29 grudnia, 2016

NIEpodsumowanie

Podsumowania są dla frajerów, którzy nie wiedzą o czym pisać, przepraszam.

Mi pod koniec roku nigdy się nie chce czytać książek, mimo tego, że jest zima, mam koc i kota, i na święta dostałam dużo fajnych herbatek (i czaderski zaparzacz). Nie ma sensu tłumaczyć się przygotowaniami do świąt, chaosem przed Sylwestrem, bo to aż tak dużo czasu nie zajmuje, a poza tym sama ciągle powtarzam, że na to, co się kocha zawsze znajdzie się czas. 
Ale spoks, nie przestałam kochać książek. 

Schyłek roku męczy, skłania do filozoficznych przemyśleń i ogólnie rzecz biorąc jest ciężkim okresem, w którym myśli się już o noworocznych postanowieniach, czyli macha się ręką na mijający rok. Ludziom brakuje teraz sumienności i silnej woli, jakby ją oszczędzali na ewentualne cele w 2k17. Nawet jeśli zarzekają się (jak ja), że żadnych konkretnych postanowień nie mają, że zamierzają po prostu żyć sobie w szczęśliwości i być dobrymi ludźmi.
I tak czekamy na 1.01 jakby to był jakiś szczególny dzień, w którym obudzimy się zaopatrzeni w nowe zasoby samokontroli, chęci i silnej woli. I dobrze, że czekamy, bo tak właśnie będzie. Człowiek jednak jest istotą dziwną, lubi powtarzalność, a jego umysł funkcjonuje w czasie cyklicznym. Dlatego od poniedziałku, od pierwszego dnia nowego miesiąca, od 1 stycznia wszystko idzie nam lepiej, łatwiej... Jesteśmy zregenerowani i zmęczenie poprzedniego roku jest już za nami. Przeszło, zniknęło. Rodzimy się na nowo z ogromnymi zasobami wszystkiego, czego potrzeba nam do wykonywania wytyczonych zadań i spełniania marzeń. 

Urocze i naiwne, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że dotyczy to prawie każdego i to co roku, a ja tak właśnie tłumaczę sobie moją niekonsekwencję w czytaniu. Z pisaniem recenzji jest jeszcze gorzej, bo, oprócz kreatywnego myślenia, wymaga myślenia logicznego, umiejętności złożenia spójnego zdania i w ogóle to trzeba określić swoją opinię i jakoś ją uzasadnić. 

Tak sobie myślę, że właśnie sprecyzowanie swojej opinii sprawia mi teraz największą trudność. Im dłużej piszę recenzje, tym mniej jestem ich pewna. Przedstawiają moją prawdę, niby jakoś tam uargumentowaną, ale wiem, że nie każdy musi się z nią zgadzać. Czasem też nachodzi mnie refleksja, że przeczytałam tak dużo, że większość wątków ma dla mnie smak odgrzanego obiadu. Jeszcze gorzej, kiedy powieść wpada w sidła schematów, a ja zmuszam się, żeby napisać 284. recenzję, która od poprzednich niczym się nie różni, a potem zastanawiam się po co ja w ogóle czytam, po co piszę, jeszcze później postanawiam zrobić sobie kilkutygodniową przerwę, ale po 2 dniach już nie wytrzymuję i lecę po jakąkolwiek książkę. 
No i tak właśnie trafiam na książki byle jakie, przeciętne i JAKIEKOLWIEK. Nie selekcjonuję ich tak jak parę miesięcy temu, nie zastanawiam się DLACZEGO AKURAT TA. Czytam mniej recenzji, rzadko bywam też na swoim blogu, a skutki są takie, że tylko się pogrążam w nieczytaniu.

Słuchajcie (czytajcie) teraz uważnie. Nie ma nic gorszego niż wyjść z (dobrej)  rutyny, czekając na "lepsze dni". Lepszych dni nie będzie. To dotyczy nie tylko czytania tudzież prowadzenia bloga, ale w ogóle wszystkiego. Nie czekajcie na przerwę w szkole / urlop / nowy rok. Zbierzcie się w sobie, róbcie to, co kochacie, nie zostawiajcie swoich dobrych nawyków. 

Ja straciłam możliwość na przeczytanie ponad 100 książek w tym roku tylko dlatego, że zupełnie odpuściłam sobie czytanie w wakacje (imprezy, praca, te sprawy), potem uznałam że "nie no, matura w tym roku" z tym że nauka do matury jakoś mi dużo czasu nie zajmuje, potem to już ten omówiony koniec roku, czas schyłku i pogrążenia w bezproduktywnym letargu. Także bierzcie się za siebie (książki), nie piszcie podsumowań, nie zamykajcie żadnych rozdziałów, bądźcie konsekwentni cały czas w tym, co robicie.

A jeśli kogoś bardzo interesuje jak mało książek przeczytałam w tym roku, to zapraszam do zakładki 'PRZECZYTANE'

4 komentarze:

  1. Czyli nie jestem sama z swoim tokiem rozumowania, choć pewnie nigdy nie przelałabym tego tak dobrze na klawiaturę. Po 1) podsumowania, te całe liczenie cyferek, stron i Bóg wie czego jest takie... słabe. Czasami ktoś robi to dobrze, ale najczęściej jest to takie suche rzucenie liczbami. Nowe cele, nowe pokłady motywacji itp.? To tak jak z dietą od poniedziałku; tyle, że ten właściwy poniedziałek nigdy nie następuję... Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na koniec roku zawsze dostaję kopa do działania, tak jakbym chciała nadrobić cały rok w ciągu kilku dni między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem. Ostatecznie tak się skończyło, że już napisałam na zapas chyba z pięć postów, w tym trzy całkiem niekrótkie recenzje (które dopiero będą opublikowane). W tym roku szczególnie się to nasiliło - być może dlatego, że nie uznaję 2016 za dobry rok? Sama nie wiem. Z tym się jednak zgadzam - warto zaczynać od teraz, nie robić sobie przerw i nie wmawiać, że "od nowego roku wrócę do czegoś", "od poniedziałku zrobię to", ba, "w następnej pełnej godzinie zajmę się czymś" bo... bo to po prostu nie wychodzi. I potem jest wieczne przekładanie na następny "okrągły" termin, na następny początek. I tak można wiecznie czekać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam bardzo podobne podejście ^^
    Miło dla odmiany przeczytać taki o to post, zamiast przewijać długą listę przeczytanych przez kogoś w tym roku książek. Życzę owocnego 2017 roku!

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)