z charakterystyczną prostą składnią, ubogim słownictwem i typową frazeologią. Dla mnie nie do czytania, ale wiem, że niektórym tak odpowiada.

Za fasadą niewyedukowania i pozorami głupoty kryje się cholernie inteligentny manipulant, który albo uważa, że jego czytelnicy to idioci i on - posąg człowieka na posągu świata - uniża się do nas, albo nie korzysta ze swoich możliwości z obawy przed popełnieniem błędu. Bardziej razi przecież ubytek na nieskazitelnej płaszczyźnie niż jakaś plama na wybrakowanym i zniszczonym materiale. Ja obstawiam raczej drugą opcję, nawet jeśli sam autor nie był tego świadomy w akcie tworzenia i zdecydowanie jestem przeciwko. Po pierwsze ze względu na to, że około połowa odbiorców nie wychwyci ironii, a po drugie - autor sam podcina skrzydła swojej powieści.                                                                                                                                                            
Skoro książka to życiorys Żurka, to od razu wyjaśnię tytuł i ogólnie napomknę o "symbolice". Większość z Was pewnie już to odkryła - życie autora zamyka się na tych dwóch właśnie elementach: wódce i piłce nożnej, może w innej kolejności jeśli chodzi o chronologię, natomiast co do ważności się zgadza. Powiedzmy sobie, że nie stanowi to jakiegoś wzniosłego połączenia, a w gruncie rzeczy jest raczej żenujące i ośmiesza osobę autora. Kto chciałby przedstawiać siebie jako niespełnionego piłkarza z podrzędnej drużyny, kiepskiego pedagoga, wyalienowanego alkoholika, ogólnie rzecz biorąc: otwarcie poniżyć się przed własną publiką? No właśnie taki oto "współczesny bohemista". Żyjmy chwilą, i tak nie mamy wpływu na nasze życie, bądźmy cyniczni i sceptyczni, bo po co się starać, skoro i tak nie ma absolutu. Takie mniej więcej przesłanie niesie za sobą powierzchowna warstwa książki. Trzeba jednak poświęcić chwilę, żeby za zasłoną z nici życiowych porażek zobaczyć pocieszenie odautorskie.
W sumie to nie będę się na ten temat rozpisywać, bo wolałabym, żebyście doszli do niego samodzielnie, bez pomocy interpretatorskiej. Poza tym nienawidzę, jak się narzuca interpretację dzieła.

"Wóda i bala" to książka nie dla każdego i nie na każdy moment w życiu. Nie powiedziałabym, że jest wymagająca. Może być, ale nie musi, w zależności od tego, czy zdecydujemy się wejść w nią trochę głębiej, co bardzo Wam polecam. Fabuła sama w sobie to tragedia, tak samo bohaterowie literaccy, aczkolwiek coś się kryje za tym obrazem nędzy i rozpaczy. Głębokie przemyślenia, które nachodzą człowieka w konkretnym wieku i przy konkretnych używkach bywają zabawne, poważne, trafne i idiotyczne, a czasem wszystko na raz. Najważniejsze, że są niewymuszone, jak wszystkie pozostałe elementy książki. Luz, z jakim Grzegorz Żurek porusza się po stronach powieści niekiedy przeradza się w nonszalancję albo i bezczelność, natomiast nikt nie zarzuci mu pisania pod publiczkę ani sztuczności. 


4 komentarze:

  1. DEJ MNIE TO!

    btw. cały czas czekam na recenzję "Teraz ją widzisz" :))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba było wygrać zakład ;) ;) ;)
      Poczekasz sobie ahhahaha, mam tak długą kolejkę i tak mało czasu, że tonę dosłownie :(

      Usuń
  2. Muszę się przyznać, że bardzo mnie tym tytułem zaintrygowałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kontrowersyjna książka. Lektura tej pozycji może być ciekawym doświadczeniem. Na chwilę obecną odpuszczę ją sobie, ale zapamiętam, by mieć ją na uwadze.
    Pozdrawiam serdecznie- strefawyobrazni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)