09 listopada, 2016

7 NAJLEPSZYCH LEKTUR

Według mnie to wygląda tak, natomiast bardzo proszę, żebyście powiedzieli jak wy to widzicie. Uwielbiam czytać Wasze komentarze, zachęcam. 

Matura już niedługo, stąd też post lekturowy, nie pierwszy i nie ostatni. W związku z tym, że nie czytam lektur na dobrą sprawę, to tych postów raczej dużo nie będzie, aczkolwiek kilka się zdarzyło w mojej karierze, na szczęście większości nie żałuję (tak, te 7 to jest moja większość...). Części nie przeczytałam, ale mam wrażenie, że przeleciałam je co najmniej ze sto razy, bo na lekcji miałam takie dokładne omawianie, kartkówki, sprawdziany, analizy i interpretacje, więc wychodzi na to, że znam książkę dogłębniej niż po zwykłym przeczytaniu tekstu. Co za hipokryzja. Żeby nie było - poniższe wszystkie zaliczone.

7. Chłopcy z placu broni - Felenc Molnar 

Na zaszczytnym 7. miejscu bo, umówmy się, to nie jest literatura szczególnie wysokich lotów, nie ma w sobie polotu typowego dla arcydzieł literatury powszechnej, aczkolwiek ciężko nie zaliczyć jej do tych powieści, które z jakiegoś powodu zapamiętuje się na większość życia (np. do nadejścia demencji starczej albo coś).
"Chłopcy..." to pierwsza książka, przy której płakałam (ku zdziwieniu wszystkich: przy "Psie, który jeździł koleją" byłam niesamowicie twarda), bo uświadomiła mi jak kruche jest życie. Najbardziej uderzyła mnie śmierć Nemeczka, wiadomo (btw, będę spojerować, bo zakładam, że wszyscy znają treści poniższych). Uzmysłowiłam sobie, że w każdej chwili mogę stracić kogoś bliskiego, swoją przyjaciółkę, brata, kogoś z rodziny. Z rozmów z innymi czytelnikami w różnym wieku wywnioskowałam, że mieli podobne przemyślenia, także jestem absolutnie za tym, żeby ta powieść została w kanonie lektur. 
Smutna, bo smutna, ale jej fikcyjny literacki świat pozwala jakoś w miarę bezboleśnie zetknąć się ten pierwszy raz ze śmiercią, przygotowuje na nią, w pewien sposób uzmysławia jej istotę. 
A przy okazji to wojna, bo jak to lektura bez motywu patriotycznego...


6. Folwark zwierzęcy - George Orwell

Największy atut książki to znów fikcja literacka, tym razem trochę w innej funkcji. Uzmysławia o niebezpieczeństwie radykalnych programów politycznych, w ogóle o skutkach, jakie za sobą niosą, też tych długofalowych. Wszystko w bardzo uniwersalnej formie, przystępnej dla tych najmniej inteligentnych czytelników nawet, a ci, którzy postanowią przeczytać "Folwark" dokładniej, z łatwością wychwycą nawiązania nie tylko do totalitaryzmu, ale do polityki i polityków tak najogólniej. 
Muszę to zaznaczyć: nienawidzę literatury politycznej, uważam, że to zło nieczyste, skażenie, nie ruszam, nie tykam, nie trawię, po prostu nie. ALE Orwell jest wyjątkiem i to naprawdę genialnym, skoro dwie jego książki zdołały dostać się na moją listę toptop.


5. Medaliony - Zofia Nałkowska

Kto czytał ten prawdopodobnie nigdy nie pozbędzie się pewnych obrazów z umysłu. Bardziej drastycznych niż jakikolwiek horror, zawartych w nowelkach bardziej wymownych niż wielostronicowe raporty zapisujące okrucieństwa wojny. Notabene, autorka z takich raportów korzystała i na ich podstawie napisała własne, tylko, jak mówię, krótkie, treściwe, o bardzo wyraźnej, a jednocześnie nieuchwytnej puencie. "Medaliony" zostawiają każdego czytelnika z uczuciem "poważnie, mam dość", a z drugiej strony z niedosytem. Nie, żeby czytający lubował się w historiach, gdzie ludzie tracą humanitaryzm i istotę ludzką. Tracą nawet instynkty zwierzęce, może tracą i dusze. Z tym niedosytem chodzi mi o to, że po małej wielkiej dawce okrucieństwa domagamy się wyjaśnienia, chociaż wiemy, że i tak nie powinniśmy nawet na nie liczyć. 
Dlaczego jako lektura? Własnie dlatego, że szkoła powinna uczyć ZADAWAĆ SOBIE PYTANIA. Te ważne (jak w tym wypadku) i te mniej ważne. 

