22 listopada, 2016

MATURA PRÓBNA x brzydkie rzeczy

W związku z dzisiejszymi maturami próbnymi z polskiego (że niby tak edukacyjnie) uznałam, że reaktywuję temat tutaj. Nie będę przenosić mojego wypracowania na bloga, bo nikt by tego nie przeczytał, poza tym na polski pisze zupełnie inaczej niż na tutaj. Mam taką wewnętrzną potrzebę napisania czegoś jeszcze, bo na maturze bolała mnie już ręka, a nie wyczerpałam tematu.


Chodzi o to, że część czytających uważa się za nie-wiadomo-jakich znawców (a nawet jeśli takimi są to nie ma za bardzo nic do rzeczy) i jest przeświadczona o własnej nieomylności co do rangi utworów. Literaturoznawcy wprowadzają klarowną klasyfikację utworów, w której te klasyczne mają niezbywalne pierwszeństwo. Wszelkie odchylenia od normy są przyjmowane niepewnie, raczej z dystansem i pobłażliwością. Znajdą się też literaccy dewoci, którzy nie przyjmą scen wulgarnych, erotycznych, nie uznają brzydoty ani odstępstw od wzorcowych form. 

Moim zdaniem zaczepienie się w danym punkcie wyjściowym, aby ustalić swoje preferencje nie jest złe. Ale zamykanie się tylko na dany typ sztuki to już ograniczenie, a wręcz cofanie się. Dlaczego więc Baudelaire'owi, Bukowskiemu czy Poe'mu należy się mniejszy szacunek niż Kochanowskiemu, Horacemu i Dantemu? Spróbuj powiedzieć złe słowo o którymś z trzech ostatnich przy poloniście i obserwuj jego reakcje uważnie. To, że jacyś poeci wpisywali się we wzorce epoki, używali do swoich utworów schematów i propagowali życie w harmonii, cnocie i ładzie nie oznacza, że ich utwory są piękniejsze ani lepsze. 

Skoro sztuka jest wszystkim, to dlaczego nie może być np. trupem w późnym stadium rozkładu, ludzką stonogą albo hotelem ożywionym przez demony? Szokowanie odbiorców z pewnością zwraca uwagę, jednak trzeba liczyć się z tym, że grono uczonych zaneguje wartość każdego dzieła tylko dlatego, że nie przywodzi na myśl "pagórków leśnych i łąk zielonych", a zamiast tego niesie za sobą depresyjne, niepokojące treści i negatywnych bohaterów. No i co z tego. 

Poetyka brzydoty istnieje od mniej więcej 1,5 tys. lat i nadal nie została zaakceptowana, chociaż średniowieczne sonety mogą być w takim samym stopniu gorszące jak powieści Bukowskiego (a więc nie mówimy tu o "naginaniu granicy"). Groteska przez nieustanne linczowanie rozwijała się bardzo powoli, do momentu gdy wykształcił się legitny horror. Aktualnie to mój ulubiony gatunek właśnie dlatego że może sobie pozwolić na wszystko. Dowolność formy, wulgarność, krwawe sceny, zwyrodnienia, nierzeczywistość, szeroki asortyment najbardziej nienormalnych bohaterów. 

I dlaczego uważa się, że klasycy mają większe ambicje, swoje dzieła traktują poważniej i są lepszymi artystami? Czy umiejętność wpasowania się w obowiązujące szablony nadal jest chwalona? Myślałam, że w dzisiejszych czasach (przypominam, JESZCZE wolnych od cenzury) sztuka została nam jedynym miejscem, w którym możemy znaleźć i wyrazić siebie. A jak mamy to zrobić, gdy jest ograniczona do paru prostych schematów przez brak odwagi i oryginalności? 

3 komentarze:

  1. Moim ulubionym gatunkiem nie są horrory, jednak poza tym faktem, zgadzam się z Tobą. Baa, powiem nawet więcej! Boli mnie fakt, że od wielu, wielu lat, powiela się dane wzorce i opinie na temat "klasyki literatury" omawianej w szkołach, narzucając z góry co wszyscy mają na ten temat myśleć. A jeśli mimo to, ktoś stawia na samodzielne myślenie i dochodzi do innych wniosków, zostaje tępiony. Tak nie powinno być!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam aż zrobią na bloggerze 'lubię to'
      w pełni potwierdzam Twoją opinię :)

      Usuń
  2. Niestety ale schematy od zawsze i chyba jeszcze długo będą ograniczać ludzi i zabijać oryginalność. Smutne, ale niestety prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)