26 stycznia, 2017

Tik-tak _ Dean Koontz

Szukałam czegoś, co wyleczy mnie z uzależnienia od Kinga, albo chociaż trochę pozwoli zapomnieć. Ale to nie to, nie to... Porównywać można, bo obydwaj panowie zasługują na uznanie za straszenie swoich czytelników chwytami najwyższej próby, ale wybranie lepszego nie będzie trudne. Wybacz, Koontz, i tak cię lubię.


Prawdziwy horror dzieje się na tle prawdziwego Horroru. Główny bohater jako dziecko wyemigrował z Wietnamu do USA razem z rodziną po upadku Sajgonu (późne lata 70., to ma znaczenie). Wybrał pełną asymilację i chłonięcie wszystkiego co amerykańskie każdym porem w swoim ciele, czym wywołał oburzenie rodziców i sąsiadów takich jak oni - konserwatywnych, zacofanych, upartych i zamkniętych wietnamskich tradycjonalistów.
Dlatego kupił sobie corvettę v8 (o autku w książce jest sporo, więc dla fanów motoryzacji jak najbardziej) - amerykański sen, wolność, spełnienie marzeń i niezależność zamknięte w samochodzie. Wrócił nią do domu i zaczęło się. Najlepsza-najgorsza (nie wiem, on też do tej pory nie), na pewno najbardziej znacząca noc w jego życiu, kiedy to znalazł szmacianą lalkę i przeniósł ją przez próg mieszkania, a ta go zdradziła - zaczęło z niej wyłaniać się COŚ, co było zaprojektowane wyłącznie po to, aby go zabić. 

Tommy (vel Tuong) walczy nie tylko z paranormalną istotą, ale przede wszystkim ze sobą, aż niemal rozrywa się na pół w środku drogi między przywiązaniem do tradycji, a nowoczesnością. Tommy to racjonalny, pewny siebie, nowoczesny i beztroski Amerykanin i oczywiście nie wierzy w demony, aż nagle TO zmusza go do przeżywania kryzysu tożsamości. Akurat, gdy kupił sobie nową corvettę i stał się bardziej amerykański niż kiedykolwiek...
Kryzys tożsamości związany z przywiązaniem do kultury i tradycji to temat bardzo współczesny już od kilkudziesięciu lat. Zmieniają się co prawda kultury i tradycje, ale problem pozostaje. Dean Koontz na swój sposób próbuje go rozwiązać i do pewnego momentu robi to nienachalnie. Natomiast mniej więcej w połowie powieść robi się niepokojąco tendencyjna i nieuchronnie zmierza do "jedynego właściwego" zakończenia. 
Zakończenie, muszę przyznać, jest zjawiskowe i robi wrażenie, jednak końcowe sceny są tak natarczywie wymowne, że zatraca się cała ich magia, a ostatnia subtelność znika całkowicie. 

Poza wątkiem migracji i kwestii zachowania państwowości Den Koontz wszedł na świeżutki, niemal dziewiczy teren konsumpcjonizmu. Książka została opublikowana w połowie lat 90, kiedy jeszcze z tym walczono. Teraz konsumpcjonizm stał się po prostu stylem życia, nie jest postrzegany jako coś złego, niezgodnego z moralnością. Przyjęło się, że jedni wybierają oszczędny, a inni konsumpcyjny tryb życia, a książka skłania do refleksji - czy faktycznie powinniśmy ze spokojnym sumieniem przyjmować to co się dzieje w krajach 1. świata. Nowsze, szybsze, droższe, większe, lepsze, mocniejsze, kolejne, kolejne, bardziej niepotrzebne, ładniejsze, kolejne, nowsze, droższe, nowsze. Kiedy ten tryb życia przestaje być zdrowy i staje się obsesją? Czy to jest ten moment, gdy przedmioty, które posiadajmy, stają się czymś, co kształtuje nasz wizerunek?

Bardzo często powtarzający się motyw głównego bohatera-pisarza tutaj jest combem totalnym, bo Tommy pisze powieści detektywistyczne, w których główna postać jest jego alter ego. Faza. Tommy pisze w swojej głowie i swoich dziełach kontur kogoś, kim chciałby być, ale jest za bardzo wietnamski, a za mało pewny siebie. Jego wyimaginowane ja jest zimnokrwiste, zabawne i zdolne, a przede wszystkim - niezależne, czyli posiada wszystkie wybrakowane cechy pierwowzoru. Dążenie do ideału, rozpaczliwe próby wtopienia się w otoczenie to dla Tommy'ego sposób na życie, w którym zatraca Swoją osobowość. 

Połowę "Tik-tak" przerobiłam w jedną noc, bo szczerze mówiąc, to nieźle trzyma w napięciu i wciąga. Na pewno nie jest to ostatnia książka Koontza jaką przeczytałam, ale mam wrażenie, że trafiłam na jakiś nieprzyjemny incydent, bo coś sprawia, że widzę w autorze duży potencjał. Obym się nie pomyliła i obym trafiała na lepsze pozycje. Też mi tego życzcie i polećcie, jeśli znacie, coś innego tego autora. Pozdrawiam

3 komentarze:

  1. Twórczości Koontza jeszcze nie poznałam, więc nie mogę Ci niczego polecić, ale mam nadzieję, że w tym roku nadrobię zaległości. Jednak nie ukrywam, że nie skuszę się na pierwszy raz na ten tytuł, bo sama historia nie za bardzo mnie intryguje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Swego czasu gdy miałam fazę na horrory i opowieści z dreszczykiem, zaczytywałam się w książkach Koontza, na zmianę z Mastertonem ;). Choć akurat książki opisanej przez Ciebie nie miałam okazji przeczytać. Niestety nie mam głowy do tytułów, a że było to już kilka lat temu, więc nic konkretnego Ci nie polecę, bo zwyczajnie nie pamiętam już, które ich książki mi się podobały.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Biblioteczka Dagmary

    OdpowiedzUsuń
  3. Niebawem mam zamiar sięgnąć po Koontza, szczególnie interesuje mnie "Miasto":) Świetny wpis! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam i w miarę możliwości odpowiadam :)