4. Balladyna - Juliusz Słowacki

Romantyzmu nie trawię, a już na pewno tego polskiego. To głównie ze względu na wątki narodowo-wyzwoleńcze, różne mesjanizmy, prometeizmy i tym podobne. Jeśli tego nie ma, to wszystko w porządku, bo szczerze mówiąc, to lubię całą tą nokturnowość, zabarwienie fantastyczne, tajemniczość i klimacik. 
A na tym właśnie opiera się "Balladyna". Są motywy zaczerpnięte z baśni, kwestia dobra i zła, trochę folkloru, czyli jak mówiłam - klimacik. A to wszystko wokół zawiści, rywalizacji, fałszywego poczucia moralności (nie jak się wszystkim wydaje - jego braku) oraz miłości, które doprowadzają do brawurowej zbrodni.
Co mnie śmieszy w tej lekturze, zresztą i w całym romantyzmie to to, że śmierć jest upoetyzowana, chwalebna i piękna. Nie ma w niej drastyczności. Krew jest czysta, nieskalana, ciało zmarłej wiotkie i blade... Dla mnie beka, ale poza tym to naprawdę fajny dramat. A ja rzadko polecam dramaty.


3. Makbet - William Szekspir 

Mówiłam, że rzadko polecam dramaty? :)
Szekspir to ogólnie bardzo ciekawa postać i bardzo dobry autor, bo pisze o rzeczach ważnych, trudnych, często (jak chociażby w tym wypadku) nie do końca zrozumiałych w taki sposób, że przyjemność z czytania ma zagwarantowaną każdy. Każdy ogarnie, bez żadnego problemu, CO AUTOR MIAŁ NA MYŚLI (wiem, jak wszyscy to uwielbiają). Dla przykładu podam siebie, która czytała "Hamleta" i "Romea i Julię" w wieku 12 lat i to nawet ze zrozumieniem (o czym przekonałam się dopiero w gimnazjum). Nacisk kładę akurat na "Makbeta, bo zawiera wielbione przeze mnie motywy psychologiczne, zarówno jeśli chodzi o kreację bohaterów, jak i w ogóle uzależnienie przebiegu akcji od ich aktualnego stanu psychicznego.
Według mnie nie Makbet, a jego żona gra główną rolę w dramacie i to nie byle jaką, bo jest to rola kobiety dominującej, skoncentrowanej na celu i zorientowanej na sukces kosztem wszystkiego. To też historia o wytrzymałości ludzi na presję i o tym jak wiele (nie)powinno się poświęcać dla indywidualnego szczęścia oraz o powolnym upadku psychicznym.


2. Lalka - Bolesław Prus

Są tak jakby 2 obozy: Prus i Sienkiewicz. Już wiecie w jakim jestem #teamprus, a jego "Lalka", jak widzicie, to jedna z moich ulubionych lektur (w pewnym sensie ulubiona o czym później).
"Lalkę" pokochałam za
> (W KOŃCU) ogarniętego głównego bohatera (w każdym razie po romantyzmie był bardzo miłą odmianą)
> wyrachowaną i pewną siebie Łęcką (przestańcie ją nazywać dziwką, bo to Starski, nie ona, ma problem ze sobą)
> genialne opisy Paryża, kontrast z Warszawą, w ogóle realizm, za którym na co dzień niby nie przepadam, ale tu wyjątkowo mi podszedł, bo opisy są naprawdę sztosik
I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie jedno wielkie -1, właściwie --1, bo "Pamiętnik starego subiekta" to był dla mnie jakiś jeden wielki żart. Ja doceniam, że nowy typ narracji, że nawiązania do ówczesnych wydarzeń historycznych, ale błagam, nie na połowę książki rozwodzenie się nad każdym dosłownie szczegółem z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Gdyby skrócić o 300 stron - 10/10


1. Zbrodnia i kara - Fiodor Dostojewski

Prawdą jest, że "Zbrodnię i karę" się kocha albo nienawidzi i czasem nawet za to samo. Raskolnikow robi całą książkę tak na dobrą sprawę - jest postacią tak charakterystyczną, wyrazistą, niezrozumiałą i złożoną, że jego profil (nie tylko jako bohatera literackiego, ale i jako sprawcy) to już kwestia dość ciekawa. Poza tym opisy miasta jeszcze lepsze niż w "Lalce", o ile można tak powiedzieć o obskurnych, ciemnych, brudnych kamienicach, podejrzanych zaułkach i wszechogarniającego uczucia przytłoczenia przez syf okolic.
Niewielu autorów potrafi w tak subtelny sposób uchwycić gry psychologiczne, jakie prowadzą ze sobą postaci, Dostojewski zdecydowanie potrafi, cokolwiek nie najgorzej. Z tego, co jeszcze mnie tak ujęło w powieści to filozofia głównego bohatera, popularna też wśród ogółu społeczeństwa tamtych czasów - idea nadczłowieka, samodoskonalenie się, próba wyjścia ponad. Co ciekawe i rzadko spotykane w XIX/XX wieku - autor nie ocenia. Daje czytelnikowi wszystko, ale nic nie narzuca, żadnego poglądu. Czy Raskolnikow jest zły czy dobry - kwestia subiektywna. Tak samo z Sonią. Tak samo ze wszystkimi. W ogóle "Zbrodnia i kara" opiera się na paradoksalnych i kontrastujących ze sobą charakterach, co wprowadza z jednej strony zamęt, a z drugiej strony skłania do myślenia. I samodzielnej oceny. (por. "Chłopcy...")
I mam jeszcze tyle ciekawych rzeczy do napisania o "Zbrodni i karze", ale to nie recenzja, więc wybaczcie, poprzestanę na tym i zachęcam do czytania.



A propos "Lalki" - konkuruje ze "Zbrodnią i karą". Takk naprawdę jest na równi, bo ma w sobie więcej treści, ale też i mnóstwo niepotrzebnych, według mnie, szczegółów, natomiast "Zbrodnia i kara" skupia się na ogółach, kwantyfikuje i posłuchajcie tej nutki to zrozumiecie, bo jakoś nie umiem się wysłowić.


Grafiki są z kadrów ekranizacji, plakatów, spektakli, gdyby ktoś się interesował.

9 komentarzy:

  1. Masz u mnie ogromnego plusa za wymienienie przede wszystkim dwóch genialnych lektur, które sam uwielbiam i ciężko byłoby mi powiedzieć, która to dla mnie numer jeden. Chodzi oczywiście o "Lalkę", która według mnie jest wspaniała i chociaż sporo osób narzekało na tę lekturę, to ja pochłonęłam ją mega szybko. Druga to oczywiście równie genialna "Zbrodnia i kara" - ten mroczny klimat, skomplikowany bohater, aspekt psychologiczny - to wszystko działa na sporą korzyść tej książki. Sama dobrze wspominam też "Dżumę", jak też nieco szalone "Tango" oraz "Wesele". ;)
    Pozdrawiam,
    Ania.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja uwielbiam najbardziej "Potop", "W pustyni i w puszczy", "Kamienie na szaniec" oraz "Zbrodnia i kara" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się pod wszystkimi lekturami, jakie wspomniałaś. A "Lalka" to wspaniała lektura, którą pokochałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam "Makbeta", zresztą sam Szekspir to bardzo ciekawa osoba. Czytałam, że wokół jego postaci były pewne zawirowania, a niektórzy twierdzili nawet, że to wcale nie on napisał np. "Hamleta". Ale cóż, to już zawsze pozostanie spekulacjami, dla mnie ten pisarz jest geniuszem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W sumie ja bardzo dobrze wspominam lektury... z jednym wyjątkiem... Lalki! O Boże cóż to była za męczarnia! Dlatego Ciebie podziwiam! :D Ale ja tak, bliżej mi jednak do Sienkiewicza :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja czytałam w liceum wszystkie lektury bo moja polonistka od razu wyczaiła kto nie znał treści. "Zbrodnia i kara" jest świetna, ale moje ulubione to "Mistrz i Małgorzata", "Dżuma" i o dziwo "Inny świat" :))
    ściskam :* Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dorzucam "Mistrza i Małgorzatę"

    OdpowiedzUsuń
  8. "Przybyłam" tu prosto z listy Twoich najgorszych lektur tylko po to, zeby się upewnić, że wsadziłaś tu "Lalkę" i "Zbrodnię i karę". Całe szczęście, ulżyło mi.

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)